czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 31. Time to another boy ... ?

           -Luke, powinieneś wyjść. - usłyszałam głos Louis'a. Próbowałam otworzyć oczy,ale moje powieki były jak z ołowiu.
-Nie. Chcę przy niej zostać. Zobaczyć kiedy się obudzi.- odpowiedział Luke mojemu braciszkowi.
-A co jeżeli ona nie chce Cię zobaczyć ? - 'nie chcę go zobaczyć ?! O czym on do cholery mówi, przecież Lucas to mój chłopak. Pierwszą osobę, którą chciałabym zobaczyć to własnie on.' I nagle stało się. Wspomnienia zaczęły napływać do mojej głosy. Luke i Claire. Ich ciąża. David. Prochy. I ... I koniec. Wspomnienia urywają się w pewnym momencie. Nie mam kompletnego pojęcia co działo się dalej.
-Jak ona w ogóle mogła to zrobić. Jak mogła wrócić do życia pieprzonego narkomana. ?! - moje myśli przerwał głos Joe'ego. Z tonu, jakim się wypowiadał, wywnioskowałam,że jest zdenerwowany i nieźle wkurzony. Wiedziałam,że chciał krzyczeć, aby się odstresować, lecz doskonale wiedział jak powinien zachowywać  się w szpitalu.
-Słucham ?! O czym ty mówisz ?!  Życie narkomana ? -w uszach ponownie zadźwięczał mi głos Luke'a. Na początku nie wiedziałam czym się tak przejął. Smutna prawda dotarła do mnie dopiero po paru minutach. Mimo,że byłam na niego cholernie zła, za to, że zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką, to nie chciałam, aby znał moją żałosną przeszłość. Zaczęłam wydawać przeróżne polecenia skierowane do mojego mózgu,ale on, jak na złość mnie nie słuchał. Bezskutecznie próbowałam poruszyć ręką, nogą, otworzyć oczy, cokolwiek. Moje starania były nadaremne. Jedyne, co mogłam zrobić w tamtym momencie to słuchać, jak Joe i Lou z niechęcią opowiadają mojemu byłemu moją przeszłość.
-Znamy ją tak samo długo. Więc proszę powiedz mi jakim cudem wiesz o niej dużo więcej niż ja ? - usłyszałam coś, jakby .. lekkie załamanie w głosie Luke'a. Nie, nie to nie możliwe. Po prostu moja wyobraźnia pracuje zbyt mocno.
-Słuchaj jestem jej bratem więc .. No to raczej oczywiste,że wiem więcej. Blaire nie mówi dużo na temat przeszłości. Parę razy rozpoczynałem temat, ale dziwnym sposobem zawsze uciekała od prostej odpowiedzi. Na szczęście rodziców mam bardziej rozmownych. A zresztą co ja Ci będę opowiadał. Już wcześniej mówiłem,żebyś stąd wyszedł. - mimo,że dopiero od niedawna wiemy,że ja i Lou jesteśmy rodzeństwem , to jest on perfekcyjnym bratem. Oczywiście zdarzają nam się sprzeczki, ale jest to bardzo rzadko spotykane w naszym przypadku. W dodatku czasami wie lepiej czego chcę, niż ja sama. Wiem, dziwne, ale prawdziwe.
A w tamtym momencie ostatnie czego chciałam, to rozmowa z Luke'iem.

Ponownie spróbowałam otworzyć oczy. Kolejne próby były tak samo daremne. Zaczęłam się nieźle denerwować. Zdarzało mi się coś takiego już wcześniej,ale bez przesady. Zazwyczaj po paru chwilach mijało. Z każdą kolejną próbą wykonania czegokolwiek moim ciałem byłam coraz bardziej zdenerwowana. Usłyszałam dziwne dźwięki. Mogłam się tylko domyślać,że dochodziły z monitora pracy serca. Mojego serca. Urządzenie 'piszczało' coraz  głośniej. W mojej sali zrobił się zamęt. Chłopaki zaczęli wołać pomoc i .. I znowu nastała ciemność...


  *** Oczami Lucas'a ***
           Blaire mnie nienawidzi. Doskonale o tym wiem i wcale się jej nie dziwię. Sam siebie nienawidzę. Czemu zdradziłem ja z Claire ? Szczerze,  to nie mam pojęcia. Któregoś dnia Blaire nocowała u swoich rodziców. Claire wpadła oddać jej jakieś płyty czy cos w tym rodzaju. Czym więcej o tym myślę, tym bardziej jestem pewien,że Claire to uknuła. Była z Joe, i  owszem ... Ale chyba tylko dlatego,że to był jedyny sposób,aby zmylić Blaire i być blisko mnie. Ta dziewczyna nie daje mi spokoju od dobrych paru lat ... A teraz jeszcze ta cholerna ciąża ... Na prawdę nie mam pojęcia co będzie dalej. Kocham Blaire i mam nadzieję,że dalej będziemy razem ... Ale póki co, to tylko nadzieje.
           Kiedy usłyszałem,że moja dziewczyna,a właściwie była dziewczyna wylądowała w szpitalu, od razu do niej przyjechałem. Nie odszedłem od jej łóżka nawet na moment już od 6 godzin. Zresztą tak samo, jak Joe i Lou. Przez pewien czas była z nami Eleanor,ale Louis kazał jej iść wypocząć do domu. Claire nie przyszła. Nie wiem czy tylko udawała przyjaciółkę Blaire, czy na prawdę nią była, ale w tamtym momencie wszyscy jej szczerze nienawidziliśmy.  Było już grubo po północy, kiedy chłopaki znowu próbowali mnie przekonać, abym wyszedł. I tak nic im to nie dało. Miałem zamiar siedzieć tu z Blaire,do czasu, aż się nie obudzi. Podczas naszej wymiany zdań, aparatura podłączona do serca Blaire zaczęła piszczeć. Wystraszyliśmy się i zaczęliśmy wołać o pomoc. Zbiegli się lekarze i kazali nam opuścić salę, w której leżała dziewczyna. Wyszliśmy na korytarz i czekaliśmy na wieści o stanie Blaire.

***Oczami Blaire***
           Poczułam wstrząsy na całym moim ciele i gwałtownie otworzyłam oczy. Ujrzałam dookoła mnie kilku medyków z jakimś urządzeniem w ręku. 'Jej stan jest stabilny' usłyszałam głos jednej z pielęgniarek. 
-Byłaś nieprzytomna przez parę godzin. Ale wszystko jest już okey. Pamiętasz jak się nazywasz ? - zwrócił się do mnie jeden z lekarzy.
-Blair Heywood. 17 lat. Czuję się w porządku. - odpowiedziałam bez chwili zastanowienia.
-To dobrze-mężczyzna posłał mi ciepły uśmiech i odwrócił się do pozostałych. Przekazał im coś, po czym ponownie zwrócił się do mnie - Na korytarzu czekają trzej chłopacy. Chcesz się teraz z nimi widzieć,czy --
-Proszę im przekazać,że jestem zmęczona. Zobaczę się z nimi później.-przerwałam lekarzowi. Nie miałam teraz ochoty na wizyty. Z nikim. Rozmowa o tym jak się czuję byłaby dla mnie męcząca. Wliczając do tego pytania na temat dlaczego wzięłam prochy i ... i sam widok Luke'a .... W tamtym momencie chciałam ominąć te męki.

          Otworzyłam oczy, lecz po chwili szybko je zamknęłam. Promienie słoneczne padały prosto na mnie. Uniosłam rękę ku górze, by przysłonić twarz. Ponownie otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegarek. 7.56. Przespałam 7 godzin bez płaczu, czy bycia w śpiączce. Chyba powinnam się cieszyć, prawda ... ? Nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się. do mojej sali wszedł lekarz. Ten sam, który wczoraj mnie ratował.
-Jak się dziś czujesz ?-zapytał z uśmiechem na ustach.
-Porównując z ostatnimi wydarzeniami to czuję się znakomicie.
- Za chwilę przyjdzie pielęgniarka i zabierze Cię na pobranie krwi.- lekko zadrżałam na myśl o igle wkuwanej w moje ciało. Przypominało mi to czasy, kiedy byłam narkomanką ...
-Nie bój się, to prawie nie boli.-mężczyzna zaśmiał się.
-Wiem...po prostu mam z tym złe wspomnienia. To znaczy z igłami ... - lekarz popatrzył na mnie. Po chwili uświadomił sobie o czym mówiłam.
-Chyba wiem o czym mówisz ... Jeden a tych chłopaków opowiedział mi co nie co .. Tak swoją drogą, to oni nadal tam siedzą - palcem wskazał na drzwi. Zaśmiałam się pod nosem. Dziwnie się poczułam z myślą,że trzech chłopaków spało całą noc pod moja salą ... 
-Myślę,że powinniśmy o czymś pogadać ... - lekarz zrobił kilka kroków w moją stronę, po czym przysiadł na rogu łóżka. Nerwowo podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Dlaczego to zrobiłaś ? - dziwnie to zabrzmi,ale w jego oczach zobaczyłam smutek.
-O czym pan mówi. ?-udałam zdziwioną. W rzeczywistości doskonale wiedziałam o czym mowa.
-Na prawdę chcesz się tak bawić ? Czym szybciej to załatwimy, tym szybciej wyjdziesz ze szpitala. Sądzę,że to dobra zachęta ... ? - nic nie odpowiedziałam. Chciałam mieć to za sobą,ale ...Ale w sumie to co ja mu miałam powiedzieć ? Że chłopak mnie zdradził,więc poszłam szukać pocieszenia u ćpuna, który chce się na mnie zemścić za wypadek,który według niego był tylko i wyłącznie moja winą ? Że wzięłam od niego narkotyki, bo chciałam tym zabić ból, chociaż i tak wiedziałam z doświadczenia,że to niemożliwe ? 
-Skoro tak ... do zobaczenia później . - mężczyzna wstał i ruszył w stronę drzwi.
-Panie doktorze ...
-Tak ? - gwałtownie odwrócił się
-Proszę im powiedzieć, tym chłopakom, żeby poszli do domu. Nadal nie mam ochoty na odwiedziny... - lekarz nic nie odpowiedział tylko wyszedł. Zostawił mnie samą z moimi myślami. Skoro w wieku 14 lat myślałam, że moje życie jest okropne, bo nie mam przyjaciół to co dopiero teraz miałam powiedzieć o swoim życiu ...

        Kilka minut później zjawiła się u mnie pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim. Usiadłam na nim. Kiedy kobieta wypchała wózek razem ze mną na korytarz, ujrzałam chłopaków. Cała trójka siedziała na podłodze tuż obok drzwi mojej sali ... Widziałam w ich oczach zmęczenie i smutek ... Poczułam się winna, za ich przygnębienie .... Najgorsze było to,że naprawdę byłam temu winna ...

        Badanie nie zajęło długo. Wyniki miały być gotowe za godzinę, góra dwie. W drodze powrotnej do mojej sali zobaczyłam na korytarzu lekarza, który rozmawiał ze mną wcześniej.
-Panie doktorze...-odezwałam się przejeżdżając obok niego.
-Tak ...?- lekarz przystanął. Pielęgniarka zatrzymałam wózek.
-Mógłby pan do mnie zajrzeć. ?
-Nie ma sprawy. Będę za parę minut -posłał mi ciepły uśmiech i odszedł.

      Wjeżdżając do sali widziałam miny chłopaków. Jednak nie odezwałam się do nich. Nie potrafiłam ....

       Lekarz, jak obiecał, tak zrobił. Pojawił się w mojej sali w momencie, gdy opuszczała ja pielęgniarka. Opowiedziałam mu dlaczego wzięłam prochy. Nie był zbytnio zaskoczony powodem. Podobno coraz częściej zjawiają się w szpitalu tacy pacjenci, jak ja. 
-Kiedy będę mogła wyjść ? - zapytałam,gdy mężczyzna opuszczał salę.
-Obiecałem,że wypuszczę Cie, gdy powiesz mi prawdę. Nie wydajesz się zagrażać otoczeniu, ani mieć ochotę na dalsze spotkania z narkotykami, dlatego zaraz przygotuję wypis.
-Dziękuję .-odpowiedziałam tak cicho, iż wątpię,że mnie usłyszał.

    Dwie godziny później opuszczałam budynek szpitalny. Ucieszyłam się, gdy na korytarzy nie zastałam chłopaków. Najwyraźniej zrozumieli,że nie mam ochoty na spotkanie z nimi.
Droga do domu zajęła mi jakieś 1,5 h. Była sobota, więc na ulicach panował ogromny ruch. Nie wiem czy to możliwe,ale był chyba jeszcze większy niż zazwyczaj. Czułam się dziwnie, idąc powoli  pośród spieszącego się tłumu ... Tak, jakbym ani trochę, nie pasowała do tego świata ...

   Kiedy stanęłam przed drzwiami do mieszkania, czekała na mnie niespodzianka. Na mojej wycieraczce spał Joe. Szturchnęłam go parę razy. Chłopak przebudził się i gwałtownie wstał.
-Wiedziałem,że kiedyś przyjdziesz .. Nie mogłem się doczekać,aż Cie zobaczę ...   
-Dlatego spałeś na wycieraczce ... ?
-Zarwałem całą noc ... miałem nadzieję,że będę miał okazję z Tobą pogadać w szpitalu,ale ...
-Przepraszam, nie czułam się na siłach ...-nastał moment niezręcznej ciszy, którą niepewnie przerwał Joe.
-Wiesz... nie spałem całą noc i .. I miałem mnóstwo czasu na przemyślenia ...
-Może wejdziemy do środka, trochę niezręcznie gada się na klatce schodowej ... - włożyłam klucz do zamka, gdy poczułam dłoń chłopaka na swoim ramieniu.
-Wyjedźmy stąd ... - szepną tak cicho,że ledwo go usłyszałam.
-Że co proszę ?! - gwałtownie obróciłam się. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Co on sobie w ogóle myślał ?! Szybkim ruchem ręki nacisnęłam na klamkę i weszłam do mieszkania. Joe ruszył za mną, zamykając za sobą drzwi.
-Pomyśl o tym. Luke zdradził Cię, więc pewnie nie chcesz go widzieć. Wiem, co czujesz. Claire zrobiła to samo ze mną. Gorzej. Ja byłem przekonany,że to moje dziecko ... Nie musimy teraz się z nimi zmierzyć. Możemy to odłożyć na później. Zróbmy sobie wakacje. Odpocznijmy od tego całego zamętu...
-Ja..-wzięłam głęboki wdech.-Ja nie wiem co powiedzieć...to wszystko ... - przeczesałam włosy dłonią- to wszystko stało się tak nagle ... Ja ... Nie wiem co o tym wszystkim myśleć ....
-Dlatego przyda Ci się odpoczynek... tak samo jak i mi ... - podniosłam głowę do góry, tak,że napotkałam jego wzrok. Widziałam w jego oczach płomyki radości, jakby od wyjazdu zależało całe jego życie ... Przygryzłam dolną wargę.
-To gdzie niby chciałbyś jechać ? - po usłyszeniu moich słów na twarzy Joe'ego zawitał uśmiech. Chłopak objął mnie mocno swoimi silnymi ramionami. Ja także się uśmiechnęłam. Kto wie ? Może ten wyjazd to nie taki głupi pomysł ...    

***Oczami Joe'go***
           -Gotowa na podróż, która może odmienić całe Twoje życie ? - powiedziałem z wielkim uśmiechem na twarzy. Nadal nie mogłem uwierzyć,że Blaire się zgodziła. Byłem z tego powodu prze szczęśliwy. Staliśmy właśnie na lotnisku i czekaliśmy na odprawę. Nie zwlekaliśmy z wyjazdem. Pomogłem Blaire się spakować. Dziewczyna napisała jakąś wiadomość na kartce i położyła na stoliku w sypialni. Wychodząc, podłożyła klucze od mieszkania pod wycieraczkę. Później pojechaliśmy do mnie,gdzie spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy. Na lotnisku kupiliśmy bilety. Nie obchodziło nas dokąd polecimy. Ważne,żebyśmy wylecieli z tego 'zamieszania' jak najszybciej. Takim oto sposobem już za kilkanaście minut mieliśmy siedzieć w samolocie. Ja i Blaire. Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. 
-Oby odmieniła je na lepsze-dziewczyna odpowiedziała rozpromieniona.


***Oczami Louis'a***
      -Wylecieli gdzieś razem.
-Słucham ?! -Luke wpadł do sypialni, pytając z niedowierzaniem. Podałem mu kartkę, która znalazłem na stoliku.
-``Jesteśmy zmęczeni ostatnimi wydarzeniami. Będzie lepiej dla nas wszystkich jeśli zrobimy sobie przerwę. Powiedz rodzicom,żeby się nie martwili. Jestem z Joe. Już za parę godzin będziemy w samolocie.  Nie mogę Wam powiedzieć gdzie lecimy. Sama tego nie wiem. Bilety kupimy dopiero na lotnisku. Skontaktuje się z Wami zaraz po lądowaniu. xoxo Blaire.`` - chłopak wziął głęboki wdech.
-To jakiś żart, tak ? - czułem złość w jego głosie. -  To musi być jakiś pieprzony żart ! - odwrócił się i z całej siły cisnął pięścią w szafę. - Dopiero wczoraj zerwaliśmy, nawet nie zdążyliśmy o tym pogadać,a oni lecą sobie gdzieś we dwójkę ?! -Luke krzyczał z żalem w głosie.
-No już ... - położyłem dłoń na jego ramieniu. - Uspokój się. Nie wyjechali na zawsze. Niedługo wrócą i wszystko się ułoży. Sam jestem na ciebie cholernie wściekły,więc nie dziwię się Blaire. Ale znam Claire i wiem jak ta suka potrafi szantażować ludźmi. Miejmy nadzieję,że Blaire tez to wkrótce zrozumie.
-Kocham ją,wiesz ? - Luke przerwał chwilę ciszy swoim szeptem. - Tak cholernie ją kocham. Nie chciałem,żeby coś takiego się wydarzyło. Claire znowu spieprzyła mi życie.-przerwał na moment.-Muszę ją odzyskać. - spojrzał na mnie oczami pełnymi smutku.-Muszę odzyskać Blaire.  Tak cholernie mocno ją kocham, jak jeszcze nikogo nigdy nie kochałem ... - po jego policzku spłynęła pojedyńcza łza. Byłem na niego zły, za to co zrobił Blaire. Jednak dostrzegłem,że on nienawidzi siebie za to o wiele mocniej. Uścisnąłem go, chcąc dodać otuchy.


______________________________________________________________________________________________

Męczyłam się nad tym rozdziałem bardzo długo. Ale teraz mam ferie i w końcu udało mi się go skończyć : ) Nawet sama nie pamiętam, kiedy ostatnio dodawałam rozdział,wiem,że dawno. Bardzo przepraszam. ;/
Musze powiedzieć,że jestem dumna z tego rozdziału. Chyba jeden z moich ulubionych : ) Mam zamiar najpierw skończyć Another Life, a później wziąć się za  Stay strong till the end. 
A jak Wam podoba się ten rozdział ? Spodziewaliście się takiego zwrotu wydarzeń ? ; )

-Ola ;3 

3 komentarze:

  1. fhvfhjfdhvjfief, no, biedny lukas kdhkdhfdkhvkfvkfh, hahah, lou perfekcyjny brat hahha xD
    @awniall_ / Mrs.Horan / swag masta (ustawiłam nową nazwę) lol

    OdpowiedzUsuń
  2. No,nareszcie się doczekałam ;D No i rozdział cudowny! <3 Dobrze,że wyjechali odpocząć od tego wszystkiego, jednak mimo wszystko szkoda mi Luke'a. Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. na samym wstępie chciałabym przeprosić za spam.
    na blogu http://sick-mad-sad.blogspot.com pojawił się już szósty rozdział z perspektywy Pandory - czyli jednej z pacjentek.
    zachęcam do przecztania oraz do wyrażenia szczerej opinii na jego temat.
    zapraszam także na naszego nowego bloga http://drunk-sweet-and-stoned.blogspot.com/ którego zaczniemy prowadzić po zakończeniu obecnego. na razie można zapoznać się z fabułą oraz z bohaterami, którzy będą tam występować :)
    pozdrawiam Elle♥

    OdpowiedzUsuń