niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 12. New problem.


            Usłyszałam dźwięk 'Heart skips a beat'-mój dzwonek. Byłam nadal cholernie zmęczona,ale otworzyłam oczy. Dopiero zauważyłam,że leżę w wielkim łóżku, z bardzo miękkim materacem. Po lewej stała szafeczka nocna,po prawej zaś znajdowało się biurko,na nim komputer i pełno książek. Na przeciwko łóżka stała ogromna szafa. Również okno było dużych rozmiarów,co dawało ogromną ilość światła we wnętrzu. Jakoś dziwnie się czułam. Mój poprzedni pokoik nie był zbyt duży za to ten...tak samo jak meble się w nim znajdujące-ogromny.W drugim rogu pomieszczenia znajdował się kominek,dwa ustawione przed nim wielkie fotele i półka wypełniona po brzegi książkami. No,no...będzie co robić wieczorami... Otworzyłam pierwsze drewniane drzwi. Ujrzałam za nimi śliczną,moją własną łazienkę z wanną ogromnych rozmiarów.! Wow.! Nie mogłam uwierzyć. Drugie drzwi prowadziły na korytarz. Już miałam wyjść,kiedy ponownie usłyszałam dzwonek. Wyjęłam telefon z kieszeni dżinsów i spojrzałam na wyświetlacz. Joe. Boże na śmierć zapomniałam.! Miałam do niego zadzwonić zaraz po przyjeździe. Pośpiesznie odebrałam telefon. Pierwsze co zrobiłam to przeprosiłam chłopaka,że nie zadzwoniłam wcześniej. Porozmawialiśmy kilka minut. W następnym tygodniu Joe obiecał mnie odwiedzić. Już nie mogę się doczekać.
          Otworzyłam drzwi na korytarz. Już od progu powitały mnie kartony z moimi rzeczami. Wszystkie je wepchałam do pokoju,co graniczyło z cudem. Postanowiłam obczaić okolicę. Właściwie to jeszcze nie obejrzałam nawet domu,nie wiedziałam gdzie mieszkam. Dlatego też pierwszym obiektem,który zwiedziłam było moje nowe miejsce zamieszkania.
Tak jak przypuszczałam,dom był ogromny...Jednak najdłużej zatrzymałam się w kuchni. Możliwe,że miało to związek z pysznymi naleśnikami,które przygotowała mama. Zjadłam kilka,przebrałam się i wyszłam. Okazało się,że mieszkam w pięknej okolicy,gdzie wszystkie domy są taki duże. Odpuściłam sobie typowe atrakcje turystyczne typu. London Eye. Zamiast tego wolałam bez celu poszwędać się po ulicach miasta. Po drodze wstąpiłam do kawiarni. Zakupiłam lody śmietankowe i usiadłam przy jedynym wolnym stoliku.
Zachód słońca...od razu przypomniałam sobie o Joe. Nadal nie mogę uwierzyć,że wrócił,że znowu możemy sie widywać,wyżalać sobie nawzajem, milczeć...
-Mogę się dosiąść?-usłyszałam głos,który wyrwał mnie z zamyślenia.
-Ta-ak...jasne.-zdezorientowana spojrzałam na dziewczynę. Była to blondynka,krótkie włosy,błękitne oczy,blada cera. Gdyby jej się przyjrzeć na jej twarzy można by znaleźć kilka piegów.
-Jestem Claire.
-Blair. Miło poznać.-uśmiechnęłam się do niej. Odpowiedziała tym samym. Wydawała się być bardzo sympatyczną dziewczyną. Bez skrupułów zaczęła mnie wypytywać o to,gdzie mieszkam,ile mam lat,do jakiej chodzę szkoły. Na ogół nie lubię tak natarczywych ludzi,ale z Claire rozmawiało mi się jak ze starą, dobrą przyjaciółką. Wspólna rozmowę przerwał nam telefon od mamy. Martwiła się,że tak długo nie wracam. No ale co jej się dziwić,kiedy ma się córkę z takim 'szczęściem' jak ja ? Dlatego też obiecałam jej,że za 20 minut zamelduję się w domu.  Dziewczyna wcale nie zasmuciła się wiadomością,że muszę juz wracać. Wręcz przeciwnie. Poderwała się z miejsca i była gotowa do odprowadzenia mnie. Nie byłam do końca pewna w jaki sposób wrócić do domu,dlatego bez oporów wróciłam z dziewczyną.
        Każdy dzień wakacji mijał mi tak samo. Pobudka. Śniadanie. Poranne biegi. Przyswajanie nowego otoczenia. Spotkania z Claire... Joe nie przyjechał. Coś się stało. Chłopak twierdzi,że po prostu mu coś wypadło i nie mógł przyjechać,ale ja wiem,że to coś poważnego. Nie zjawił się u mnie przez całe wakacje. Z początku dzwoniłam do niego codziennie,ale słyszałam,jak gubił się we własnych słowach. Coraz trudniej było mu wymyślać nowe wymówki,byleby tylko się ze mną nie spotkać. Więc przestałam do niego telefonować,pisać. Chyba urwał nam się kontakt. Byłam głupia myśląc,że po 9 latach znowu będzie jak wcześniej... Cóż mówi się trudno. Życie nie jest dla nas dobre. Wiem to,przekonałam się na własnej skórze nie raz... Ale nie będę się przecież załamywać. Poznam innych,ciekawych ludzi. A jeżeli Joe będzie chciał się ze mną spotkać to sam zadzwoni.
Dzisiaj ostatni dzień wolności. Od jutra zaczynamy rok szkolny. Jakiś znajomy Claire organizuje imprezę. Razem z przyjaciółką mamy zamiar się tam wybrać. Tak jest przyjaciółką. Claire stała mi się bardzo bliska...nawet nie zauważyłam kiedy...
                  Za kilka minut pod mój dom ma podjechać Claire ze swoim ojcem,który zawiedzie nas na party. To moja pierwsza impreza od 1,5 roku...na pewno nie dam się znowu wciągnąć w to gówno..już nigdy więcej. Postanowiłam. Dzisiejsza impreza, przynajmniej dla mnie, będzie bezalkoholowa. Wolę nie ryzykować.


