wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 27. Past didn't forget about me ...

             To był on. W restauracji i MSC ... w tedy to także był on. Nie sposób zapomnieć tych błękitno-szarych oczu, w których widać jedynie złość i nienawiść. Ale jakim cudem mnie odnalazł .? Jakim cudem przeżył.?!
-Przedstawiam Wam nowego ucznia . David'a Mendler'a.- powiedziała nauczycielka. Nie sposób opisać moich uczuć. Strach. Ból. Złość.Przerażenie. Niewiedza. Kompletny mętlik w głowie. Oddychałam głęboko,a mimo to czułam,że się duszę.
-Blaire wszystko okey. ?- zapytała Claire.Pospiesznie pokiwałam głową. Nie miałam nawet siły,żeby jej odpowiedzieć. Ponownie spojrzałam na David'a. Nie patrzył na pozostałe 24 osoby w klasie. Jego wzrok wciąż spoczywał na mnie.
-Przedostatnia ławka jest wolna. Proszę zajmij ją.- usłyszałam głos nauczycielki. Chłopak bez zastanowienia ruszył w naszą stronę. Kiedy już miał siadać na krześle uśmiechnął się do mnie i powiedział coś czego się spodziewałam,a jednak jego słowa mnie zszokowały.
-Widzę,że jesteś tak samo zadowolona z naszego spotkania, jak ja.
Do końca lekcji nie mogłam się skupić na niczym innym niż myśli. 'Jakim cudem przeżył.' 'Dlaczego akurat ta szkoła'  ... Dzwonek był dla mnie jak zbawienie. Pospiesznie wrzuciłam swoje rzeczy do torby i dosłownie wybiegłam z klasy.
-Blaire .... Blaire. Blaire zaczekaj .! -usłyszałam za sobą wołanie przyjaciółki. Jednak zatrzymałam się dopiero na dziedzińcu szkoły.-Blaire co się z Tobą dzieje. ?!-zapytała zdyszana Claire. Nie odpowiedziałam na jej pytanie. Nie wiedziałam jak mam to zrobić. Usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłoniach. Pocierałam skronie. Od tego wszystkiego zaczęła mnie boleć głowa. Chciałam powstrzymać się od płaczu,ale nie udało mi się. Byłam zbyt wstrząśnięta jego widokiem. Już po chwili dołączyli do nas Luke i Joe. Cała trójka próbowała dowiedzieć się co mi jest.
-Przepraszam. Po prostu ....- pociągnęłam nosem.- boli mnie głowa. Nie mam pojęcia co się stało. Chyba najlepiej będzie jeżeli pójdę do domu.
-Pójdę z tobą-zaproponował,a może raczej oznajmił Luke.
-Nie chcę żebyś przeze mnie miał nieobecności. Poza tym znam drogę do domu. Na prawdę poradzę sobie.
-Blaire nie przesadzaj. Został tylko miesiąc. I tak wszyscy zwiewają z lekcji. Poza tym widzę,że to nie chodzi o głowę.-spojrzałam na niego. Wiedziałam,że nie ma sensu się kłócić. Poza tym i tak stanęłoby na jego racji.
-No dobrze ... -zgodziłam się i wstałam z ławki. Miałam pecha. Akurat przechodził koło nas David. Chociaż wątpię by to był tylko przypadek.
-Witaj ponownie.-powiedział do mnie, na co moje serce znowu zaczęło mocniej bić. Wszystkie złe wspomnienia zaczęły wracać. Jedyne o czym marzyłam to moje łóżko. Aby móc się w nim obudzić i stwierdzić,że wszystko to tylko zły sen. Chwyciłam torbę wymamrotałam coś w stylu 'do zobaczenia' i odeszłam. W moje ślady poszedł Lucas. Przez całą drogę zadawał mi setki pytań. Głównie o Davida. Skąd go znam i wgl. Nie odpowiedziałam na,ani jedno z nich. Wchodząc po schodach, do swojego mieszkania byłam już strasznie zła. Chłopak nie mógł przestać gadać. Przed drzwiami stanęłam.
