środa, 24 października 2012

Rozdział 30. Back to past.

           -David!- zawołałam i rzuciłam kamieniem w szybę. Wiedziałam gdzie go szukać. Chodziłam po wszystkich melinach, jakie tylko znałam w Londynie. Mimo,że jeszcze w żadnej go nie było, nie poddawałam się i szukałam dalej. To czego się dowiedziałam parę godzin temu wstrząsnęło mną cholernie mocno. Nie powiedziałam Luke'owi nawet połowy tego, co chciałam. Wszystko się we mnie skumulowało. Strach. Gniew. Smutek. Złość. Nienawiść. Kiedyś poznałam sposób, jak je zlikwidować. Sposób, którego teraz potrzebowałam.
-Czego .?- chłopak otworzył drzwi. Szeroko się uśmiechnął, gdy mnie zobaczył.-Och... Blair...-zaśmiał się szyderczo.-wychodzi na to,że miałem rację.-podszedł do mnie i zarzucił swoje ramię na moją szyję.
-Powiem Ci szczerze,że sam nie bardzo wierzyłem,że przyjdzie do mnie z własnej woli... A jednak...
-Dav nie mam ochoty na pogaduszki. Masz towar ?-zrzuciłam jego rękę.
-Czyżbyś wracała do dawnego życia ? Bo z tego co wiem, to chciałaś się od niego odciąć... A może to dzięki mnie ?-znowu się zaśmiał. Dało się od niego wyczuć alkohol.
        Przez moment wpatrywałam się w niego. Jednak wiedziałam,że najprawdopodobniej cisza zakończy się jakimś głupim pomysłem z jego strony, dlatego przerwałam ją.
-A tak właściwie, to jak się tutaj znalazłeś huh ?
-Starzy znajomi skombinowali mieszkanie. Przyjechałem pociągiem.
-Dobrze wiesz,że nie o to pytam...Jakim cudem jesteś ... żywy .?! Przecież widziałam, jak samochód wybu--
-No własnie- przerwał mi.- Widziałaś i nic nie zrobiłaś. Doskonale wiedziałaś,że zaraz zginiemy, a mimo to nam nie pomogłaś. Myślałaś tylko o tym,żeby ratować swoją dupe.-mówiąc to, zbliżał się do mnie, a ja oddalałam się. W pewnym momencie poczułam za sobą chropowatą ścianę. Mój oddech stał się płytki. David oparł dłonie o mur, i przybliżył swoją twarz do mojej.
- Miałem cholerne szczęście. Niestety inni nie mieli. Ty miałaś czas im pomóc, ja nie. Ty żyjesz sobie spokojnie w Londynie, a ja codziennie zadręczam się. Zadręczam się,że to wszystko moja wina, gdybym się wtedy nie zatrzymał...
-Myślisz,że ja się nie zadręczam.?! W końcu to ja chciałam wysiąść.! To wszystko moja wina.!
-Coś nie widać po tobie,żebyś się tym szczególnie przejmowała.-złapał mnie za nadgarstki.-Nie pozwolę Ci o tym zapomnieć, rozumiesz.?! Będziesz cierpiała tak jak ja.! Będziesz codzie--
-Blair.!-usłyszałam pisk opon, a już po chwili z samochodu wyskoczyli Joe i Lou. Podbiegli szybko do mnie i Davida i rozdzielili nas.
-Wsiadaj do samochodu.!-krzyknął Lou. Byłam zdezorientowana. Otwierając drzwi od auta, odwróciłam się. Natrafiłam na scenę, w której Lou uderza David'a prawym sierpowym,a Joe doprawia go kopniakiem w brzuch. Po tym chłopak zgiął się w pół. Louis i Joe pewnie nie odeszliby od niego, póki cały by nie krwawił,ale drzwi od meliny otworzyły się i wyszli z niej 'koledzy' Davida. Chłopaki chcieli zostać,ale zawołałam ich do samochodu. Kiedy zobaczyli kije basebolowe w rękach ćpunów zrozumieli,że to nienormalni ludzie i szybko wsiedli do auta.

        -A więc ... -Lou spojrzał się w lusterko, w którym dostrzegł mnie. Siedziałam z tyłu i opierałam głowę o szybę. Miałam nieobecny wzrok... myślałam o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło.
-Może opowiesz nam co tam robiłaś.? Szukaliśmy Cię przez cały czas ...-jego słowa docierały do mnie jednym uchem, a drugim wychodziły. W głowie miałam tylko momenty, kiedy byłam z Luke'iem. Na twarzy pojawiał się uśmiech. Znikał już po chwili, gdy przypominałam sobie okrutną prawdę. Lou i Joe cały czas do mnie coś mówili,starali się pocieszyć. I tak nie wyciągnęli ode mnie ani słowa. Zrezygnowani zamilkli pod koniec jazdy.
       -Do zobaczenia w szkole.-usłyszałam głos Joe, gdy wysiadałam z auta. Odpowiedziałam tylko uśmiechem.
-Pokaż się jutro w domu. Chcę zobaczyć jak sobie z tym radzisz...- Lou jak zwykle był troskliwym braciszkiem.
-hyy...własnie nie radzę...-powiedziałam pod nosem.-No nic, jakoś to będzie. W końcu na Lucas'ie świat się nie kończy.-uśmiechnęłam się sztucznie do chłopaków i odwróciłam.
         Udałam się prosto do mojego mieszkania. Z początku bałam się, że zastam tam Luke'a,ale na szczęście chłopak wiedział,że nie powinno go tam być. Usiadłam na łóżko i powtarzałam sobie w duszy,że Luke to zwykły palant. Obraziłam go chyba najgorszymi obelgami jakie znałam. Myślałam,że to coś pomoże, gdy sporze na niego jako zwykłego dupka, a nie kochającego mnie chłopaka. Jednak pomyliłam się. Poczułam na polikach gorzkie łzy. Położyłam się na łóżko, które już po chwili całe było przesiąknięte moimi łzami. Byłam tak wyczerpana,że nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam.

       Obudziło mnie pukanie, a może raczej walenie pięściami o drzwi wejściowe.
-Otwieraj.! Blaire, wiem,że tam jesteś.! - usłyszałam czyjś głos. Szybko domyśliłam się do kogo należy.
      Zdziwiłam się, kiedy odkryłam,że mam na sobie tylko bieliznę. Wczorajszy wieczór pamiętałam,jak przez mgłę aczkolwiek, nie przypominam sobie,abym się rozbierała. Mniejsza o to. Szybko zarzuciłam na siebie ciuchy,które leżały na komodzie, po czym otworzyłam drzwi.
Nie pomyliłam się. W progu stanął David.
-No w końcu. Ile można na Ciebie czekać.
-Czego chcesz.?! - chłopak już miała wejść do środka,ale nagle zatrzymał się.
-No wiesz ... sory za wczoraj. Byłem trochę nawalony ... No i jeszcze Ci Twoi koledzy. Ale dzisiaj mam towar.- spojrzałam na niego zdezorientowana. Pierwszy raz przepraszam mnie za cokolwiek. Prawdę mówiąc to teraz pójście do niego wczorajszej nocy wydało mi się strasznie złym pomysłem. A teraz ... co mam niby zrobić.
       David udał się prosto do mojej sypialni.
-Uhuu...przydałoby się tutaj trochę ogarnąć, nie sądzisz.?- zaczął komentować. Wchodząc do pomieszczenia zbierałam ciuchy napotkane po drodze, po czym wrzuciłam je do szafy.
-Okey ...  a więc co stało się tym razem ?-zapytał siadając na fotelu.
-Dlaczego miało się coś stać.?-z pochmurną miną usiadłam na łóżko.
-Ostatnio kiedy zaczęłaś brać to chciałaś się komuś przypodobać czy coś tam ... no to co tym razem .?
David za pewne niedługo wyjedzie z miasta, a perspektywa powiedzenia komuś o jego zdradzie wydawała mi sie dobrym pomysłem.
-Chłopak zdradził mnie z moją przyjaciółką.
-Auu...-może to tylko złudzenie,ale chłopak wydał mi się lekko zmieszany...tak to na pewno złudzenie.
-No to co ... zaczynamy ?
-Co zaczynamy ?- zapytałam ze zdziwieniem. Chłopak zrzucił rzeczy ze stolika,który stał obok niego. Wyjął z kieszeni małą torebeczkę wypełnioną białym proszkiem. Wysypał zawartość na mebel i podzielił na dwie części. Podniósł z podłogi pierwszy lepszy zeszyt i wyrwał z niego kartkę. Kawałek papieru zwinął w rulonik.
-Kto zaczyna ?-zwrócił się do mnie. - No dawaj i tak wiem,że sobie nie odmówisz...znam cię-zobaczyłam błysk w jego oku. Opierałam się temu, tak długo, jak tylko mogłam, Niestety kiedy chłopak wciągnął swoją działkę coś we mnie pękło. Wzięłam od niego rulonik i zaczęłam wciągać biały proszek. Poczułam się jak dawniej. Dziwnie, a zarazem cudownie. Zaszumiało mi w głowie.
-Brakowało mi tego...-słowa jakby same ze mnie wypłynęły.
-Wiem...-odpowiedział chłopak, którego głowa zwisała już do tyłu. Musiał być to mocny narkotyk skoro nawet David tak szybko stawał się bezradny. usłyszałam sygnał telefonu. Na wyświetlaczu zobaczyłam tylko 'Luke' i już za chwilę wszystko rozmazało mi się. Jakby otaczała mnie jakaś zasłona dymna. To chyba ostatnie wspomnienie po przyjęciu narkotyku. Później... No cóż ... Mam nadzieję,że nie jestem odpowiedzialna za to, co działo się później ...

____________________________________________________________________________________________________
Ta damm... kolejny rozdział .;p Wiem,że powinien być wcześniej ... ale jakoś nie miałam czasu go dokończyć.;/ W dodatku codziennie mam jakieś testy tak więc szkoła zabiera mi cały czas wolny. ;(
Ogólnie całe opowiadanie mam zaplanowanie prawie od początku. Niestety coś ostatnio coraz mniej czasu na pisanie i coraz mniej komentarzy . ;( Dlatego postanowiłam,że akcja będzie się działa szybciej niż planowałam. Mam nadzieję,że rozdział nie za krótki, na dłuższe mnie niestety nie stać. ;( Jeżeli to czytacie, to prosze o opinie, te złe także.. to serio fajnie uczucie, wiedzieć,że ktoś to czyta .; ))
Miłego czytania. ;*
-Ola. ;3

poniedziałek, 15 października 2012

Rozdział 29. Broken heart. The disease that hurts the most.

               -Jesteś pewna,że nie chcesz tu dłużej zostać ? -zapytał Lucas, który siedział na fotelu. Przyglądał się, jak pakuję swoje rzeczy.
-Tak, jestem pewna. Szpital mnie przeraża.
-Ale wiesz...tutaj jesteś .. no bezpieczna. Bardziej niż w szkole. Ten świr... David czy jak mu tam .. przynajmniej nie będzie Cię nachodził.-nagle stanęłam w bezruchu. Przypomniałam sobie głos Davida ... głos, który słyszałam w swojej głowie, gdy byłam nieprzytomna.-Coś się stało .?
-Nie, wszystko w porządku.-skłamałam. Luke przypatrywał mi się uważnie. Chyba wyczuwał,że coś jest nie tak. Na szczęście nie zdążył mnie o nic więcej zapytać,gdyż do mojej sali weszła pielęgniarka, ta sama, co poprzednio.
-Gotowa ?
-Już prawie.
-Okey ... Twoi rodzice musza przyjść do szpitala, odebrać wypis. Jeszcze jesteś niepełnoletnia więc...
-Nie ma sprawy. Zaraz po nich zadzwonię.-kobieta kiwnęła głową i wyszła. Lucas zabrał moje rzeczy, po czym pojechaliśmy do domu moich rodziców.

