poniedziałek, 28 maja 2012

Rozdział 20.Chance for the next guy .?

                Otworzyłam oczy. Pod sobą poczułam miękki materac. Próbowałam wstać,ale kręciło mi się głowie. Jedyne co zdążyłam ujrzeć to to,że znajduję się w swoim pokoju,a Lou śpi koło mnie. Swoją drogą wyglądał bardzo słodko,ale nie dane mi było zbyt długo na niego popatrzeć. Osunęłam się z powrotem na łóżko. Powieki zamknęły mi się momentalnie. Później była już tylko ciemność ...

***Oczami Louis'a***
                Była już 9'00,zatem mój sen nie był zbyt twardy. Obudziło mnie trząsanie materacem. Odwróciłem się w stronę Blair i lekko nią potrząsnąłem.
-Blair ... Blair wstawaj.-zacząłem szeptem,lecz dziewczyna nie reagowała.Spróbowałem jeszcze raz, tyle,że głośniej.- Blair wstawaj. Wiem,że po wczorajszym może być ciężko, no ale proszę Cię, jest już 9'00.!-nadal nic. Wystraszyłem się. Coś podpowiadało mi,że jest źle. Chociaż po ostatnim nie powinienem się chyba słucham mojej intuicji ... Jednak podniosłem się z łóżka,chwyciłem telefon i wybrałem numer pogotowia. Później wszystko toczyło się bardzo szybko. Przyjazd karetki,reanimacja mojej nowej dziewczyny,światła 'erki',szpital ...

***Oczami Blair***
                Kiedy w końcu udało mi się ocknąć poczułam ulgę. Jednak moje powieki nadal były zbyt ciężkie,abym mogła je unieść. Przed oczami nadal miałam ciemność,ale podświadomość wróciła. Bałam się. W mojej pamięci pozostały obrazy tego, co widziałam jeszcze przed chwilą. Po omdleniu,czy cokolwiek to było ...
"-Blair .... Co ty tutaj robisz ?-usłyszałam głos kobiety i przestraszona odwróciłam się. Podłoże było białe,cała reszta niebieska. Wokół mnie nie było niczego. Dosłownie. Pustka. Jedynie ja i ta kobieta.
-Słucham.?-Odpowiedziałam zaskoczona.-Skąd zna pani moje imię?- byłam coraz bardziej wystraszona.
-Nie powinno Cię tutaj być!-wypowiedziała z rozpaczą.Nie podobało mi się to. Całkowicie inny surrealistyczny świat, w którym się znalazłam przerażał mnie. Zdezorientowana wpatrywałam się w wysoką szatynkę, o długich,pięknych włosach i błękitnych oczach.-Co Ci się stało?-zadała ponowne pytanie. Nie mogłam oderwać wzroku od jej oczu. Były dokładnie takie same jak moje ...
-Ja ... Nie wiem ... chyba zemdlałam...-nie wiem dlaczego jej odpowiedziałam. Po prostu ten jej zatroskany wyraz twarzy ...
-Nie ... - odpowiedziała szeptem. Albo mi się tylko wydawało, albo ta kobieta była bardziej przerażona niż ja.-Nie , to po prostu nie możliwe. Ty nie ... od tego przecież ...
-Co jest niemożliwe?.-spytałam lekko poirytowana. Niebieskooka mówiła bardzo niezrozumiale.
-Blair ... Ty nie zemdlałaś. Może Ci się to wydać dziwne,ale ... Ciebie już nie ma. Spuściłam Cię z oka tylko na moment, kiedy spałaś,a ty ... przecież obiecałam sobie,że będę Cię pilnować. Że zapewnię Ci jak najlepsze życie. Tylko to mogę Ci dać ... 
-O czym pani mówi?- kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie powiedzieli Ci? Przecież prosiłam ... Mogę obserwować tylko wybrane osoby, nie wszystkich,ale sądziłam... sądziłam,że wiesz....
-Nic z tego nie rozumiem. I nie mam pojęcia kim pani jest.
-Pani ... - brunetka powtarzała sobie te słowo- Blair ... to na pewno będzie dla Ciebie szokujące, ale i tak wszystko jest już za Tobą.-byłam przerażona. Serio. Jak nigdy wcześniej. To co się tam działo, wywierało gorszy stres niż ujrzenie wszystkich trzech ukochanych w jednym pokoju.- Nie wiem od czego zacząć,ale mamy przecież całą wieczność ..."
I w tym momencie powróciłam do siebie. Odzyskałam wszystko co posiadałam wcześniej-poza wzrokiem. Nie wiem czy czerń można liczyć jako ... mniejsza o to. Cieszę się,że jestem już u siebie. W swoim ciele.
Nie wiem co prawda gdzie dokładnie się znajduję-nic nie wiedzę. Czuję pod sobą niewygodne łóżko,jestem czymś przykryta. Lou trzyma mnie za rękę. Jestem pewna,że to on. Odkąd się przebudziłam słyszę jak do mnie mówi,szlocha.
Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Po chwili przekonałam się,że to Luke.
-Co jej jest?-zapytał.
-Po co tu przyszedłeś? Ona Cię nienawidzi.! -Lou nie owijał niczego w bawełnę.
-O co Ci chodzi?!
-O co mi chodzi. Wczoraj lizałeś się z jakaś panną. Blair wszystko widziała. Chodziła cała przemoknięta i przemarznięta po dworze,a ty się jeszcze pytasz o co chodzi?!-nastąpiła chwila ciszy.
-Poczekam,aż się obudzi. Chciałbym z nią porozmawiać.- odrzekł Luke.
-Wyjdź stąd.- zażądał Lou.
-Nie będziesz mi rozkazywał!-Luke uniósł głos. Poczułam,że Lou wstaje i już miał puszczać moją rękę,kiedy zacisnęłam ja tak mocno,jak tylko potrafiłam.
-Blair. Blair kochanie słyszysz mnie?-usłyszałam głos Lou. Zebrałam siły i wypowiedziałam ;-Tak.
Louis zaczął się do mnie przytulać.
-Kochanie?-prawie wykrzyczał Luke.-Nawet nie dowiedziałem się,że już ze sobą nie chodzimy,a ty już masz innego ?! -czułam jak łzy zbierają się pod powiekami,a potem płynął po policzkach. W końcu mogłam otworzyć oczy. Po kilkunastu sekundach przyzwyczaiłam się do światła, po czy spojrzałam na Luke'a. Wyglądał na skruszonego,a za razem rozzłoszczonego.
-A myślisz,że ja jak się czułam co.?! Zobaczyłam swojego chłopaka liżącego się z inną dziewczyna i to w szkole!
-Blaire przepraszam Cię! Po prostu ostatnimi czasy jakoś to 'coś' między nami trochę przygasło. Pojawiła się ona,nawet nie wiem,kiedy to się zaczęło. Myślałem,że nie uda się już uratować 'nas'
-Nawet nie próbowałeś tego ratować!
-Próbowałem,ale kiedy się spotykaliśmy,brakowało nam tematów,nie byliśmy zbytnio sobą zainteresowani ... tylko mi nie mów,że nie zauważyłaś....-zaczęłam się zastanawiać nad sensem jego słów. Czy naprawdę było,aż tak źle ?
-Całowałem się z tą dziewczyną,okey ... ale kiedy usłyszałem,że jesteś w szpitalu ... nie możesz się wybudzić ... to było  dla mnie jak koniec świata. Miałem dzisiaj lecieć na święta do rodziny w stanach,ale zostałem. Przybiegłem do Ciebie jak najszybciej.
-W takim razie przykro mi,że opuszczą Cie święta z rodziną.
-A mi nie jest przykro. Tylko ty się liczysz. Wiem to.-patrzyłam to na Lou, to na Luke'a.
-Przepraszam Luke,ale ty już miałeś swoja szansę i zmarnowałeś ją.
-Blaire błagam Cię! Nie zostawiaj mnie! Proszę. Daj mi ostatnia szansę. To się już nigdy nie powtórzy. Obiecuję ...-pokiwałam przecząco głową. Nie mogłam z siebie wykrztusić ani słowa. Łzy wciąż mi leciały po policzkach.-Przykro mi Lucas,ale to koniec naszego związku. Teraz możemy być już tylko przyjaciółmi.-Zobaczyłam łzy w oczach Luke'a. Pierwszy raz i to spowodowane przeze mnie ... Ale to co mi zrobił zbyt mocno zabolało ... Chłopak wyszedł z sali szpitalnej. Zostałam tylko ja i Lou.Przytulił mnie,podczas gdy ja nie przestawałam płakać.
-Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.-mówił.-Kiedyś w końcu musi być dobrze.
-Co się wczoraj wydarzyło?-zapytałam,kiedy w końcu oderwałam się od chłopaka.
-Byłaś przybita po tym incydencie z Lucas'em.Otworzyłem wino. Tylko jedno. Nie wiedziałem,że alkohol tak na Ciebie zadziała. Stałaś się bardzo wybuchowa. Śmiałaś się, krzyczałaś,wygłupiałaś, miałaś wszystko gdzieś,a już po chwili płakałaś. Bałem się,że zrobisz sobie coś głupiego,dlatego podałem Ci trochę więcej trunku,aż zrobiłaś się senna. Ja nie piłem dlatego odwiozłem Cię do Twojego domu. Twoi rodzice jeszcze nie spali,wpuścili mnie. Powiedziałem im,że się u mnie zasiedziałaś,a potem niespodziewanie w samochodzie zasnęłaś. Na szczęście uwierzyli. Położyłem Cię na łóżku,sam byłem tez zmęczony,dlatego klapnąłem obok Ciebie. Rano nie mogłem Cie obudzić,więc zadzwoniłem po pogotowie. Resztę już nasz.
-Dziękuję.-wyszeptałam i ponownie przytuliłam Lou.


________________________________________________________
Yaay udało mi się dzisiaj skończyć. :D
To pierwszy rozdział, z którego jestem 
serio zadowolona. :D
Mam nadzieję,że się podoba. :*
Jutro sprawdzian z fizyki O.o Trzymajcie kciuki.!: D
Nie wiem,kiedy  pojawi się następny, postaram 
się jak najwcześniej .:*
No to miłego czytania .:* Do następnego ^^
-Ola. ;3

środa, 23 maja 2012

Rozdział 19. Tidiness can't be in my life forever.

*3 miesiące później*

      Z Lucas'em układa mi się świetnie. Codziennie się widujemy, spędzamy razem czas. Luke często zabiera mnie na wycieczki rowerowe. Zima w Londynie jest piękna, oczywiście cieplejsza niż w Corbridge, za to ja kocham. Po tych wyjazdach zawsze zostają cudowne wspomnienia. Oczywiście nadal przyjaźnię się z Joe'm i Louis'em. To moi przyjaciele i nigdy o nich nie zapomnę. Joe wynajął małe mieszkanko w centrum Londynu. Długo namawiałam go,żeby został u mnie, ale chłopak jest bardzo uparty. Co prawda do niczego mi się jeszcze nie przyznał,ale podejrzewam,że znalazł sobie jakąś dziewczynę. Bardzo się z tego powodu cieszę. Poza tym on i Lou zaprzyjaźnili się. Czasami spędzamy czas we czwórkę. Chłopcy tolerują Luke'a, jednak widzę, że za nim nie przepadają.
Claire .... Claire po całym incydencie z Lucas'em nie zmieniła się, mimo,że chłopak ostro jej wszystko wygarnął.  W szkole część osób nawet zaczęła ja nazywać 'rozwalacz związków', ale jak widać, jej nic nie rusza. Jednak miesiąc temu stało się z nią coś strasznie dziwnego. Zaczęła stawać w obronie innych,bezinteresownie pomagała ludziom. Ale dla mnie najdziwniejsze było to,że na oczach całej szkoły podeszła do mnie i przeprosiła. Tak jest Claire przeprosiła mnie za ten cały zamęt, który wprowadziła w moje życie. Nie chodzi tu tylko o incydent z Lucas'em. Otóż Claire przez pewien czas zarywała do Louis'a. Jednak chłopak miał na nią totalna olewkę. Dziewczyna najwidoczniej była przyzwyczajona,że zawsze ma to co chce, bo nie zaprzestała wydzwaniać do Lou. Co więcej zaczęła nachodzić go w jego własnym mieszkaniu. Kiedy to nie poskutkowało przeszukała jego akta. No i coś znalazła. Myślała,że uda jej sie skłócić mnie z Lou,a w tedy on zacznie ja zauważać. przyszła do mnie i powiedziała,że Louis mnie oszukał. Byłam zdziwiona,ale wiedziałam,że Claire nie jest osobą,której można zaufać,dlatego zadzwoniłam do Lou i poprosiłam o spotkanie.   
Na miejscu zapytałam Louis'a czy wie o co może chodzić Claire. Chłopak był tak samo zdziwiony jak ja. Nagle, nie wiadomo skąd pojawiła się przed nami Clire. Oświadczyła,że Lou nie powiedział mi całej prawdy. Oboje z chłopakiem spojrzeliśmy na siebie, a ona pokazała mi jego akta.To było dziwne,takie dokumenty powinny być chronione,ale rodzice są jakimiś urzędnikami, najwidoczniej dziewczyna ma wtyki. Lou był kilka razy karany za wszczynanie bójek w barach,pij,palił,brał narkotyki,raz nawet podpalił jakiś opuszczony magazyn. Szczerze, to byłam zszokowana. Lou jest wesołym i miłym chłopakiem. Nigdy nie powiedziałabym,że był kiedyś takim bad-boy'em ... Ale w gruncie rzeczy,to dlaczego niby miałabym zrywać z nim kontakt z powodu jego przeszłości ...? Claire chyba nie do końca przemyślała swój plan ... Sprawa skończyła się tak,że dziewczynie wstyd było podchodzić do Lou'ego.
 Jestem strasznie ciekawa co zmieniło jej postępowanie na lepsze. Ale cieszę się. Nie potrafię jej zaufać,jak na początku,ale widzę,że znowu stajemy się dobrymi koleżankami.
               Dzisiaj ostatni dzień w szkole przed Świętami. Nie mogę się doczekać,żeby mu powiedzieć, że mam zaprosiła go na święta do nas. Jestem pewna,że będzie cudownie. Budzik zadzwonił kilka minut po moim przebudzeniu. Wyskoczyłam z łóżka i szybko pognałam po zimnych panelach do łazienki. Po drodze chwyciłam jakieś ciuchy z garderoby. Umyłam się,umalowałam, ubrałam i zeszłam na dół. Wiem,że Luke jest w szkole zawsze wcześniej,dlatego nie tracąc czasu na śniadanie wyszłam z domu.
Dzisiejszy dzień był na prawdę zimny. Pierwszy taki w Londynie. Weszłam do szkoły przemarznięta.
Udałam się prosto do miejsca,gdzie zawsze czekał na mnie Lucas. Nagle stanęłam i wpatrywałam się w obraz nie miły dla moich oczu. Tak jak się spodziewałam ujrzałam Lucas'a. Jednak nie był sam. Na jego kolanach siedziała jakaś dziewczyna i całowali się. Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Zaczęłam biec w stronę wyjścia. Słyszałam za sobą krzyki Luke'a typu ; 'to nie tak jak myślisz', 'kochanie zaczekaj,wszystko wyjaśnię'. Wszystko było zbyt piękne,aby mogło być prawdą. Życie znowu zrobiło mi kawał ...
Kiedy wyszłam na zewnątrz poczułam jak siarczysty mróz obija moje policzki. W dodatku łzy stały się strasznie zimne,oczywiście wszystko za sprawą wiatru. Jednak nie potrafiłam przestać płakać. To zbyt zabolało. Przez 4 godziny krążyłam po ulicach Londynu. Zmęczona i przemarznięta. Jako,że zbliżały się Święta moja mama była w domu. Nie chciałam tam wracać w takim stanie. Udałam się do parku.
-Blair to ty.?-z daleka zapytał Lou.-O mój boże jak ty wyglądasz.? Co się stało.?- mimo prób nie potrafiłam wypowiedzieć nawet słowa.-Mój samochód stoi niedaleko. Chodź jedziemy do mnie. Jejku,ale jesteś przemarznięta.-chłopak mówił z troską w głosie.

                 Siedziałam przy oknie w pokoju Louis'a,podziwiając widoki miasta,kiedy ten przyniósł mi gorące kakao. Przed oczami widział tylko mojego chłopaka całującego jakąś inną dziewczynę. I znowu zalewałam się łzami. Lou przytuli mnie.
-To przez niego ?- zapytał,a ja ponownie nie mogłam wykrztusić słowa.Chłopak widział,że nie podam odpowiedzi,dlatego mówił dalej.-Blaire nie przejmuj się nim. Ja i Joe ... już wcześniej przypuszczaliśmy,że to się tak skończy. Po prostu Luke to nie jest ktoś odpowiedni. Tym bardziej nie powinnaś przez niego płakać.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.Przypuszczali,że to się tak skończy .? Rzeczywiście ostatnio nie spotykaliśmy się zbyt często. W dodatku Luke cały czas odbierał jakieś esy. Czy to możliwe,żebym aż tak była zaślepiona miłością?
-Lou .. Głupio mi,że wcześniej tego nie zauważyłam.- w końcu odzyskałam mowę. Wytarłam oczy z łez i spojrzałam na Lou. Wpatrywał się we mnie. Nasze twarze zbliżyły się do siebie. Lou złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Odwzajemniłam. Co będzie później ? Nie mam pojęcia. Ale miałam już wiele problemów. Ten zapewne nie jest ostatnim. Muszę się nauczyć przestać tak bardzo wszystko przeżywać.Ważne,że teraz czuję się szczęśliwa. W objęciach Lou ...

________________________________________________
Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.
Wiem,że dawno nie dodawałam,
ale kompletny brak czasu.
W szkole mam dużo nauki,a pogoda jest taka
piękna,że grzechem byłoby
siedzieć w domu.
Wieczorem nie zawsze uda mi się coś
 napisać,na pewno nie dużo. Ale postaram się nie 
robić więcej takich długich przerw.
Miłego czytania. ; * Zapraszam do komentowania. To daje
dużego kopa do pisania . : )
- Ola. :3

niedziela, 13 maja 2012

Rozdział 18. Choice.

***Oczami Louis'a***
-Przykro mi Blair,ale muszę się z nim zgodzić.-powiedział Joe.
-Ja też ... -dodałem,po czym spojrzałem na Blair. Była blada. Mimo,że nie znałem jej zbyt długo to czułem do niej coś wspaniałego. Przy niej wydawało mi się,że jestem kimś wyjątkowy. Dla mnie żadnego znaczenia nie miało ,że jest ode mnie młodsza o 4 lata ... Ale nigdy bym się nie spodziewał po niej czegoś takiego. Po prostu mnie oszukała. Zabolało mnie to. Mocno. Kiedy ludzie mnie poznają,zawsze mówią mi jaki to zabawny i wesoły jestem. Z zewnątrz może się wydawać,że wszystko mnie cieszy,nie mam zmartwień. Jednak tak na prawdę to tylko przykrywka. Na twarzy mam uśmiech,a w sercu nigdy nie uporządkowany bałagan. Każdy najmniejszy gest potrafi mnie dogłębnie zranić. To właśnie zrobiła Blair.
Boję się jej wyboru. Boję się,że to nie ja będę jej wybrańcem,że ją stracę. 

***Oczami Blair***
Kocham Louis'a. To pewne. Ale równie mocno kocham Joe'go i Lucas'a.
Lou zawsze potrafi nie rozśmieszyć,poprawić mi humor niezależnie od wszystkiego innego. Joe zawsze znajdzie dla mnie czas. Dla niego inne sprawy są mniej ważne niż ja. No i mam pewność,że mimo odległości nasza znajomość nie rozpłynie się.I Lucas. Przy Lucas'ie czuję się taka ... bezpieczna. Z nim nawet milczenie wydaje się być świetnym zajęciem. Czy to on jest tym,którego najbardziej kocha moje serce? Bo rozum podpowiada mi co innego ... 
-Blair ?-powiedział Joe. Spuściłam głowę w dół. Zacisnęłam mocno powieki, wzięłam głęboki oddech i szeptem wypowiedziałam ; - Lucas.
Spojrzałam na chłopaków. Tylko Luke się uśmiechał. Dwoje pozostałych stało jak kamienie.
-Tak bardzo się cieszę.-powiedział mulat i przytulił mnie.
-Ja .. Ja chyba powinienem już iść-powiedział niebieskooki i udał się w stronę drzwi.
-A ja pójdę do swojego pokoju.
-Chłopaki stójcie.
-Nie chcę Wam przeszkadzać. Wybrałaś jego więc to zapewne z nim chcesz spędzać jak najwięcej czasu.-słowa Lou'ego uderzyły mnie. To właśnie tego się obawiałam.
-Nie to wcale tego nie oznacza. Chcę spędzać tyle samo czasu z każdym z Was. A to,że wybrałam Lucas'a ... właściwie nie wiem czemu. Chyba dlatego,że to z nim pierwszy raz się pocałowałam. Do niego o raz pierwszy poczułam coś więcej niż tylko przyjaźń. Tak naprawdę to nawet nie wiem czemu go wybrałam .. Rozum mówił mi co innego. O kim innym myślałam--
- Powiem Ci tylko jedno ... To co serce pokochało rozum nigdy nie wymaże ... Więc wybór jego nie mógł być przypadkiem.
A ja mimo wszystko jednak i tak pójdę.
-Właśnie dlatego nie chciałam wybierać. Tego się obawiałam. Że mnie zostawicie. A ja chcę Was mieć blisko siebie. Wiem,że to może samolubne z mojej strony,ale wszyscy jesteście moimi przyjaciółmi. Potrzebuję Was.         
Moje życie jest okropne ... wybiera dla mnie te najgorsze sceny ...
-Ja już dawno temu się przekonałem,że życie to tylko film z kiepskim reżyserem i beznadziejną obsadą ... chyba czas na Ciebie.
-Ja też się dawno przekonałam o okropności życia ... tylko,że u mnie ten film wygląda trochę inaczej. Obsada jest przecudowna ... poza główną bohaterką ... ona jest do bani . 
-Ale wiesz,że w każdym filmie następuje zwrot akcji ? W końcu musi wydarzyć się coś świetnego.
-Już się wydarzyło. Poznałam Was chłopaki. I nie chcę żadnych więcej zwrotów akcji. Chcę żeby tak pozostało.-nastąpiła głucha cisza. W końcu ją przerwałam.- Zostańcie. Wszyscy. Jeżeli nie macie ochoty na pogawętki-spoko, rozumiem. Włączymy jakiś film, zamówię pizze ... ale proszę. Zostańcie.-Lou spojrzał na drzwi,spuścił głowę i wziął głęboki oddech.
-Niech Ci będzie. Zostanę. Ale zamawiasz pizze z podwójnym serem!-uśmiechnął się do mnie przyjaźnie. Ulżyło mi,w końcu na prawdę mi ulżyło.
-Nie ma sprawy.-wyszczerzyłam zęby.
-Ja tez mogę zostać-zadeklarował Lucas.
-Ja i tak tu mieszkam-na twarzy Joe'go także pojawił się banan.
Pierwsze minuty filmu zleciały w ciszy. Potem dostarczono nam pizzę i w tedy zaczęłam się rozmowa. Ani przez chwilę nie brakowało tematu. Chłopaki gadali tak, jakby od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Później rozpoczęła się walka na jedzenie. Po dwóch godzinach padaliśmy ze zmęczenia. Nawet nie zauważyłam kiedy usnęliśmy na kanapie ...

______________________________________________________________________________________________
Przepraszam,że taki króciutki,ale 
pisany na szybko.
Mam jeszcze naukę przed sobą,
dlatego się tak spieszę. Bardzo
chciałam dzisiaj dodać,
ponieważ
dzisiaj mijają dokładnie 2 msc 
od kiedy założyłam tego bloga.Pierwszy
raz ciągnę swoje opowiadanie tak
długo,z czego
jestem bardzo
dumna. : )
Mam nadzieję,że rozdział się podoba. :3
No to do następnego .: )
-Ola.;**




czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 17. Meeting.

                            Przez ostatnie dwa tygodnie non stop spotykałam się z chłopakami. Z Louis'em, z Lucas'em, innym razem z Joe. Najtrudniej było z tym ostatnim. Cały czas ze mną mieszka i musiałam użyć bardzo wielu wymówek,aby wydostać się z domu bez niego. Kiedy moja mama dowiedziała się o śmierci mamy Joe'go,bez zastanowienia zaproponowała chłopakowi przeprowadzenie się do nas. Od drugiego semestru zacznie naukę w mojej szkole. Cieszy się z tego powodu. Widać to po nim. A ja ... mam co do tego mieszane uczucia. Chodzenie z Joe'em do jednej szkoły będzie świetne,ale nieuniknione będzie spotkanie jego i Lucas'a ...
A ja nadal nie wiem, którego chłopaka wybrać ...
Dzisiaj uwolniłam się od nich wszystkich pod pretekstem nauki. Tak, jest sobota wieczór,a ja od samego rana siedzę 'nad książkami' ... chociaż tak naprawdę to cały czas, myślę o chłopakach. Chyba nigdy nie podejmę decyzji. A nawet jeżeli to ... boję się, że będzie ona błędna.
-Ubieraj się.- Joe wkroczył do mojego pokoju bez pukania.
-Słucham?-zapytałam zdezorientowana.
-No ubierz się, zabieram Cię na spacer.
-Joe uczę się. Przez ostatnie dwa tygodnie nawet n--
-Uczysz się od rana. Chwila przerwy dobrze Ci zrobi.
-No dobra. Daj mi 15 minut.
Ubrałam to, związałam włosy w kucyka i zeszłam na dół. Teraz tego żałuję. Bardzo.


*** Oczami Joe'go***
Kiedy Blair zgodziła się ze mną wyjść byłem szczęśliwy. Nigdy bym nie pomyślał,że zakocham się we własnej przyjaciółce, a tu proszę ....
Schodząc na dół usłyszałem dzwonek do drzwi. Oprócz mnie i Blair nie ma nikogo innego w domu. Jej rodzice pracują do późna, dlatego poszedłem otworzyć drzwi. Ujrzałem chłopaka. Wysoki,ciemna karnacja,czarne włosy,brązowe oczy.
-Cześć. Jest może Blair.?
-Tak,ale zaraz wychodzi.-odpowiedziałem sucho.
-Okey ... ale może z nią porozmawiam.-powiedział po czym bezczelnie wyminął mnie i wszedł do mieszkania.Poszedłem z nim do salonu. Siedzieliśmy w ciszy, kiedy po raz kolejny usłyszałem dzwonek.
-Cześć pię-- Ooo ty nie jesteś moja piękna ...-Kolejny chłopak stał za drzwiami,ale o czym ten typ do cholery mówił.?! Przecież Blair dawała mi jednoznaczne znaki,że mogę się o nią starać. Nie robiłaby tego,gdyby miała chłopaka.
- No jak widzisz nie.
-Jest w domu?
-Tak,ale zaraz wy-- -chłopak wszedł do domu, bez skrupułów. Tak jak jego poprzednik.
-Oo wiedzę,że jest nas więcej.-powiedział,gdy wszedł do salonu.- Po co do niej przychodzisz? Nie widzisz,że Cie nie chce? Chyba jednoznaczne było to,że zostawiła Cię samego, wtedy pod domem. I pojechała ze mną. Zresztą nie masz się co starać. To,że nie jesteśmy parą to tylko szczegół, który zapewne zmieni się w ciągu kilku dni.
-Jest to bardzo istotny szczegół. I jak byś chciał wiedzieć-przeprosiła mnie za to,że zostawiła mnie przed domem. Poza tym kilka razy spotkaliśmy się w ciągu dwóch tygodni.
-Ja tez się z nią spotkałem.-powiedział chłopak o jasnym kolorze skóry,brązowych włosach i niebieskich oczach. Razem z tym drugim przeprowadził krótka rozmowę. Byłem w szoku po tym co usłyszałem.
-Zaraz, zaraz o czym wy do cholery mówicie?!-zapytałem zdezorientowany.-mieszkam Blair i widuję się z nią codziennie. Kilka razy byliśmy na randkach w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. A kiedy wychodziła z domu to albo do koleżanki,albo do biblioteki. O wszystkim mi mówiła. Poza tym jesteśmy prawie parą .
-Co takiego?!-wykrzyknęli na raz.
-Znamy się 10 lat. To,abyśmy stali się parą,szczególnie po tych dwóch tygodniach,kiedy się do siebie bardzo zbliżyliśmy, jest prawie oczywiste.
-Nie to są jakieś żarty. Gdzie ona jest?-powiedział mulat. Kilka sekund później dało się słyszeć kroki Blair. Kiedy dziewczyna weszła do salonu,ewidentnie zbladła.
-Zdziwiona?-zapytał ciemnooki.
-Ja --
-Może wyjaśnisz nam co tutaj się dzieje huh?-tym razem ja zadałem pytanie.
-No właśnie. W ciągu ostatnich dwóch tygodni byliśmy na kilku randkach. Tak samo twierdzą dwaj pozostali. Powiedz im,że to jakaś pomyłka.   O wiedzę,że masz na szyi łańcuszek ode mnie.-powiedział niebieskooki i uśmiechnął się.
-Chyba sobie kpisz!- powiedział mulat.
-Sorki panowie,ale ten łańcuszek to ona dostała ode mnie ... prawda kochanie ?-zwróciłem się do Blair.
-Chłopaki ... -zaczęła. Wszyscy troje przyglądaliśmy się jej z wyczekiwaniem.

*** Oczami Blair***

-Słuchamy Blair ...-powiedział Luke.
- Chłopaki ja nie chciałam Was oszukiwać to--
-Samo wyszło ?-zapytał Joe. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Ten ból w jego oczach ... w oczach wszystkich chłopaków. To było naprawdę żenujące. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak ich wykorzystałam.
-Przepraszam ... Po prostu nie chciałam Was stracić ...- po policzku spłynęła mi pojedyńcza łza.
-Stracić Nas? Czy myślisz,że jeżeli nie byłbym Twoim chłopakiem to bym z Tobą nie rozmawiał? Chociaż teraz to nie wiem czy nim jestem ... Nie jestem nawet zły za to,że mnie okłamałaś. Czasami każdy potrzebuje skłamać,aby samemu przemyśleć prawdę ... ale boli mnie to,że uważasz mnie za takiego chama ...-powiedział Lou.
-Nie uważam Cię!-teraz poczułam więcej łez.
-No ja niestety odebrałem to inaczej...
-Ja też .- w tym samym momencie odezwali się Joe i Lucas.
-Przepraszam Was. Naprawdę. Po prostu każdego z Was lubię jednakowo i przy każdym czuję się ... wyjątkowo. I każdy z Was chciał być ze mną. Nie potrafiłam odmówić.
-W takim razie musisz wybrać jednego z Nas. Przepraszam,ale ja nie będę umiał być tylko w 1/3 Twoim chłopakiem.-zamurowało mnie. Ale Luke był bardzo stanowczy. Kiedy spojrzałam na Lou i Joe'go poczuła, że oni myślą tak samo. No,ale cóż ... chyba kiedyś ten moment musiał nadejść ...

__________________________________________________________________________________________________
Witam .: )
Nie wiem,czy ten rozdział wyszedł długi,czy
krótki,ale tylko na tyle
znalazłam czas.
Następny postaram się dodać w 
weekend,ale nic nie 
obiecuję ...
Jak myślicie,
którego chłopaka wybierze
Blair ?  . ^^
Miłego czytania. :  **
-Ola. ; 3

niedziela, 6 maja 2012

Rozdział 16. Three lovers in one time .

                        Nie mam pojęcia co zrobić ... Co prawda,nie po raz pierwszy,ale ...  Moja decyzja będzie dotyczyła,nie tylko mnie, ale także innych osób. Kiedyś już tak było ... podczas wypadku. Po tym postanowiła,że nie będę się zbytnio udzielała,aby nie musieć podejmować decyzji. I co z tego wyszło? Jak zwykle nic ...  Jestem w Londynie tak krótko,a już staje przed ważnym wyborem.  Najchętniej zniknęłabym stąd, aby uciec przed problemem.
Po wypadku,przez cały rok byłam sama ...  właściwie to od wyjazdu Joe z Corbrigde byłam sama, bo przecież ćpunów,nie można uznawać za przyjaciół, prawda?  Przez samotność ześwirowałam, miałam straszne koszmary, na których wspomnienie nawet teraz mam gęsią skórkę ... Tego obawiałam się w Londynie-samotności. Jednak myliłam się. Gdy tylko tu przyjechałam poznałam przyjaciółkę. Okazała się fałszywa, ale jednak była. Po rozpoczęciu roku szkolnego zapoznałam się z wieloma osobami. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi ... Ale czy trzech chłopaków, których lubię bardziej niż bardzo, to nie za dużo? Odpowiedź jest prosta i oczywista ... TAK. Moje kochane,jakże popieprzone życie.

                         Kiedy wsiadłam do samochodu Louis'a,chłopak nie odzywał się. Postanowiłam przerwać niezręczną, bynajmniej dla mnie ciszę.
-Więc gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz.
Widać chłopak nie miał ochoty na pogawędkę,ponieważ na tym skończyła się nasza,jakże urozmaicona konwersacja.
-Słuchaj jeżeli nie masz ochoty się dzisiaj ze mną spotykać,to po prostu powiedz.
-Nie! Skąd Ci to przyszło do głowy?
-No wiesz,jesteś taki rozmowny,że ...
-Przepraszam,ja po prostu jestem strasznie zestresowany.
-Czym?
-Nie wiem czy wszystko pójdzie tak jak powinno ...
Muszę przyznać,że po tych słowach wystraszyłam się. Po moich plecach przeszedł dreszczyk. A co jeżeli okaże się on jakimś mordercą? Nie,Blair wyrzuć z siebie takie myśli,przecież nie każdy scenariusz jest taki straszny.
                  Skręciliśmy w jakąś polną drogę. Po kilku minutach jazdy,po wybojowej trasie,Lou zatrzymał samochód,wysiadł z niego. Po chwili znalazł się po drugiej stronie samochodu i otworzył mi drzwi.
-Niestety teraz czeka nas spacer.
-Nie szkodzi.-uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta. Szliśmy przez lasek,a że było już dość ciemno, chłopak złapał mnie za rękę. Poczułam się dziwnie,a za razem cudownie. Doszliśmy nad jezioro.
-Och, a jednak nie zapomniałem.
-O czym?-zapytałam zdezorientowana.
-Przycumować łódki.-uśmiechnął się. Weszliśmy na stary pomost,a z niego do łódki. Na środku chłopak ułożył coś do jedzenia, torcik i małe zapakowane pudełeczko.-Sto lat, Sto lat!-Wykrzyknął.
-Jejku ... zapomniałam o własnych urodzinach .. a ty skąd wiedziałeś?
-No wiesz ma się te znajomości.-uśmiechnął się po czym odcumował łódkę i wypłynęliśmy na jezioro.-Masz otwórz-podał mi pudełeczko.
-Lou nie trzeba b--
-Nie gadaj tylko otwieraj-chłopak non stop śmiał się.
-Jejku śliczny jest-powiedziałam,gdy zobaczyłam prezent. Był to łańcuszek ze ślicznym wisiorkiem w kształcie 'B'. Przytuliłam chłopaka.
-Cieszę się,że Ci się podoba.
Lou pomógł mi założyć naszyjnik, zaśpiewał 'sto lat', ja zdmuchnęłam świeczki(oczywiście wcześniej pomyślałam życzenie), a później zajęliśmy się opróżnianiem prowiantu i rozmową. W pewnym momencie chłopak zbliżył się do mnie i złożył pocałunek na moich ustach. Czułam się cudownie ... tak jak podczas pocałunku z Lucas'em ... jednak w głębi wiedziałam,że nie powinnam tak postępować.  Nagle łódka zaczęła się kołysać,przewróciła się do góry dnem,a my wpadliśmy do wody. Zaczęliśmy się śmiać i wygłupiać. Jednak czułam się nie w porządku w stosunku do Lucas'a. Mimo,że okazał się nie być oszustem, to bez słowa zostawiłam go przed moim domem. W dodatku moje wygłupy z Louis'em przypominały mi o Lucas'ie. Po kilku minutach zrobiło nam się cholernie zimno,więc wyszliśmy z wody, przycumowaliśmy łódkę i udaliśmy się do samochodu. Louis odwiózł mnie pod sam dom. Usłyszałam na pożegnanie 'dobranoc' i wysiadłam z auta. Było bardzo ciemno,a więc z pewnością było późno w nocy.
                         Niestety mój telefon zalał się podczas 'wypadku' nad wodą i nie miałam jak sprawdzić,która jest godzina. Nie ryzykując przebudzeniem rodziców,wygrzebałam kluczyki z torebki i włożyłam je do zamka.
-Blair.-usłyszałam za mną głos Lucas'a. Chłopak siedział w fotelu na werandzie.
-Co ty tutaj robisz?
-Czekam na Ciebie.-spojrzałam na niego pytająco.-Kiedy odjechałaś z tym chłopakiem Twoja mama chyba zobaczyłam mnie przez okno i wyszła do mnie. Zapytała się czemu nie pojechałem na Twoją imprezę urodzinową,którą najprawdopodobniej zrobiłaś w tajemnicy przed nią.
-Nie było żadnej imprezy. Właściwie to sama zapomniałam o swoich urodzinach. Mniejsza o to. Siedziałeś tutaj tylko po to,żeby złożyć mi życzenia.?
-Właściwie tak. No i wręczyć prezent-uśmiechnął się.
-Lucas nie musiałeś ...
-Są Twoje urodziny, więc musiałem-powiedział i wcisnął mi pudełeczko do ręki. Kiedy je otworzyłam to nieźle się zdziwiłam.-Nie podoba Ci się? Jeżeli nie to możemy jutro wymienić na coś innego. Wiesz jak twoja mama mi powiedziała to od razu pobiegłem do miasta. Większość sklepów, w których kupuje się prezenty były już pozamykane i nie miałem zbytniego wyboru--
-Jest śliczny-przerwałam mu. Prezentem był naszyjnik. Dokładnie taki sam jak od Lou.-Naprawdę dziękuję.
-Nie ma za co.
-Luke, przepraszam Cię,ale muszę już iść ... byłam z Lou na łódce i ..  mieliśmy pewien incydent. Jestem cała przemoczona i jest mi cholernie zimno. Zaprosiłabym Cię do środka,ale rodzice pewnie już śpią i nie chcę ich budzić.
-Pewien incydent? Ze mną też taki miałaś,pamiętasz?-uśmiechnął się.
-Tak pamiętam-zaczęłam się śmiać.-I mina Claire,kiedy nas zobaczyła była bezcenna. Teraz się śmieje,ale w tedy byłam serio zdezorientowana.
-Tak widok rozwścieczonej Claire jest cudowny-oboje nie przestawaliśmy się śmiać.-No to ... dobranoc
-Do zobaczenia-ostatni raz uśmiechnęłam się do chłopaka, po czym weszłam do domu.
                 Rodzice wyszli z salonu,trzymając w ręku prezent. Odśpiewali coroczne 'Sto lat',złożyli życzenia i wręczyli pudełko z upominkiem.
-Masz gościa.-mama uśmiechnęła się tajemniczo.
-O tej godzinie? Kto?
-W salonie-powiedziała,po czym udała się do kuchni. Z dziwną niechęcią wkroczyłam do pomieszczenia. Zobaczyłam Joe'go siedzącego na kanapie, który gdy tylko weszłam, wstał. Byłam strasznie zaskoczona. I zdziwiłam się, kiedy wcale nie ucieszyłam się w odwiedzin przyjaciela.
-Hey-powiedział zdenerwowany.
-Cześć-odpowiedziałam sucho.
-Nie cieszysz się z przyjazdu Joe'go?-mama wkroczyła do salonu z szklankami soku, przerywając niezręczną ciszę.
-Nie ... Po prostu ... Ja ... Możesz nas zostawić samych?
-Ta-ak.-chyba była zaskoczona. Myślała,że rzucę się Joe'mu na szyję ?!
-Blaire ... Ja przepraszam. Przepraszam Cię,że nie pisałem, nie dzwoniłem. Po prostu .... Przeżywałem bardzo trudny okres.
-Tak trudny,że nie byłeś w stanie wysłać chociaż raz w tygodniu głupiego sms'a?!
-Ja ... Nie wiedziałem co mam zrobić ... Byłem totalnie rozwalony ... Podobno depresja ... czy coś ...-
Nie miałam zbytniej ochoty widzieć Joe'go,ale też chciałam jak najszybciej przebrać się w suche ciuchy,dlatego nie rozpoczynałam niepotrzebnej kłótni.
-Dlaczego?
-Moja mama ... miała wypadek. Zginęła na miejscu. Ja nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Do ojca nie miałem najmniejszych chęci wracać, po tym co zrobił mi i mamie. Nie chciałem przeszkadzać facetowi mojej mamy. Zamknąłem się w pokoju. Z nikim nie rozmawiałem ... w zasadzie to nawet za bardzo nie miałem z kim ... Moje życie .... ja na prawdę nie wiedziałem,co dalej będzie. Zostałem sam. Musiałem to sobie poukładać ... Przepraszam .   - byłam na tego chłopaka cholernie zła,ale wiedziałam jak się czuje, jak się czuł. Mój gniew ustał. Po moim ... wypadku, ja także zamknęła się w sobie i nawet nie miałam nikogo obok siebie, kogoś kto by mi pomógł. Rodziców nie liczę, oni zawsze są nadopiekuńczy.  
-Trzeba było tak od razu.-Uśmiechnęłam się i przytuliłam do chłopaka. 
-Miałem poczekać,aż do świąt,żeby Cie odwiedzić,ale dzisiaj są Twoje urodziny ... uznałem,że to dobra okazja, że może jesteś dzisiaj bardziej łaskawsza.-obydwoje zaśmialiśmy się.-  A więc ...    wszystkiego najlepszego, więcej szczęścia w życiu i ... spełnienia marzeń.-Joe uśmiechnął się i wręczył mi małe pudełeczko.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się i przyjęłam prezent. Nawet nie próbowałam protestować, bo pewnie Joe zareagowałby tak samo jak dwaj pozostali chłopcy. Otworzyłam pudełeczko i ... zaśmiałam się pod nosem.
-Śmiejesz się .  To dobry znak?-zapytał chłopak.
-Sądzę,że tak. Śliczny jest.- Dostałam od Joe'go naszyjnik ... Tak, dokładnie taki sam jak od Lucas'a i Louis'a ... W duchu modliłam się, żeby tylko Joe nie dostrzegł prezentu od Lou'ego,który znajdował się na mojej szyi.
-Joe,zostajesz na dłużej prawda.? No świetnie.-sama udzieliłam sobie odpowiedzi.- No to zobaczymy się jutro okey ? Muszę się w końcu przebrać z suche ciuchy,bo czuje jak zamarzam.
-Czyżby ktoś urządził lany poniedziałek o jakieś pół roku za wcześnie?
-Nie to ... taki pewien incydent ... jutro Ci opowiem.-już chciałam zwiać na górę,kiedy Joe zatrzymała mnie.
-Blair.-chłopak nagle zjawił się tuż obok mnie.- Naprawdę,przepraszam,że przez tak długi czas się nie odzywałem ... nie chciałbym Cię stracić.-mogę przysiąc,że czułam oddech chłopaka, na mojej szyi ...
-Nie musisz się martwić.-uśmiechnęłam się do przyjaciela. Ten nachylił się ku mnie. Chyba chciał mnie pocałować ... tak na serio,ale tylko cmoknął mnie w policzek i wyszeptał 'dobranoc'.
-Dobranoc-odpowiedziałam.- Moja mama pokaże Ci gdzie będziesz spał. Zrobiłabym to sama,ale na serio,czuje lód na skórze.-zaśmialiśmy się.
-No,no też widzę.-wyszczerzył się.- Nie ma sprawy,jakoś sobie poradzę-uśmiechnęłam się i odwróciłam. Kiedy byłam już na schodach, jeszcze raz zwróciłam się ku Joe'mu.-Jeszcze raz dziękuję za ten naszyjnik.-Po czym szybko pobiegłam do swojego pokoju.
                           Teraz leżę w łóżku, cała przemarźnięta i myślę o dzisiejszym dniu. W dłoni trzymam trzy identyczne naszyjniki. Przypominają mi one o trzech chłopakach, w których jestem zakochana. Mimo,iż Joe'go znam najdłużej,czuje do niego dokładnie to samo, co do dwóch pozostałych chłopaków. Przy wszystkich czuje się wyjątkowa na inne sposoby. Jak już mówiłam. mam cholerne 'szczęście', które nigdy mnie nie opuszcza ... Odkładam naszyjniki na nocny stolik i gaszę lampkę. Kiedyś będę musiała podjąć wybór, jednak na razie potrzebuję wypoczynku po tym pełnym niespodzianek, jakże wykańczającym dniu ...


_________________________________________________________________________________________________
Trololo, już po 23,a ja pisze rozdział .:3
Przepraszam,
chwilami może być taki mało zrozumiały. Pisałam go
robiąc tysiąc innych rzeczy,ale strasznie chciałam go skończyć już dzisiaj.
Od jutra szkoła,
po 2 tygodniach przerwy ...
To się nazywa wyzwanie .:D A więc teraz odstępy,
między rozdziałami mogą być dłuższe.
Chociaż mam ogromną nadzieję,że w sql nie będzie zbyt dużo nauki ....
Na koniec jeszcze chciałabym polecić  Wam bloga wspaniałej Pauliny : 
Ten rozdział dedykuję Tobie. :**
No to chyba tyle. : )
Miłego czytania ! : **
-Ola. :3

czwartek, 3 maja 2012

Rozdział 15. The true.

                    Prawdę mówiąc znałam tego chłopaka jeden wieczór. Ale poczułam coś do niego. Coś bardzo mocnego. Później mnie pocałował...Myślałam,że coś z tego wyjdzie. Boże, nie mogę uwierzyć jaka byłam w tedy głupia...A Claire..Czyżby wyłapała konkurencje już na początku lata? A może nie miała z kim spędzić wakacji? Co za wredna suka! Już wolałabym siedzieć w Corbridge i pozwolić,żeby przeszłość nadal mnie przygniatała,niż zawieść się...tak cholernie zawieść się na nowo poznanych ludziach.
W dodatku chyba się zgubiłam...ale po tym co zobaczyłam w domu Mike'a,chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu....Jest mi cholernie zimno,obecnie jest 3 w nocy,a ja znajduję się na jakimś cholernym zadupiu,gdzie nie ma o tej porze żadnego samochodu. 3 w nocy...nie będę budziła ojca....
                 Czuję jak po policzku płynął mi łzy..mimo,że znałam Claire i Lucas'a tak krótko,to jest mi cholernie przykro,że dałam się tak wkręcić. Chcieli się mną zabawić,bo jestem tu nowa? Czemu w taki sposób?!
Kiedy zobaczyłam Lucas'a,w domu Mike'a to byłam w stanie od razu uwierzyć w jego wersję. Niestety kiedy podeszłam bliżej niego...zmieniłam zdanie. Widziałam jak całuje się z Claire. Czułam jak serce mi pęka...swoją drogą ciekawe który  już raz......
                  Po tym nieprzyjemnym widoku, od razu wybiegłam i udałam się w stronę swojego domu. Teraz jestem jakieś ulicy,na której nigdy wcześniej nie byłam. Wątpię,żeby jeszcze dzisiaj udało mi się dojść do domu...po chwili namysłu siadam na ławeczkę,która jakby specjalnie dla mnie się tam  znajdowała. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam...