-David to przeszłość. Nie chcę go znać. Chcę o nim zapomnieć. Dla mnie on od dawna nie istnieje i nie wiem jakim cudem zjawił się tutaj. A teraz wybacz,ale chcę być sama.-powiedziałam dość głośno. Myślałam,że jasno dałam mu do zrozumienia,że chcę być sama,ale chłopak nie ustępował. Kiedy już zamykałam drzwi włożył rękę w szparę,której już prawie nie było widać, otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Mnie się tak szybko nie pozbędziesz kochanie. Chce wiedzieć co to za typ.
-Bardzo mi przykro,ale ja nie chcę o tym gadać.
-Chyba nie będziesz miała wyboru.-mówiąc to chwycił mnie w pasie i przewiesił przez ramię. Zaniósł do sypialni i położył na łóżku.- Ja mam czas. A ty prędzej czy później będziesz musiała stąd wyjść.
-Niby po co. ?Ja też mam czas.
-W końcu będziesz musiała skorzystać z toalety... albo po prostu zgłodniejesz.- Luke uśmiechnął się do mnie w sposób,jaki nie potrafię opisać.  Ale domyślam się,że chciał tym pokazać,że wygrał. Niestety miał rację. Kilka godzin siedzieliśmy w milczeniu,ale potem mój żołądek zaczął domagać się jedzenia. Na propozycje skorzystania z toalety tez bym nie odmówiła. W końcu  przełamałam się. Zaczęłam mówić.
-Dobrze,a więc .... David to mój stary znajomy.
-To samo powiedziałaś mi na korytarzu. Chcę wiedzieć dlaczego kiedy go widzisz, tak cholernie się boisz ?
-Skąd wiesz,że się boję ?
-Znam Cię na tyle dobrze,żeby to dostrzec. A teraz proszę powiedz mi prawdę.-kiedy patrzyłam w jego duże, brązowe oczy czułam coś zupełnie innego niż patrząc w oczy Davida. W oczach Luke'a było coś pięknego. Wpatrując się w nie czułam się bezpieczna, kochana. Mogłabym wpatrywać się w nie godzinami,tak bardzo sprawiało mi to radość.
-Wiesz, dlaczego się tutaj przeprowadziłam, prawda .? Złe towarzystwo, używki, wypadek. No własnie. Wypadek. Zginęli w nim moi czterej znajomi. Jednym z nich był David.
-Słucham.?!
-Właśnie ... kiedy wysiadałam z samochodu, on w nim był. 2-3 minuty później widziałam jak ten samochód się pali,a jego pasażerowie razem z nim.
Pierwszy raz zobaczyłam go w tej restauracji,gdzie dowiedziałam się,że Lou jest moim bratem. Tłumaczyłam sobie w tedy,że to tylko cholernie podobny do niego chłopak. Później widziałam go także w Milkshake City. Przez cały czas czułam się tak jakby mnie obserwował. Ale wciąż wierzyłam,że to nie on. Nawet nie wiesz jak cholernie się przestraszyłam,kiedy dzisiaj usłyszałam jego nazwisko w klasie,sposób w jaki do mnie mówił, uśmiechał się. To wszystko powodowało,że serce skakało mi,aż do gardła. Tak strasznie się boję Luke.-mówiąc to wtuliłam się w swojego chłopaka. Łzy pociekły po moich policzkach.
-Wszystko się jakoś wyjaśni i ułoży. Musi tak być. - Lucas przycisnął mnie jeszcze bardziej.
                 Tego dnia nie wróciliśmy już do szkoły. Mój chłopak wypożyczył jakieś filmy i kupił chipsy,a ja zrobiłam popcorn i kanapki. oglądaliśmy jakiś horror,kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam zna zegarek.
-To pewnie Claire i Joe, niedawno skończyli lekcje.-powiedziałam do Lucasa. Wstałam i udałam się w stronę drzwi.Kiedy je otworzyłam bardzo się zdziwiłam. Ujrzałam osobę,której nigdy nie spodziewałaby się w moim domu.
- Jak już mówiłem ... witaj ponownie mała.-powiedział tym samym tonem i uśmiechnął się szyderczo. Stałam i nie potrafiłam się ruszyć. Za to nieproszony gość swobodnie wszedł do mojego mieszkania.

_______________________________________________________________________________
Przepraszam,przepraszam,przepraszam. Wiem,że długo mnie tutaj nie było,ale jak już pisałam na Stay strong till the end praktycznie od początku sierpnia nie było mnie w domu i wróciłam dopiero w tamtym tygodniu. Nie wiem jak mi to wyszło, ponieważ pisałam to na szybko. Mam nadzieję,że nie jest aż tak strasznie.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. One pomagają mi pisać <3
Życzę miłego czytania ;**
 Ola. :3

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 26. The news.

                   Rano obudziłam się przy boku mojego ukochanego. Było to wspaniałe uczucie. Mój Luke. Tylko mój. Rozmyślałam o tym jakie mam szczęście, gdy chłopak zdążył się już obudzić. Na powitanie pocałował mnie w czoło i mocno przytulił. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, z czego nie byłam zadowolona. Wyciągnęłam rękę i chwyciłam urządzenie z szafki nocnej. ' Joe is calling ... ' .
- Joe nie chcę być niegrzeczna,ale ... niektórzy jeszcze śpią .!
-Dziewczyno jest 12'00. ! No słyszę,że cieszysz się,że dzwonię. Chciałem Ci tylko przekazać,że za 30 minut spotykamy się w MSC . Do zobaczenia- Joe  rozłączył się zanim zdążyłam zaprotestować. Luke patrzył na mnie pytająco.
-Joe. Za 30 minut w MSC .
-Aż tak mu się spieszy . ?-zanim odpowiedziałam rozległ się dźwięk dzwonka Lucas'a.
-To pewnie on więc jego zapytaj. Ja idę się ubrać.-wyjęłam ciuchy z szafy i poszłam do łazienki.
                  -Siedziałaś tam 20 minut.- powiedział  z wyrzutem Luke,gdy już wyszłam.
-Musiałam się umalować,uczesać,umyć, ubrać.. no wiesz trochę to zajmuje..
-Dobra chodź do samochodu. Musimy jeszcze do mnie zajechać.
-Eii,ja jeszcze nic nie jadłam.!
-Zjesz coś u mnie. A teraz do szybko do samochodu.- chwyciłam torebkę i wyszliśmy.
               
                  Zaraz po wejściu do MSC miałam ochotę z niego wyjść. Przekraczając próg pomieszczenia pierwszą osobą,którą zobaczyłam był ten sam chłopak,który wpatrywał się we mnie w tedy w restauracji. Teraz czynił to samo. Starałam się przejść koło jego stolika nie obserwując go,jednak było to zbyt trudne. Wyglądał identycznie jak ...
-Cześć Blair .! -zawołał Joe, który siedział już przy stoliku razem z Lou,Claire i El. Przywitałam się z przyjaciółmi.
-A więc słucham. Co było tak ważne,żeby zwalać mnie z łóżka, huh .?- zapytałam popijając wcześniej zamówiony shake. Joe i Claire spojrzeli po sobie, po czym uśmiechnęli się.- No ei,teraz macie zamiar być tajemniczy.?!
-Niee, po prostu ... Nadal nie możemy w to uwierzyć. Dowiedzieliśmy się dopiero wczoraj i od razu chcieliśmy Wam powiedzieć. Ale nie odbierałaś ani ty, ani Luke.-poczułam,że się rumienię. Spojrzałam na swojego chłopaka.