           -Ochh czyżby córka marnotrawna wróciła ? - zaśmiał się Lou, który otworzył nam drzwi.
-Też miło mi Cię widzieć braciszku.-przytuliłam się do niego.-Są rodzice.
-W pracy. Będą pewnie koło 17'00. Stało się coś?
-Nie, tylko musza jechać po mój wypis ze szpitala. 
-Chodźcie, zadzwonię po Joe i Claire, obejrzymy jakieś filmy, czy coś.
         W salonie zastaliśmy Eleanor. ucieszyła się na Nasz widok.
-Słyszałam,że masz jakiegoś niechcianego adoratora.-zaczęła.
-Bywa ... ale nie sądzę,żeby był groźny. Po prostu czegoś chce. Dostanie to i się odczepi.
-Znasz go ?
-Mało,ale wystarczająco,żeby wiedzieć o co mu chodzi. Pewnie skończył mu się hajs na narkotyki i szuka sponsora.- dziewczyna Lou tylko kiwnęła głową. usiedliśmy obok niej i zaczęliśmy rozmowę. Po kilkunastu minutach dołączyli do nas Joe i Claire. Chłopak jest w nią wpatrzony jak w obrazek. Moje uprzedzenie do Claire już dawno minęło,ale ...wydawało mi się jakby nie była szczęśliwa z Joe. Mało tego .. jakby czuła się dziwnie w naszym towarzystwie. Joe w pewnym momencie zaczął temat ciąży ... i od tego momentu Claire jakby odpłynęła. unikała naszych spojrzeń, jej odpowiedzi ograniczały się do 'bardzo' , 'raczej i 'tak' . Oczy jej się zeszkliły i wtedy ... i wtedy powiedziała coś,czego nikt by się nie spodziewał.
-Przepraszam.!-powiedziała nagle zduszonym głosem. Łzy pociekły po jej policzkach, rozmazując makijaż.
-Przepraszam Joe, przepraszam Blair...-czy ja dobrze usłyszałam ? Czy ona właśnie wymówiła moje imię.?!
-Kochanie co jest, co się stało ?-zapytał z czułością Joe. El i Lou siedzieli w osłupieniu, a Luke .. Luke patrzył niepewnie, ze strachem w oczach na Claire. Dziewczyna zwróciła się tym razem do niego.
-Przepraszam. Nie potrafię ich dłużej okłamywać... Joe ... ja... ja nie wiem -pociągnęła nosem.-chodzi o to,że ... nie jestem pewna...nie jestem pewna czy to twoje dziecko ...
-Co takiego .?!- Joe, który jeszcze przed chwilą ja obejmował z czułością, teraz odskoczył od niej jak poparzony.
-Nie chciałam tego...To się wydarzyło tak ... nagle...
-Tak, kurwa pieprzenie się z kimś trwało parę sekund.. nowość.!-chyba pierwszy raz widziałam Joe'ego w takim stanie... Tyle,że nadal nie wiedziałam, za co Claire mnie przepraszała. Fakty zaczęły do mnie dochodzi dopiero po chwili. Claire z płaczem przepraszała Joe i błagała,żeby jej nie zostawiał. Ich wrzaski odeszły ode mnie w całkiem inną czasoprzestrzeń. Myśli kłębiły mi się jedna po drugiej. Nie mogłam ich zebrać do kupy. Nie potrafiłam uformować ich choćby w jedno zdanie. Z przerażeniem spojrzałam na dziewczynę, która miała na policzkach pełno czarnych smug.
-Czy to znaczy ...-nikt nie usłyszał moich słów. Tylko Luke patrzył na mnie z nadzieją w oczach.Wstałam i weszłam pomiędzy Joe i Claire,powodując,że oboje zamilkli. - Przepraszałaś mnie ... potem zwróciłaś się do Luke'a ... Czy to znaczy,że ... że wy ... wy razem ...- nie musiała nic odpowiadać. Właściwie to moje pytanie było retoryczne, a ja znałam odpowiedź. Tym razem to moje oczy się zeszkliły ...
