Usiadłam w mojej ulubionej kawiarni,przy stoliku na zewnątrz. Oglądałam krajobraz zachodzącego słońca i podjadałam lody śmietankowe. Przypomniały mi się stare czasy. Zachody słońca- wtedy codziennie oglądałam je na łące. Razem z Joe. Joe był moim przyjacielem.Najlepszym i zarazem jedynym. Byliśmy nierozłączni. Rozumieliśmy się nawzajem. Nawet nie rozmawiając,wiedzieliśmy jak się czujemy,o czym myślimy. Chłopak mieszkał niedaleko mnie.Całe dnie spędzaliśmy ze sobą. Wszystko robiliśmy razem. Aż pewnego dnia, jego rodzice oznajmili,że przeprowadzają się. Joe płakał,błagał rodziców...zresztą ja także. Ale wszystkie nasze wysiłki były na marne. W ciągu tygodnia przeprowadzili się z Brytanii do Austrii. To był dla nas szok. Tak dużego dystansu nie mogliśmy pokonać...wiedzieliśmy,że tamtego dnia widzieliśmy się po raz ostatni. Były to moje ósme urodziny.Najsmutniejsze urodziny...
Codziennie pisaliśmy do siebie listy z Joe. Opowiadaliśmy sobie o wszystkim...tak jakbyśmy rozmawiali ze sobą w realu. Od wyjazdu przyjaciela myślałam nad sensem życia.Byłam zamknięta w sobie. Nie miałam nikogo poza nim. Strasznie za nim tęskniłam. Nie raz chciałam kupić bilet gdziekolwiek, aby uciec od tego wszystkiego. W szkole widziałam,że każdy się na mnie gapi...czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek....mimo,że kochałam kogoś ponad życie, musiałam się z nim rozstać..i cierpieć....A przecież wcześniej miałam idealne życie złożone z samej miłości...właśnie dzięki Joe'mu zrozumiałam,że nie warto kochać...to zawsze wiąże się ze smutkiem,żalem....
Joe często się przeprowadzał. Z listów wynikało,że jego tata miał problemy w każdej nowej pracy...dlatego też nasze konwersacje stawały się coraz rzadsze, aż w końcu przestaliśmy do siebie pisać...Ostatnia wiadomość od niego...przysłał mi wtedy kartkę na 13-ste urodziny i bransoletkę z napisem 'Best Friends Forever '. Zawsze mam ją przy sobie. Wierzę,że przynosi mi ona szczęście...może to dzięki niej nie zginęłam.? To na pewno to tylko moja chora wyobraźnia.....ale lubię wierzyć,że dzięki tej bransoletce Joe jest przy mnie. Nawet nie wiem gdzie teraz mieszka...``Chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak mi Ciebie brakuje Joe``...
Nawet nie zauważyłabym,że zaczęło się robić coraz ciemniej gdyby,nie kelnerka,która wyprosiła mnie z kawiarni,z powodu jej zamknięcia.
Nadal nie chciałam wracać do domu. Sama pośród czterech ścian...bez Joe... mój mózg sam pomyślał o chłopaku,jakby chciał mnie jeszcze bardziej dobić. Właściwie to czemu nadal myślę o nim jako o najlepszym przyjacielu? Przecież nie widzieliśmy się od prawie 9 lat.....tak 16 września minie dokładnie 9 lat od naszego ostatniego spotkania...poczułam coś mokrego na policzku. Zignorowałam to. Mimo,że była już połowa czerwca,dni wcale nie były gorące,a wieczory były dość chłodne. Miałam na sobie letnią sukienkę do kolan i jeansową,krótką kurteczkę....mimo okrycia było mi zimno. Jednak doskwierający chłód nie zmienił mojej decyzji. Postanowiłam wracać do domu na piechotę. Na dodatek telefon mi się rozładował i nie miałam jak zadzwonić do rodziców...miałam tylko nadzieję,że jeszcze nie odchodzą od zmysłów przeze mnie.
Szłam własnie TYM mostem,pasem przeznaczonym dla pieszych. Było już ciemno. Tylko przymglone światło lamp lekko oświetlało drogę. Było mi już tak zimno,że szłam potulnie skulona. Na dodatek kropił deszczyk i była mgła. Okropne warunki atmosferyczne. Coś kazało mi się rozejrzeć. Jakieś dziwne przeczucie kazało mi podnieść głowę do góry. Tak też zrobiłam. I poczułam się tak ja wtedy. Byłam przerażona. To było coś ja deja vu. Tyle,że bardzo niechciane deja vu. Kilka metrów przede mna zobaczyłam reflektory. Nie tak duże jak wtedy,ale...ale kierowały się w moją stronę. Samochód jechał slalomem,więc wnioskuję, że kierowca musiał być nieźle nawalony. Samochód jechał po ścieżce dla pieszych.Był 3-4 metry przede mną i jechał wprost na mnie. Nie miałam gdzie uciec...
_________________________________________________________________________________
Pisałam ten rozdział 2 dni,ale jestem z niego zadowolona. ; ) Mam już pomysł na dalszą część,dlatego zaraz biorę się za jej pisanie.
- Alex
No wow ! :D Musialas skonczyc w takim momencie ? :( Na co czekasz ? Dawaj kolejny ! :D
OdpowiedzUsuń