-Haloo! Hey!______ Haloo! Słyszysz mnie. Ei obudź się.-poczułam dotyk czyjejś ręki na moim ramieniu. Ktoś mną potrząsał. Momentalnie otworzyłam oczy i wystraszona spojrzałam,na jak się okazało chłopaka.-Nic Ci nie jest?
-Jak widzisz nie. ale dzięki za troskę.
-Co tutaj robiłaś?-chłopak wydawał się być czymś rozweselony.
-No nie wiem...może spałam?-odpowiedziałam z sarkazmem.
-Okej...a więc czemu?
-Kim ty do cholery jesteś,że się mnie tak uczepiłeś?!
-No spokojnie! Po prostu zobaczyłem Cie tutaj więc się zatrzymałem. Kim jestem?...No widzę.że masz ochotę na bliższe poznanie-chłopak ponownie uśmiechnął się.-Jestem Louis.-wyciągnął swoją rękę w moją stronę.
-Ja jestem Blaire.-Niepewnie uścisnęłam rękę chłopaka.
-To jak cały dzień masz zamiar spędzić na tej ławce czy gdzieś Cię podwieźć?-wskazał na samochód,który był zaparkowany tuż za nim.
-Chętnie skorzystałabym z podwózki do domu.
-No to wskakuj.
Po drodze do mojego domu dowiedziałam się ,że Lou uczy się niedaleko mojej szkoły. Zaproponował,że mnie podwiezie. Szybko weszłam do domu, ogarnęłam się i wróciłam do samochodu chłopaka.

                W szkole Claire próbowała do mnie zagadać kilka razy,ale zwyczajnie ignorowałam ją. Widziałam,jak Lucas cały czas mi się przygląda. Chyba nie miał na tyle odwagi,że do mnie podejść. Ale wcale się tym nie martwiłam. Każdą przerwę spędzałam na sms'owaniu z Lou. Wydaje się być świetnym chłopakiem. Czyżby pierwsza osoba, na której się nie zawiodę. Mam nadzieję.

               -Blaire. Twój kolega już jest.
-Już idę.!-powiedziałam,po czym chwyciłam torebkę i zbiegłam po schodach. Dzisiaj mam spotkanie z Louis'em.Powiedział,że przygotował jakąś niespodziankę. Jestem jej strasznie ciekawa.

Zamknęłam za sobą drzwi wejściowe i ... ujrzałam nie tego. kogo się spodziewałam.
-Cześć. Masz chwilkę?
-Tak się składa,że jestem zajęta.
-Proszę Cię daj mi się chociaż wyjaśnić.
-Lucas nie mam ochoty z Tobą rozmawiać okey.?! Zresztą nie masz co ściemniać. Po prostu zabawiliście się mną. Ty i Claire. Nie musisz dłu--
-Słucham?! Ja i Claire?! My się nienawidzimy. Po tym co mi zrobiła najchętniej udusiłbym ją. Ta dziewczyna jest gorsza niż wydaje się być...
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Zniszczyła mi życie, bo ją zostawiłem.
-Może trochę jaśniej huh?
-Przeprowadziłem się do Londynu tylko z jednego powodu. Przeszłość ... Wcześniej mieszkałem w małym miasteczku w Szkocji. Kiedy miałem 13 lat do mojego domu wkroczył włamywacz. Zabił moich rodziców,a narzędzie zbrodni podłożył mi. Władzie miasta nie wierzyły,aby 13-letni chłopiec mógł zrobić coś takiego ... Ale mieszkańcy ubzdurali sobie jakąś historyjkę i nie chcieli odpuścić. Zaadoptowała mnie jakaś rodzina i przeprowadziłem się razem z nią tutaj, do Londynu.  Byłem nowy, nikt zbytnio nie garnął się do przyjaźni ze mną. Claire pomogła mi się tu zadomowić. Świetnie spędzało mi się z nią czas. W końcu stała się dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Byliśmy razem przez pół roku. I  czułem,że coraz bardziej oddalamy się od siebie. W dodatku, gdy tylko miała okazje zarywała do innych chłopaków. Więc zerwałem z nią. Była oburzona,zaczęła grzebać w mojej przeszłości i doszła do .... Wszyscy zaczęli mnie traktować jako seryjnego mordercę. Z czasem ludzie zapomnieli,ale za początku... nie miałem życia. Claire jest podła i nie cofnie się przed niczym. Dlatego uważaj na nią.
-Dziwne, ona powiedziała mi to samo o Tobie.
-Blaire nie wiem co ona Ci nagadała,ale proszę Cię ... uwierz mi!  Może to dziwnie zabrzmi ... Znamy się tak krótko,ale ja naprawdę Cię lubię.
-Ty chyba lubisz każdą dziewczynę .... Niby tak nienawidzisz Claire,ale wczoraj się z całowałeś...
-To była pomyłka. Nie mogłem uwierzyć,że ta dziewczyna znowu wpierdala się w moje życie,więc poszedłem, napiłem się. Później ktoś złapał mnie od tyłu i zaczął całować. Nie wiem dlaczego,ale pomyślałem,że to ty. Dlatego odwzajemniłem ten pocałunek.
-Okej. Niech Ci będzie. Wierzę Ci.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę.-chłopak posłał mi miły uśmiech.-Tak jak już mówiłem. Polubiłem Cie i --
Pod mój dom podjechał Lou i wysiadł z samochodu.-Hey. Gotowa jesteś?-zapytał.
-Tak,już idę.-odpowiedziałam mu,po czym zwróciłam się do Lucas'a-Przepraszam,ale muszę już lecieć. Dobrze było poznać prawdę ... I wiesz ... Chyba jestem szczęśliwa,że to nie ty okazałeś się być kłamcą.-Chłopak uśmiechnął się,ale w jego oczach był smutek. Przytuliłam go na pożegnanie  i wsiadłam do samochodu z Lou. Odjeżdżając widziałam,jak Lucas stoi pod moim domem w bezruchu.

______________________________________________________________________________________________
 Przepraszam za jakiekolwiek
błędy, ale rozdział był pisany na szybko,
podczas oglądania 'Glee' . : )
Mam nadzieję,że się 
podoba.
A teraz lecę na dwór.
Pogoda cudowna. Trzeba
korzystać. :D
-Ola .:3