- Ty pieprzona szmato.! A ja Ci ufałam.! Oszukałaś mnie za pierwszym razem,ale wybaczyłam Ci.!-zatrzymałam się na chwilę, by złapać oddech. jestem pewna,że moje krzyki słyszeli sąsiedzi.-Wiedziałam .! Wiedziała,że nadal przystawiasz się do Luke'a. ja i Joe byliśmy tylko twoimi pionkami w grze .?! Kukiełkami, które wykorzystałaś i teraz możesz Nas po prostu wyrzucić.?! Jeżeli tego chciałać to dopięłaś swego. Masz swojego Luke'a.! Żyjcie długo i szczęśliwie. Gratulacje z powodu dzidziusia.!
-Blaire...Blaire...-Lou próbował mnie uspokoić.
-Jeb się.! Oboje się jebcie.! Ty i Luke... O przepraszam zapomniałam,że już to zrobiliście. I jak.?! Fajnie było pieprzyc chłopaka przyjaciółki.?!
-Blaire Stop.!-krzyknął Lou i odsunął mnie od Claire,która tylko stała i płakała. naprawdę myślała,że ujdzie jej to płazem .?
-Puść mnie. Wiem gdzie są drzwi.- zwróciłam się do Louis'a. Chłopak zrobił to, o co go poprosiłam. Chwyciłam za swoją torebkę i wychodząc podeszłam do Luke'a. Strzeliłam mu naprawdę mocnego liścia w policzek.
-Myślałam,że jesteś inny. Jednak przeliczyłam się.
-Blaire, proszę posłuchaj mnie.-chłopak złapał mnie za rękę.
-Puść mnie, puść mnie ty pieprzony dupku.! Jeszcze CI mało.?! Jeszcze bardziej chcesz mnie zranić.?! Zła wiadomość...bardziej się już nie da...
-Nie chciałem Cię skrzywdzić...
-A co chciałeś się po prostu zabawić,ale wpadłeś.?! Ups... Ale wiesz co...Jakoś Ci nie współczuje ...
-Blair to było jeszcze zanim się zeszliśmy ...
-Co z tego ... Powiedziałeś mi,że nie przestałeś mnie kochać,że myślałeś tylko o mnie .! No chyba kurwa kłamałeś.! No i poza tym to Claire byłą już wtedy z Joe ... Z tego co wiem to uznawałeś go za swojego przyjaciela ... -teraz ja tez miałam pełno czarnego tuszu na policzkach. Wybiegłam z domu. Słyszałam za sobą krzyki Lou i Joe,ale nie obchodziły mnie teraz. Biegłam ile sił w nogach. Mogłoby się zdawał,że przez zapłakane oczy nic nie widziałam. Jednak miałam cel. Wiedziałam,gdzie chcę się udać. Dopiero teraz zastanowiłam się nad sensem słów mojego 'przyjaciela'. Czy życie musi być,aż tak pokręcone.?!

____________________________________________________________________________________________________

A więc nowy rozdział .;p Wiem zwlekałam bardzo długo z napisanie,ale niestety brak weny. ;( Plan co do tego opowiadania miałam już od dawna. Niestety nie mam pomysłów na nowe rozdziały, a bardzo chciałabym dociągnąć ten blog do końca. Dlatego akcja potoczy się szybciej niż planowałam. W tym rozdziale myślę,że zaskoczyłam Was zdrada Luke'a,ale...czekam na wsze opinie.; *
+Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem .;** Tak je wszystkie czytałam i pomyślałam,że może jdnak napiszę ten rozdział...w końcu .;p no i jest takie oto cos .; p
Pozdrawiam, życzę miłego czytania,
-Ola. ;3