-Tsaa.. możliwe,że słyszałam jakiś dzwonek ... -ukradkiem patrzyłam na Lucas'a,który odchrząknął.
-Jesteście razem,!-wykrzyknęła i zaśmiała się El. Rozejrzałam się po znajomych,którzy mieli zdziwione miny.
-To prawda .?-dopytywali się jeden przez drugiego.
-Skąd Ci to przyszło do głowy Eleanor. ?-zapytałam.
-Zauważyłam,że coś się zmieniło, jak tylko tutaj weszliście, razem. No i poza tym zaczerwieniłaś się, Luke zachował się ... dziwnie. A co źle zgadłam.? 
-ekhem ... no ... dobrze. Jesteśmy razem, tak .?-Lucas spojrzał na mnie.
-Tak, to prawda.-odpowiedziałam i złapałam Luke'a za rękę.-Jesteśmy razem. -Uśmiechnęłam się do znajomych.
-Teraz już wiem, dlaczego żadne z Was nie słyszało dzwonka.-zaśmiał się Joe, a w jego ślady poszła reszta moich przyjaciół. Walnęłam chłopaka w bok łokciem.-Lepiej mówcie po co nas tutaj zwołaliście.-zwróciłam się do niego i Claire.
-Dobrze...aby nie przedłużać.-spojrzała na nas dziewczyna.-Jestem w ciąży.
-Jeeej. Gratulacje.!-pierwszy odezwał się Lou. Siedzieliśmy osłupieni. Byliśmy zszokowani tą wiadomością. Już po chwili jednak jakoś się otrząsnęliśmy i poszliśmy w ślady Louis'a. Pozostaliśmy w MSC jeszcze jakieś trzy godziny, po czym przenieśliśmy się do pizzerni,aby coś zjeść. Zaraz za nami wyszedł ten nieznajomy. Czułam sie tak, jakby mnie śledził. Boże mam chyba jakieś urojenia.!
                  Do końca dnia byliśmy wszyscy razem,a potem rozeszliśmy się. Ja z Lucas'em, Claire z Joe'em, a Lou z El. Do siebie wpadłam tylko po potrzebne mi rzeczy,a noc spędziłam w domu Luke'a.
                  Rano spotkaliśmy się we czwórkę na dziedzińcu szkoły. Temat ciąży Claire był nadal 'gorący',ale woleliśmy,żeby w szkole nikt się o tym nie dowiedział, dlatego rozmawialiśmy o czymś innym. Przerwał Nam dzwonek, po którym rozeszliśmy się na zajęcia. Miałam akurat biologię razem z Claire, co oznaczało całą godzinę rozmów z przyjaciółką. Usiadłyśmy tam,gdzie zawsze, czyli w ostatniej ławce w lewym końcu sali. Przed nami była tylko pusta ławka więc mogłyśmy mieć pewność,że nikt nas nie podsłucha. Nauczycielka weszła do klasy szybciej niż zawsze,ale tym razem nie była sama.
-Proszę o cieszę.!-zaczęła-Chcę Wam przedstawić nowego ucznia.- 'po jaką cholerę ktoś przenosi się do innej szkoły pod koniec roku.?!'. TO było pierwsze co pomyślałam. Później ujrzałam jego twarz i przeraziłam się. Mogę przysiądz, że się do mnie uśmiechnął,a ja odczułam jakby lód mnie przeszywał,aż do szpiku kości.


__________________________________________________
Cześć wszystkim .;p Rozdział poprawiany był chyba ze 30 razy,dlatego wyszło takie mało ciekawe 'coś' .;// Ale ostatnio jakoś wgl nie miałam pomysłów,bałam sie,że nigdy tego rozdziału nie napiszę ...  Jak tylko wena wróci,to napisze następny .;** Miłego czytania  życzę.; **
-pozdrawiam, Ola.; **
P.S. zapaszam także na mojego nowego bloga.; )   Stay strong till the end.