poniedziałek, 26 marca 2012

Rozdział 7. Is it penalty 'cause of my past ?

             Bałam się. Cholernie się bałam. W głowie miałam mętlik. Nie panowałam nad swoimi emocjami,nie mówiąc już o ciele.Nie wiedziałam co dzieje się dookoła mnie. Każda sekunda ciągnęła się jakby przez wieki. Nie myślałam efektownie. Mój mózg chyba przyzwyczaił się do myśli o śmierci bo nawet nie reagował na zagrożenie,które było już tak blisko mnie. Wszystko działo się w zwolnionym tempie, ruch kół samochodowych, moje  bodźce, moje myślenie.....chociaż ono chyba znikło bezpowrotnie. Ten cholernie powolny ruch wywierał na mnie jeszcze gorsze uczucie przerażenia. Miałam stanowczo zbyt dużo czasu na myślenie o tym,jak będzie wyglądać moje ciało po wypadku,którego nie uniknę, ale miałam zbyt mało czasu by uciec. Mimo braku pracy mózgu,moje kończyny próbowały się ratować. Ciało mimo woli mózgu chciało tu pozostać.
          Moje ręce i nogi samowładnie się poruszały. Może chociaż one myślały trzeźwo.?
Panika, przerażenie, strach, ból, uczucie ciężkości, bezradności. To były jedyne odczucia na co, co działo się dookoła mnie. Ręce złapały się bariery mostu, do której podbiegły nogi, zabierając ze sobą resztę bezwładnego już ciała. Ośrodek pracy wszystkich moich komórek zepsuł się. Nie ma co...wybrał odpowiedni czas i miejsce....
Ręce przerzuciły resztę ciała przez barierę mostu. Nogi wisiały w powietrzu. Teraz mózg zaczął myśleć. Kolego...chyba ze mną nie współpracujesz... -byłam zła na mój....mózg...A może jednak jestem chora psychicznie? Na pewno nie jest teraz czas na myślenie o tym. Zaczęłam układać sobie wszystko w głowie... Okey...przeżyłam wypadek...po raz drugi. Ale wpakowałam się w następne kłopoty...teraz już nic mnie nie uratuje..... 
         Rękoma trzymałam zimną,mokra i śliską barierę. Czułam jak moje ręce ześlizgują się. Wiedziałam,że za chwilę spadnę. Mój los był już przesądzony. Słyszałam bicie mojego serca. Łomotało jak szalone. Chyba chciało mi dać znak,że tam jest i boi się o swoje dalsze istnienie. Nie tylko ty się boisz! - miałam ochotę mu powiedzieć. Boże ja rozmawiam ze swoimi organami ! Zbzikowałam...tak teraz jestem tego pewna.
         Dwa samochody zbiły się ze sobą. Nie widziałam,ale słyszałam.
Zostało mi może kilka sekund życia. A może to własnie kara za tamten wypadek? Może tak miało być? Może miałam zginąć? Po co przedłużać te męczarnie? Po co mieć nadzieje na przeżycie? Właściwie to ja już ich nawet nie miałam.....Spojrzałam w dół. Było ciemno. Ujrzałam tylko ciemną otchłań. Kawałek betonu oderwał się w tym momencie od mostu i poleciał w dół. Po kilku sekundach dało się słyszeć plusk wody i zbicie się dwóch kamieni. A więc dno jest wypełnione wodą, na dodatek z kamieniami... myślałam. Moja śmierć będzie krótka, na dodatek bezbolesna....no może prawie bezbolesna. Nie ma co. Upadek z tak dużej wysokości,na dodatek pomiędzy głazy i rwącą rzekę...tego nie da się przeżyć...teraz już mój mózg myślał efektownie. Wiedziałam co chcę zrobić. Wiedziałam co muszę zrobić. Nie chciałam dłużej się męczyć...wisząc w powietrzu. Dokonałam wyboru.W dość szybkim czasie,ale wiedziałam,że jest dobry.
           Rozluźniłam uścisk na metalowej barierze,której się tak kurczowo trzymałam.





                     Wszyscy byli ubrani na czarno. Od stóp do głów. Co do jednego. Jedna,wielka, ciemna plama. Wszyscy nie zmieścili się w kościele,dlatego dużo osób stało na zewnątrz świątyni. Jednak nikt poza księdzem nie odezwał się ani słowem. Nie w takiej chwili. Nie po takich tragediach.
Zebrała się cała szkoła dla uczczenia swoich kolegów. Z racji,że nie było to duże miasteczko wszyscy przyszli. Co do jednego. Wszyscy chcieli uczcić ofiary ``minutą`` ciszy. Jednak cisza trwała już od dobrej godziny. Nikt nie śmiał nic powiedzieć. Nawet nie śmieli się poruszyć. Tylko stali w bezruchu.
Najpierw odbyła się msza ku pamięci zmarłych. To była oczywiście główna intencja wszystkich,ale ...ale intencją prawie tak samo ważną było dla nich zburzenie mostu. W końcu ``To już drugi wypadek w tamtym miejscu. Drugi na przełomie dwóch lat. W obydwóch wypadkach nastąpiły zgony. W pierwszym zginęły cztery osoby w drugim jedna. Za to ciało tej jednej osoby zostało tak zmasakrowane,że nikt z nas nie chciałby na nie spojrzeć. Nikomu nie życzę takiej śmierci.....``-głos księdza zabrzmiał w ciszy. ``Czy to tylko przypadek,że w obydwu wypadkach uczestniczyła,a zarazem była poszkodowana jedna i ta sama osoba?...Czy tak powinno być? Czy to sprawiedliwe? Takie cierpienie? Sądzę,że nie...Nawet życie i jego koniec najgorszego grzesznika nie powinno tak wyglądać.....Najgorsze jest to,że zginęły tylko młode osoby,które tak zaprawdę jeszcze nie zasmakowały życia...Byłem i jestem zszokowany obydwoma wypadkami..Tak być nie powinno. Jestem za tym,aby zburzyć most...Myślę,że tak powinniśmy oddać hołd zmarłym i uchronić innych od tak tragicznego losu,jaki spotkał tych młodych ludzi.Mam nadzieję,że zgodzicie się ze mną. Że pomożecie mi zburzyć ten most...Że tak pokażemy swoją pamięć o nich....o tych,których wszyscy dobrze znaliśmy, jako dobre osoby,które zostały tak strasznie potraktowane przez los...``-duchowny umilkł. Mimo,że nikt się nie odzywał było wiadomo,że każdy zgadza się z księdzem.  Nikt nie chciał mieć takiego losu,jaki mnie spotkał......



_________________________________________________________________________________

Skończyłam . : D Zakończenie jest takie,nie inne,ponieważ jeszcze nie wiem co będzie dalej. Postaram się jednak napisać nowego posta jak najwcześniej .: 3
                                         Pozdrawiam. :**
- Alex .; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz