poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział 4.Will I be free from the pain ?

     Psycholożka delikatnie uśmiechnęła się.
-Cała klasa chciała urwać się na wagary. Mnie i tak zbytnio nie tolerowano w klasie. Dobrze się uczyłam więc nie mogłam być fajna. Ale chciałam, żeby to się zmieniło. Poszłam z nimi. Czułam się strasznie. Nie wiedziałam jak się wytłumaczę rodzicom, ale starałam się wtedy o tym nie myśleć. Szło z nami kilkoro starszych chłopaków. Wykombinowali skądś alko i szlugi. Wzięłam kilka łyków. Spodobało mi się. Wszystkie zmartwienia odeszły.Tak mi się to spodobało,że zaczęłam chodzić po barach. Poznawałam tam starszych kolegów i koleżanki. Właściwie to miałam w dupie jak się dogadywaliśmy,czy jakie były relacje między nami. Najważniejsze było to,że dzięki nim nie miałam problemów z dostaniem się do alko. Coraz później wracałam do domu. Obniżyłam się w nauce i zachowaniu. Ale dla rodziców zawsze znajdowałam jakieś wytłumaczenie. Chodziłam do coraz gorszych barów. Znalazłam swoją 'ekipę'.Należał do niej student,licealista i dwie trzciogimnazjalistki. To,że byłam najmłodsza nie przeszkadzało im. Zawsze się dogadywaliśmy...aż do czasu. Dwa miesiące przed wypadkiem pierwszy raz wzięliśmy amfę. Czuliśmy się nieziemsko.Zero smutków. Wszystko nas cieszyło. Później braliśmy regularnie coraz większe dawki.

-Skąd braliście narkotyk?

-Wieczorami po ulicach kręci się wielu dilerów. My zawsze bralismy od jednego. Mielismy do niego zaufanie. Nie sprzedawał trefnego towaru.

-Powiedziałaś,że braliście regularnie. Codziennie?

-Nie. Co sobotę. W tygodniu kombinowaliśmy kase,a w sobotę chodziliśmy przygrzani.
      Co prawda dzięki amfie czuliśmy się szczęśliwi,ale tylko gdy jej działanie zaczynało słabnąć robiliśmy się bardzo nerwowi. Dość często dochodziło do sprzeczek między nami.

-Tamtej nocy także?

-Tak...Samochód należał do Adriana,studenta,ale to Dave prowadził. Kiedy podczas jazdy dochodziło do kłótni,czyli baardzo często,a któremuś z nas to się nie podobało,wysiadał i wracał do domu na pieszo. Wszyscy mieliśmy daleko,gdyż jeździliśmy do barów w innych miastach.
     Tamtej nocy...-zamarłam. Odczuwałam wszystko tak samo,jak tamtej nocy. Żadna komórka w moim ciele nie słuchała moich poleceń.

-Blair,jeżeli nie chcesz--

-Nie!-krzyknęłam przerywając jej.-Chcę mieć to już za sobą.Zostało mi jeszcze 10 minut. Chcę wyzbyć sie tego ciężaru, który noszę w sobie od roku.

-W takim razie mów dalej.-ton jej głosu uspokajał mnie i dawał siły do dalszej konwersacji,a właściwie do dokończenie opowiadania o mojej pieprzonej przeszłości, która mnie prześladuje.

-Tamtej nocy, gdy już wracaliśmy, narkotyki przestawały działać. Wszyscy byliśmy zdenerwowani. W tamten dzień świętowaliśmy urodziny Adriana. Byliśmy przygrzani bardziej niż zazwyczaj. W samochodzie panowała straszna atmosfera. Miałam wszystkiego dość. Kazałam Daviemu zatrzymać się. Droga była pusta o tej porze,więc nawet nie zjechał na pobocze. Wysiadłam z samochodu. Przechodziłam na drugą stronę mostu i wtedy...- łzy pociekły po moich policzkach.Miałam coś w gardle. Coś co nie pozwalało mi mówić. Poddałam się. Nie dam rady.

________________________________________________________________________________

Nie mam siły na dłuższy rozdział,dlatego skończyłam w takim momencie.
                                           Pozdrawiam x  ; )

-Alex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz