Po wypadku,przez cały rok byłam sama ... właściwie to od wyjazdu Joe z Corbrigde byłam sama, bo przecież ćpunów,nie można uznawać za przyjaciół, prawda? Przez samotność ześwirowałam, miałam straszne koszmary, na których wspomnienie nawet teraz mam gęsią skórkę ... Tego obawiałam się w Londynie-samotności. Jednak myliłam się. Gdy tylko tu przyjechałam poznałam przyjaciółkę. Okazała się fałszywa, ale jednak była. Po rozpoczęciu roku szkolnego zapoznałam się z wieloma osobami. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi ... Ale czy trzech chłopaków, których lubię bardziej niż bardzo, to nie za dużo? Odpowiedź jest prosta i oczywista ... TAK. Moje kochane,jakże popieprzone życie.
Kiedy wsiadłam do samochodu Louis'a,chłopak nie odzywał się. Postanowiłam przerwać niezręczną, bynajmniej dla mnie ciszę.
-Więc gdzie mnie zabierasz?
-Zobaczysz.
Widać chłopak nie miał ochoty na pogawędkę,ponieważ na tym skończyła się nasza,jakże urozmaicona konwersacja.
-Słuchaj jeżeli nie masz ochoty się dzisiaj ze mną spotykać,to po prostu powiedz.
-Nie! Skąd Ci to przyszło do głowy?
-No wiesz,jesteś taki rozmowny,że ...
-Przepraszam,ja po prostu jestem strasznie zestresowany.
-Czym?
-Nie wiem czy wszystko pójdzie tak jak powinno ...
Muszę przyznać,że po tych słowach wystraszyłam się. Po moich plecach przeszedł dreszczyk. A co jeżeli okaże się on jakimś mordercą? Nie,Blair wyrzuć z siebie takie myśli,przecież nie każdy scenariusz jest taki straszny.
Skręciliśmy w jakąś polną drogę. Po kilku minutach jazdy,po wybojowej trasie,Lou zatrzymał samochód,wysiadł z niego. Po chwili znalazł się po drugiej stronie samochodu i otworzył mi drzwi.
-Niestety teraz czeka nas spacer.
-Nie szkodzi.-uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta. Szliśmy przez lasek,a że było już dość ciemno, chłopak złapał mnie za rękę. Poczułam się dziwnie,a za razem cudownie. Doszliśmy nad jezioro.
-Och, a jednak nie zapomniałem.
-O czym?-zapytałam zdezorientowana.
-Przycumować łódki.-uśmiechnął się. Weszliśmy na stary pomost,a z niego do łódki. Na środku chłopak ułożył coś do jedzenia, torcik i małe zapakowane pudełeczko.-Sto lat, Sto lat!-Wykrzyknął.
-Jejku ... zapomniałam o własnych urodzinach .. a ty skąd wiedziałeś?
-No wiesz ma się te znajomości.-uśmiechnął się po czym odcumował łódkę i wypłynęliśmy na jezioro.-Masz otwórz-podał mi pudełeczko.
-Lou nie trzeba b--
-Nie gadaj tylko otwieraj-chłopak non stop śmiał się.
-Jejku śliczny jest-powiedziałam,gdy zobaczyłam prezent. Był to łańcuszek ze ślicznym wisiorkiem w kształcie 'B'. Przytuliłam chłopaka.
-Cieszę się,że Ci się podoba.
Lou pomógł mi założyć naszyjnik, zaśpiewał 'sto lat', ja zdmuchnęłam świeczki(oczywiście wcześniej pomyślałam życzenie), a później zajęliśmy się opróżnianiem prowiantu i rozmową. W pewnym momencie chłopak zbliżył się do mnie i złożył pocałunek na moich ustach. Czułam się cudownie ... tak jak podczas pocałunku z Lucas'em ... jednak w głębi wiedziałam,że nie powinnam tak postępować. Nagle łódka zaczęła się kołysać,przewróciła się do góry dnem,a my wpadliśmy do wody. Zaczęliśmy się śmiać i wygłupiać. Jednak czułam się nie w porządku w stosunku do Lucas'a. Mimo,że okazał się nie być oszustem, to bez słowa zostawiłam go przed moim domem. W dodatku moje wygłupy z Louis'em przypominały mi o Lucas'ie. Po kilku minutach zrobiło nam się cholernie zimno,więc wyszliśmy z wody, przycumowaliśmy łódkę i udaliśmy się do samochodu. Louis odwiózł mnie pod sam dom. Usłyszałam na pożegnanie 'dobranoc' i wysiadłam z auta. Było bardzo ciemno,a więc z pewnością było późno w nocy.
Niestety mój telefon zalał się podczas 'wypadku' nad wodą i nie miałam jak sprawdzić,która jest godzina. Nie ryzykując przebudzeniem rodziców,wygrzebałam kluczyki z torebki i włożyłam je do zamka.
-Blair.-usłyszałam za mną głos Lucas'a. Chłopak siedział w fotelu na werandzie.
-Co ty tutaj robisz?
-Czekam na Ciebie.-spojrzałam na niego pytająco.-Kiedy odjechałaś z tym chłopakiem Twoja mama chyba zobaczyłam mnie przez okno i wyszła do mnie. Zapytała się czemu nie pojechałem na Twoją imprezę urodzinową,którą najprawdopodobniej zrobiłaś w tajemnicy przed nią.
-Nie było żadnej imprezy. Właściwie to sama zapomniałam o swoich urodzinach. Mniejsza o to. Siedziałeś tutaj tylko po to,żeby złożyć mi życzenia.?
-Właściwie tak. No i wręczyć prezent-uśmiechnął się.
-Lucas nie musiałeś ...
-Są Twoje urodziny, więc musiałem-powiedział i wcisnął mi pudełeczko do ręki. Kiedy je otworzyłam to nieźle się zdziwiłam.-Nie podoba Ci się? Jeżeli nie to możemy jutro wymienić na coś innego. Wiesz jak twoja mama mi powiedziała to od razu pobiegłem do miasta. Większość sklepów, w których kupuje się prezenty były już pozamykane i nie miałem zbytniego wyboru--
-Jest śliczny-przerwałam mu. Prezentem był naszyjnik. Dokładnie taki sam jak od Lou.-Naprawdę dziękuję.
-Nie ma za co.
-Luke, przepraszam Cię,ale muszę już iść ... byłam z Lou na łódce i .. mieliśmy pewien incydent. Jestem cała przemoczona i jest mi cholernie zimno. Zaprosiłabym Cię do środka,ale rodzice pewnie już śpią i nie chcę ich budzić.
-Pewien incydent? Ze mną też taki miałaś,pamiętasz?-uśmiechnął się.
-Tak pamiętam-zaczęłam się śmiać.-I mina Claire,kiedy nas zobaczyła była bezcenna. Teraz się śmieje,ale w tedy byłam serio zdezorientowana.
-Tak widok rozwścieczonej Claire jest cudowny-oboje nie przestawaliśmy się śmiać.-No to ... dobranoc
-Do zobaczenia-ostatni raz uśmiechnęłam się do chłopaka, po czym weszłam do domu.
Rodzice wyszli z salonu,trzymając w ręku prezent. Odśpiewali coroczne 'Sto lat',złożyli życzenia i wręczyli pudełko z upominkiem.
-Masz gościa.-mama uśmiechnęła się tajemniczo.
-O tej godzinie? Kto?
-W salonie-powiedziała,po czym udała się do kuchni. Z dziwną niechęcią wkroczyłam do pomieszczenia. Zobaczyłam Joe'go siedzącego na kanapie, który gdy tylko weszłam, wstał. Byłam strasznie zaskoczona. I zdziwiłam się, kiedy wcale nie ucieszyłam się w odwiedzin przyjaciela.
-Hey-powiedział zdenerwowany.
-Cześć-odpowiedziałam sucho.
-Nie cieszysz się z przyjazdu Joe'go?-mama wkroczyła do salonu z szklankami soku, przerywając niezręczną ciszę.
-Nie ... Po prostu ... Ja ... Możesz nas zostawić samych?
-Ta-ak.-chyba była zaskoczona. Myślała,że rzucę się Joe'mu na szyję ?!
-Blaire ... Ja przepraszam. Przepraszam Cię,że nie pisałem, nie dzwoniłem. Po prostu .... Przeżywałem bardzo trudny okres.
-Tak trudny,że nie byłeś w stanie wysłać chociaż raz w tygodniu głupiego sms'a?!
-Ja ... Nie wiedziałem co mam zrobić ... Byłem totalnie rozwalony ... Podobno depresja ... czy coś ...-
Nie miałam zbytniej ochoty widzieć Joe'go,ale też chciałam jak najszybciej przebrać się w suche ciuchy,dlatego nie rozpoczynałam niepotrzebnej kłótni.
-Dlaczego?
-Moja mama ... miała wypadek. Zginęła na miejscu. Ja nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Do ojca nie miałem najmniejszych chęci wracać, po tym co zrobił mi i mamie. Nie chciałem przeszkadzać facetowi mojej mamy. Zamknąłem się w pokoju. Z nikim nie rozmawiałem ... w zasadzie to nawet za bardzo nie miałem z kim ... Moje życie .... ja na prawdę nie wiedziałem,co dalej będzie. Zostałem sam. Musiałem to sobie poukładać ... Przepraszam . - byłam na tego chłopaka cholernie zła,ale wiedziałam jak się czuje, jak się czuł. Mój gniew ustał. Po moim ... wypadku, ja także zamknęła się w sobie i nawet nie miałam nikogo obok siebie, kogoś kto by mi pomógł. Rodziców nie liczę, oni zawsze są nadopiekuńczy.
-Trzeba było tak od razu.-Uśmiechnęłam się i przytuliłam do chłopaka.
-Miałem poczekać,aż do świąt,żeby Cie odwiedzić,ale dzisiaj są Twoje urodziny ... uznałem,że to dobra okazja, że może jesteś dzisiaj bardziej łaskawsza.-obydwoje zaśmialiśmy się.- A więc ... wszystkiego najlepszego, więcej szczęścia w życiu i ... spełnienia marzeń.-Joe uśmiechnął się i wręczył mi małe pudełeczko.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się i przyjęłam prezent. Nawet nie próbowałam protestować, bo pewnie Joe zareagowałby tak samo jak dwaj pozostali chłopcy. Otworzyłam pudełeczko i ... zaśmiałam się pod nosem.
-Śmiejesz się . To dobry znak?-zapytał chłopak.
-Sądzę,że tak. Śliczny jest.- Dostałam od Joe'go naszyjnik ... Tak, dokładnie taki sam jak od Lucas'a i Louis'a ... W duchu modliłam się, żeby tylko Joe nie dostrzegł prezentu od Lou'ego,który znajdował się na mojej szyi.
-Joe,zostajesz na dłużej prawda.? No świetnie.-sama udzieliłam sobie odpowiedzi.- No to zobaczymy się jutro okey ? Muszę się w końcu przebrać z suche ciuchy,bo czuje jak zamarzam.
-Czyżby ktoś urządził lany poniedziałek o jakieś pół roku za wcześnie?
-Nie to ... taki pewien incydent ... jutro Ci opowiem.-już chciałam zwiać na górę,kiedy Joe zatrzymała mnie.
-Blair.-chłopak nagle zjawił się tuż obok mnie.- Naprawdę,przepraszam,że przez tak długi czas się nie odzywałem ... nie chciałbym Cię stracić.-mogę przysiąc,że czułam oddech chłopaka, na mojej szyi ...
-Nie musisz się martwić.-uśmiechnęłam się do przyjaciela. Ten nachylił się ku mnie. Chyba chciał mnie pocałować ... tak na serio,ale tylko cmoknął mnie w policzek i wyszeptał 'dobranoc'.
-Dobranoc-odpowiedziałam.- Moja mama pokaże Ci gdzie będziesz spał. Zrobiłabym to sama,ale na serio,czuje lód na skórze.-zaśmialiśmy się.
-No,no też widzę.-wyszczerzył się.- Nie ma sprawy,jakoś sobie poradzę-uśmiechnęłam się i odwróciłam. Kiedy byłam już na schodach, jeszcze raz zwróciłam się ku Joe'mu.-Jeszcze raz dziękuję za ten naszyjnik.-Po czym szybko pobiegłam do swojego pokoju.
Teraz leżę w łóżku, cała przemarźnięta i myślę o dzisiejszym dniu. W dłoni trzymam trzy identyczne naszyjniki. Przypominają mi one o trzech chłopakach, w których jestem zakochana. Mimo,iż Joe'go znam najdłużej,czuje do niego dokładnie to samo, co do dwóch pozostałych chłopaków. Przy wszystkich czuje się wyjątkowa na inne sposoby. Jak już mówiłam. mam cholerne 'szczęście', które nigdy mnie nie opuszcza ... Odkładam naszyjniki na nocny stolik i gaszę lampkę. Kiedyś będę musiała podjąć wybór, jednak na razie potrzebuję wypoczynku po tym pełnym niespodzianek, jakże wykańczającym dniu ...
_________________________________________________________________________________________________
Trololo, już po 23,a ja pisze rozdział .:3
Przepraszam,
chwilami może być taki mało zrozumiały. Pisałam go
robiąc tysiąc innych rzeczy,ale strasznie chciałam go skończyć już dzisiaj.
Od jutra szkoła,
po 2 tygodniach przerwy ...
To się nazywa wyzwanie .:D A więc teraz odstępy,
między rozdziałami mogą być dłuższe.
Chociaż mam ogromną nadzieję,że w sql nie będzie zbyt dużo nauki ....
Na koniec jeszcze chciałabym polecić Wam bloga wspaniałej Pauliny :
Ten rozdział dedykuję Tobie. :**
No to chyba tyle. : )
Miłego czytania ! : **
-Ola. :3
Hej:) Super:P Jak zwykle:) Mam nadzieję, że następna notka będzie szybko:P
OdpowiedzUsuńswietne !
OdpowiedzUsuńzapraszam do komentowania u mnie nowego 19 rozdziału :)
http://galaxy-strawberry.blogspot.com
Świetny jest <3 Aw,jak słodki,że dostała od nich łańcuszki ;D No,ale teraz musi wybrać z którym być... Czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńAww,dziękuję kochana <3 Od razu mi się humor poprawił ;D
z tymi łańcuszkami to mnie rozwaliłaś xd świetnie byle tak dalej :)
OdpowiedzUsuń