           To cholerne słońce! Po co w ogólne świeci! Obudziło mnie. Która może być godzina...7'00,8'00 ? Nie mam pojęcia...ale głowa nieźle mnie napierdala...Moje postanowienie..Phy...równie dobrze mogłam sobie przyrzec,że nigdy nawet nie dotknę wody. Kiedy tylko weszłyśmy z Claire do lokalu wszędzie unosiła się woń alkoholu. Z jednej strony to przypominało mi moje wcześniejsze życie,a z drugiej strony kusiło...I to bardzo. Patrząc jak inni ludzie z łatwością nawiązują ze sobą kontakt dzięki kilku łykom wódki postanowiłam nie być wyróżniająca się. Podeszłam do baru i razem z innymi kilka razy łyknęliśmy. Później wszystko leciało bardzo szybko. Kolejne przechylenia kieliszka. Kolejne tańce z nieznajomymi. Nowi znajomi i on. Ten chłopak. Przez przypadek wpadłam na niego. Później podeszliśmy razem do baru. Wypiłam jeszcze więcej. To co działo się później...pamiętam jak przez mgłę....Rozmawialiśmy,piliśmy,całowaliśmy się i znowu całowaliśmy...a później. . . później poszliśmy do pokoju. Tutaj film mi się urywa. Nie mam pojęcia co się dalej wydarzyło. Ale mam co do tego dziwnie złe przeczucia...Utwierdza mnie przy nich fakt,że obudziłam się w tym pokoju do,którego weszłam z tym chłopakiem. Leżę na łóżku w samej bieliźnie... Jedyne co mnie uspokaja to to,że jestem tu sama...
           Pospiesznie wstałam. Ubrałam swoje ciuchy,które leżały na stoliku i wyszłam. Zeszłam na dół,gdzie znajdował się lokal. Większość ludzi pousypiała przy stolikach. Wzrokiem szukałam Claire. Niestety nigdzie jej nie znalazłam. Wyszłam na zewnątrz. Życie Londynu tętniło. Ruch uliczny był ogromny nikt nie zwracał uwagi na nastolatkę z pewnością nie ubraną stosownie do szkoły. O fuck.! Szkoła! Dzisiaj pierwszy dzień szkolny. Zdjęłam z nóg szpilki i biegiem ruszyłam w stronę domu.
           Po cichu otworzyłam drzwi wejściowe. Rozejrzałam się po kuchni i salonie. Z ulgą stwierdziłam,że rodzice są już w pracy. Spojrzałam na zegarek. 9'00.?! Nie możliwe.! Ughh.! Za pół godziny powinnam być w szkole..na bank się spóźnię. Tak szybko jak tylko mogłam wzięłam zimny prysznic,aby zmyć z siebie wczorajszy pot i woń alkoholu. Pośpiesznie wysuszyłam włosy i rozczesałam,pozwoliła,aby opadły na moje ramiona. Założyłam na siebie coś,co wydawało mi się w sam raz , na pierwszy dzień w szkole. Dzisiaj ma się odbyć tylko krótki apel i każdy otrzyma swój plan lekcji. Mam jeszcze 5 minut. Szybko chwyciłam torebkę,zakluczyłam drzwi i biegiem ruszyłam  do szkoły. Dotarcie do budynku zajęło mi 10 minut. Kiedy wbiegłam do środka,nikogo nie było na korytarzach. Zestresowana i spóźniona zaczęłam szukać sali gimnastycznej. W celu odnalezienia jej,biegałam po wszystkich korytarzach. Nagle usłyszałam za sobą czyjś głos.
-Blair,chodź szybko! Apel się już zaczął.-odwróciłam się. Uff to Claire.
-Ochh jak dobrze,że to ty!-powiedziałam,ale dziewczyna już mnie chyba nie słuchała. Ruszyła korytarze,a ja za nią.
-Nie musisz dziękować,wystarczy,że później padniesz na klęczaka.-zawołała w biegu. Tej dziewczyny humor nigdy nie opuszczał.
            Chyba nikt nawet nie zobaczył kiedy weszłyśmy do sali i zajęłyśmy wolne miejsca. Apel trwał tylko kilka minut. Później każdy ustawił się w kolejce po odbiór planu lekcji. Na tym zakończył się mój pierwszy dzień w szkole.
W drodze powrotnej Claire wpadła na pomysł,aby wstąpić do kawiarni. Ja oczywiście ochoczo poparłam ją.
Po odebraniu swoich zamówień usiadłyśmy przy stoliku na zewnątrz.
-Claire...chciałabym Cię o coś zapytać-zaczęłam nowy temat,rozmowy,która nigdy nie miała końca.
-Wal śmiało.-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-O to chodzi,że...wiesz..wczoraj trochę popiłam i...
-Trochę.?!-dziewczyna zaśmiała się znacząco.- Dziewczyno ty chlałaś do oporu! Myślałam,że więcej nie możesz i idziesz się przejść albo położyć...no ale zaraz za tobą zobaczyłam Lucas'a to wiedziałam,że chodzi o coś innego...
-Lucas'a? Tak ma na imię ?
-Nie wiedziałaś jak ma na imię chłopka,z którym lizałaś się praktycznie cały czas.?!
-Obiecałam sobie,że nic nie wypiję. Niestety nie udało się. A jak już zaczęłam to nie potrafiłam przestać. Nie wiedziałam co robię. Nawet dobrze nie pamiętam jak on wygląda. Znasz go.?
-Tak. Ale mam dla Ciebie tylko jedną radę. Nigdy więcej nie zadawaj się z tym gościem. To straszny typ. Traktuje dziewczyny jak szmaty. Sam uważa się za jakiego..boga?! Czy coś. To tylko pusty chłopak. Ale jeżeli ktoś mu zajdzie za skórę nie odpuści. Zepchnie go na same dno,a później będzie mu uprzykrzał życie tak długo,aż ten ktoś nie wytrzyma. Od typów jak on najlepiej jest trzymać się z daleka.-  pierwszy raz widziałam ja taką poważną. Przestraszyłam się jej słów. A co jeżeli ja i on...
-Claire...co się później stało ? Po tym jak weszliśmy razem do pokoju. Czy ja i on...?
- Blaire..ja nie chcę Cię martwić,ale..Nie wchodziłam do tego pokoju,ale poszłam za Wami. Z początku było słychać tylko,że się kłóciliście. Później stawiałaś opór,a potem...potem była tylko cisza.
Bałam się o Ciebie,ale też byłam trochę podpita. Nie chciałam nawet stanąć twarzą w twarz z Lucas'em dlatego wyszłam na zewnątrz i już nie wróciłam. Jak tylko weszłam do szkoły,zaczęłam Cie szukać. Nigdzie Cie nie było. Nawet nie wiesz jak się bałam. Ale na szczęście później Cię znalazłam. Mam nadzieję,że nie masz mi za złe,że nie pomogłam--  -Przerwałam jej.
-Jak mogłabym być na Ciebie zła.? To tylko moja głupota,moje błędy...Ty nie jesteś niczemu winna.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Jest mi cholernie przykro.
-Mi też...W takim razie nie mów nic. Samo to,że znalazłam taką przyjaciółkę jak ty jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Twoja obecność sprawia,że czuję się lepiej.-poczułam coś mokrego na policzku. Znowu zrobiłam jakąś głupotę. Nie no mnie pech chyba już nigdy nie opuści. Claire mocno mnie uścisnęła. Później dziewczyna odprowadziła mnie pod sam dom. Zamknęłam się w pokoju. Sam na sam ze swoimi dziwacznymi myślami. Muszę sobie wszystko dobrze poukładać. Żeby tylko nie popełnić żadnej głupoty...



_________________________________________________________________________________________________

Nonono nareszcie skończyłam .:D Jakoś nie 
mam 
pomysłów ostatnio .;// No,ale 
coś tam udało 
mi się napisać. :3 
Mam nadzieję,że się spodoba. :**
-Alex . :**

6 komentarzy:

  1. wyjebiste w kosmos :D bardzo mi sie podoba. bomba !
    totalny odjazd czekam na kolejne!
    zparaszam do mnie
    http://69-imagination.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski <3 Ja już chcę następny ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma to jak nasze postanowienia, hahaha :D No, no, no ciekawie, ciekawie. Ale mam nadzieje, ze Joe sie do niej odezwie :) Czekam na kolejny ! :) xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Supeer! Kocham tego bloga <3
    Czekam na nexta i zapraszam do mnie:
    http://goottabeyou.blogspot.com
    http://one-thing1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne opowiadanko! ;D
    Zapraszam na mojego bloga http://cudnichlopcy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń