- Może i są wyjątki,ale...nie po tym co ja przeszłam. Uniknęłam śmierci. Dwa razy. Moja trzecia śmierć musiał być już tą prawdziwą. Wiedziałam to. I chyba nawet nie zbyt bałam się końca...przynajmniej tak mi się wydawało,aż do momentu, kiedy ściskałam barierę. Była morka,śliska i zimna. Tak to prawda,ale jednak dawała poczucie bezpieczeństwa. Wiedziałam,że dopóki ją trzymam jestem bezpieczna. Ale nie...mój mózg myślał,że jest mądrzejszy. Myślał,że przyswoił sobie informacje o śmierci,że już nie będzie się jej bał. No bo kto boi się czegoś co już jest mu znane? Przecież boimy się tylko rzeczy nieznanych...Czyż nie? A jednak okazuje się,że nie. `Przeżyłam dwie śmierci.` Przecież trzecia nie powinna mi się wydawać czymś strasznym,a przynajmniej nie tak strasznym jak pierwsza.
Jednak kiedy tylko rozluźniłam uścisk na barierze mostu,z moim ciałem stało się coś czego nie można opisać. Zaczęło się trząść. Mój mózg szalał. Bałam się bardziej niż podczas obydwu wypadków razem wziętych. Te uczucia trwały tylko kilka setnych sekundy. Jednak ja odczułam je jako wielogodzinne. Zanim zorientowałam się,że przez moje palce zaczyna przelatywać powietrze,poczułam coś ciepłego na dłoni. Poczułam drugie 36.6 stopni celcjusza. Uniosłam oczy ku górze. Zobaczyłam ciemne włosy i piękne,jasne niebieskie oczy,które się we mnie wpatrywały.- Stałam na środku kościoła. Opowiadałam wszystkim moją 'przygodę'.
-Chłopak trzymał mnie mocno i kojącym głosem obiecywał,że zaraz znajdę się na powierzchni. Że poczuję grunt pod nogami. Żebym się już nie bała.Zamknęłam oczy. Mimo,że czułam jego ciepła rękę nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam uwierzyć,że po raz trzeci wygrałam ze śmiercią. Mówi się,że do trzech razy sztuka...u mnie to będzie więcej niż trzy razy. Nawet nie zauważyłam,kiedy chłopak wciągną mnie na górę i przytulił. Byłam w szoku. Nie pamiętam co wtedy czułam,co dokładnie robił,czy coś mówiłam...nic. Wiem tylko,że później chłopka oddał mnie w ręce ratowników,których wcześniej wezwał. Nawet nie zdążyłam mu podziękować. Nie wiem kim jesteś,ale jeżeli jesteś tutaj, z nami, wiedz,że jestem Ci wdzięczna. Już do końca życia będę twoja dłużniczką....-Wtopiłam się tłum. Czułam się jak jakiś obcy. Widziałam,jak ludzie ukradkiem zerkają na mnie. Traktowali mnie tak,jakbym była czymś innym,nieznanym. Ale co im się dziwić.W końcu prawie cały czas tkwię na granicy śmierci.
Kapłan odmówił długą modlitwę za Adrian'a,Dave'a, Coralie'ę i Megan, a także za pijanego kierowcę,przez którego po raz drugi i trzeci musiałam zmagać się z tym okropnym strachem.
Po mszy wszyscy poszli w to miejsce na moście,na którym stała się ta tragedia,później mieli się chyba udać do gminy, by uzyskać zgodę na zburzenie.
Ja wróciłam do domu. Wolałam nie igrać z losem. Miałam już wyrobione zdanie na temat tego mostu. Wolałam tam nie wracać. Zamiast tego kontynuowałam pakowanie się. W moim pokoju stało już kilka kartonów,ale żeby zabrać wszystko, potrzeba będzie dużo więcej. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i otworzyłam je.
-Cześć. Przyszedłem się przywitać. Dopiero co wprowadziłem się tutaj-mówiąc to wskazał palcem dom,oddzielony kilkoma innymi domami od mojego.
-Hey. Wejdź.-uśmiechnęłam się przyjaźnie i zaprosiłam chłopaka do środka.- Może się czegoś napijesz?
-Jeżeli to nie problem to poproszę szklankę wody.
-Nie ma problemu-uśmiechnęłam się. Chłopak także odpowiedział mi uśmiechem. Kiedy tylko wszedł poczułam się jakby wypełnił jakąś pustkę w moim sercu. Jakbym zawsze miała tam dla niego miejsce. To było strasznie dziwne,ponieważ pierwszy raz widział tego chłopaka na oczy. Chociaż ten uśmiech...on stanowczo kogoś przypominał.
-Szklanka wody-raz, popcorn-dwa i trzy...jaki oglądamy film?-spojrzałam pytająco chłopaka. Ten pokazał mi tylko swoje zdziwione oczy.-Pomyślałam,że na pierwsze spotkanie film byłby odpowiednim wyborem...no wiesz uniknęlibyśmy tej niezręcznej ciszy,która zazwyczaj występuje kiedy gadasz z nieznajomą Ci osobą.
-Wiesz,właściwie to my się--
-Chwilka,tylko sprawdzę kto to-przerwałam chłopakowi,kiedy tylko usłyszałam dzwonek. Właściwie to się ucieszyłam. Nie lubiłam poznawać nowych osób. A już szczególnie kiedy wiedziałam,że znajomość nie potrwa dłużej niż tydzień...tylko tyle zostało do przeprowadzki. Otwierałam drzwi z nadzieją,że to jakaś znana mi osoba,która wpadał pogawędzić...chociaż szanse na to były minimalne....nie miałam zbyt wielu znajomych...Przed wejściem stał kurier z wielką,brązową kopertą w ręku.
-Blair Haywood ? Mam przesyłkę
-Tak to ja.- Kurier poprosił o podpis. Po podpisaniu się odebrałam list. Byłam bardzo zdziwiona a zarazem podekscytowana. Przesyłka? Do mnie? ,myślałam. weszłam do salonu i ujrzałam chłopaka oglądającego zdjęcia,które stały z szafce. Na większości byłam razem z Joe'em,byliśmy nierozłączni,więc zdjęcia także mieliśmy razem.
-Przepraszam, ja...
-Nic nie szkodzi. Pewnie zapytasz się o tego chłopaka. Uprzedzam to nie jest mój brat. To mój przyjaciel,chociaż...nie widzieliśmy się od 9 lat,wiec nie sądzę,aby ta więź między nami mogła zaszczytnie nazywać się przyjaźnią.
-Byliście blisko między sobą? Myślisz,że raz nawiązana przyjaźń da się zniszczyć tylko przez czas?
-Byliśmy trzy lata,dzień w dzień razem. Z początku pisaliśmy do siebie,ale później nasz kontakt znikł całkowicie. No pewnie tak. Znaliśmy się przez trzy lata,a nie widzieliśmy przez 9. Na dodatek byliśmy tylko dziećmi.
-Na tych zdjęciach wyglądacie na szczęśliwych. I to bardzo -mówiąc to uśmiechnął się.-Gdybym to ja był w twojej sytuacji,dla mnie czas nie stanowiłby żadnej przeszkody. Przecież czas da się nadgonić.-dlaczego mi o tym mówił? Znałam do od jakiś 10 minut,a on rozmawiał ze mną jak z dobrze znaną sobie osobą. Nastała cisza. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Już miałam ponownie zadać pytanie o film,ale chłopak uprzedził mnie.
-Co to jest?-zapytał wskazując na kopertę w mojej ręce. Nawet zapomniałam,że ja wciąż trzymam.
-Ahh. Myślę,że..no..koperta. Co jest w środku, nie wiem.- otworzyłam kopertę. Wyciągnęłam ze środka kartkę. ''Szanowna Blair Heywood. Mamy zaszczyt poinformować Cię,iż...'' czytałam treść listu i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.- Boże! -krzyknęłam i rzuciłam się nowo poznanemu chłopaki na szyję.
-Wow-był trochę zszokowany,ale widziałam uśmiech na jego twarzy. Uścisnął mnie.
-Nie mogę w to uwierzyć.!- Czułam się dziwnie,ale zarazem byłam prze szczęśliwa. Pierwszy raz od tamtego wypadku czułam się,nie wiedzieć czemu aż tak uradowana. Ten chłopak działał na mnie tak,jak kiedyś koka. Tylko,że działanie nieznajomego z minuty na minutę stawało się większe,a nie słabsze,jak w przypadku narkotyku. Dopiero teraz zauważyłam,że nawet nie znam jego imienia. Kim jest ten chłopak.?!
_________________________________________________________________________________
Trochę dłuugi wyszedł,no ale co tam .: ) Pisałam ten rozdział dobre 5 godzin. Weroniko,specjalnie dla cb.! Z racji,że masz dzisiaj urodzinki
Sto Lat, Sto Lat Kochana .! Spełnienia Marzeń I Wszystkiego Naaj.!
+ Chciałabym podziękować wszystkim,którzy czytają tego bloga. 160 wyświetleń.! : ***
DZIĘKUJĘ.!
~ Alex . ; )
Dzięki za rozdział no i za życzenia!! ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na następny ;**
Super ^^ . Czekam na nowy (:
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie : http://my--story-of-love.blogspot.com/ ♥