piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 14. Which version is true ?

                -Wy się znacie?-spytał zdziwiony chłopak.
-Wyobraź sobie,że tak.-powiedziała Clair. Tak jakby właśnie z nim wygrała. Odkąd zobaczyła z kim tutaj jestem stała się...dziwna.
-Miałaś racje. Źle trafiasz z wyborem przyjaciół-chłopak zwrócił się w moją stronę.
-Dlaczego to zrobiłeś?-w głowie miałam mętlik. Nie wiedziałam co mam robić.
-Słucham?-chłopak wydawał się być zdziwiony. Czy on na serio myślał,że fakt, iż byłam pijana wszystko tłumacz.?!
-Dlaczego mnie wykorzystałeś,a teraz jak gdyby nigdy nic z mną gadasz,całujesz mn--
-Słucham.?! Całujesz się z tym dupkiem?!-Claire weszła mi w słowo.
-Nie wiedziałam,że to on-wycedziłam,przez zaciśnięte zęby.
-Weź nie opowiadaj głupot. Jak można nie wiedzieć kto Cię wykorzystał,a potem się jeszcze z nim całować.?!-mimo,że na dworze było dość chłodno,Claire była czerwona na twarzy. Jak dla mnie było to strasznie dziwne.
-Mówiłam Ci,że nie pamiętam nawet jak on wygląda!
-Zaraz,zaraz.-wtrącił się Lucas.-Po pierwsze. Blaire, kiedy do Ciebie przyjechałem powiedziała,że wiesz kim jestem. A po drugie. O co Wam do cholery chodzi.?!  Że niby ją wykorzystałem?! Czy Wam coś na mózg siadło.?!
-Odpowiadając na pierwsze. Widziałam kim jesteś. Claire uprzedziła mnie,że przyjedzie przyjaciel Mike'a. Wiedziałam,że to ty jesteś tym przyjacielem. A z tym drugim...mógłbyś chociaż nie udawać.  Claire widziała jak wchodziłeś ze mną do pokoju. Ja byłam nawalona do nieprzytomności. A potem słyszała jakieś krzyki. I co nadal się wypierasz.?! Aż takim jesteś tchórzem ?!-byłam na Lucas'a nieźle wkurzona. Najpierw mnie wykorzystuje, a potem się wszystkiego wypiera. Co za cholerny łajdak.


*** Oczami Lucas'a***
                
                   Nie mogłem w to uwierzyć! Ta dziewczyna chce mi zepsuć życie po raz drugi! Ale tym razem nie pójdzie jej tak łatwo. Nie odpuszczę jej. Teraz mam zbyt wiele do stracenia...
-Blair. Nic między nami nie zaszło. Uwierz mi.-żal mi było tej dziewczyny. Z tego co mi mówiła,w swoim życiu nie trafiała na uczciwych ludzi. A Claire...ona pociągnie ją na samo dno.
-Dlaczego mam Ci niby wierzyć?! Claire wszystko widziała!
-Co widziała?! No co?!-nie doczekałem się odpowiedzi. Mimo,że było ciemno,widziałem,że po twarzy Blair płynął łzy.-Widziałem,że dużo pijesz--
-Piłam tyle co ty!
-Ale mnie nic nie łapie...przynajmniej nie szybko. A ty po kilku kieliszkach kiwałaś się na boki. Obserwowałem Cie od kiedy tylko weszłaś do środka. Później do Ciebie podszedłem, zaczęliśmy rozmawiać,później...całować. W trakcie,kiedy składałem przy barze następne zamówienie ty zaczęłaś zarywać do innych dlatego pociągnąłem Cię i zaprowadziłem do pokoju.
-Czyli jednak
-Posłuchaj do końca! Kazałem Ci się położyć spać,ale ty strasznie protestowałaś,zaczęłaś krzyczeć,dlatego siłą wcisnąłem Ci tabletkę nasenną. Zaczekałem aż zaśniesz i wyszedłem.
-Twoja bajka jest nierealna
-Nie rozmawiam z Tobą Claire!
-Ale Blaire to moja przyjaciółka i nie pozwolę Ci jej skrzywdzić!- Bylem na nią cholernie zły. Ma dziewczyna tupet,nie ma co...
- Sama wolisz to zrobić prawda? Rozwalić jej życie tak jak rozwaliłaś moje, tak?
-Claire o czym on mówi?-Widziałem,że Blaire stała zdezorientowana.
-Chodź wyjaśnię Ci wszystko.-Claire pociągnęła za sobą przyjaciółkę.
-A może wyjaśnisz jej wszystko przy mnie huh? Przewiduję,że i tym razem nawciskasz jej jakieś bajki.-Jednak dziewczyna nie odpowiadała tylko szła dalej. Blaire odwróciła się w moją stronę nie wiedziała co ma robić. Mimo,że nie znałem jej zbyt długo, czułem,że coś łączy mnie z tą dziewczyną. Claire może sobie mówić co chce,ale ja znajdę dowody na to,że to ja mam rację...

***Oczami Blaire***
                 Claire prowadziła mnie w stronę parkietu. 
-Stój. Powiedz mi. Powiedz mi prawdę.
-Chcesz ufać jemu? Zapytaj się jakiejkolwiek dziewczyny. Każda Ci powie jaki jest na prawdę. 
-Dlaczego powiedział,że rozwaliłaś mu życie?
-To..było dawno. Wyciągnęłam wszystkie jego brudy na światło dzienne. W tedy wszyscy się od niego odwrócili. Teraz wini mnie za swoje błędy.-nic nie odpowiedziałam. Musiałam sobie wszystko spokojnie ułożyć. To było za dużo nowych informacji jak na raz.
-Idę tańczyć. Chodź ze mną.
-Za chwilkę przyjdę,tylko najpierw czegoś się napiję.-Nie czekając na odpowiedź przyjaciółki udałam się w stronę baru. Kiedy tylko straciłam ją z oczu ruszyłam biegiem nad jezioro. Nie wiem co,ale podpowiadało mi,aby na spokojnie wysłuchać Lucas'a, poznać jego wersję wydarzeń. Niestety nie zastałam chłopaka tam,gdzie się spodziewałam. Zaczęłam poszukiwania.

***Oczami Lucas'a***
                 Stałem przy barze. Byłem cholernie pijany. Twarze rozmazywały mi się,w głowie huczało. Musiałem coś zrobić,żeby tylko nie rzucić się na Claire....ta dziewczyna strasznie mnie wkurzała. Chcę,żeby Blaire mi zaufała. Żeby to mi uwierzyła. Ktoś podszedł mnie od tyłu,przytulił i zaczął całować. Byłem przekonany,że to Blaire,dlatego od razu odwzajemniłem pocałunek.

***Oczami Blaire***
             Stałam kilka minut nad jeziorem, ale było zimno, w dodatku byłam nadal cała mokra. Lucas'a tam nie było,dlatego weszłam z powrotem do domu,gdzie nadal toczyła się impreza. Przy barze ujrzałam chłopaka. Bez zastanowienia ruszyłam w jego stronę.


____________________________________________________________________________________________

Jak myślicie kto mówi prawdę, Claire czy Lucas? 
W szkole nadal wolne,dlatego mam 
więcej czasu na pisanie. 
Mam nadzieję,że się podoba. : **
-Ola. :3

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 13. My second "Joe" ?

                Pierwszy dzień w szkole minął całkiem dobrze. Mam kilka lekcji razem z Claire, z czego bardzo się cieszę. Poznałam także kilka interesujących osób. Przeprowadzka była świetnym pomysłem. Ani trochę tego nie żałuję. Czuję się jakbym mieszkała w Londynie od dawna.

              Po powrocie ze szkoły klapnęłam na łóżko. Z jednej strony byłam pełna energii,ale z drugiej czułam się fatalnie. Zupełnie nie wiedziałam czemu. Część mnie potrzebowała czegoś...i to bardzo mocno. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. Szybko podniosłam się i podeszłam do stolika. Spojrzałam na wyświetlacz " Claire calls..." , właściwie to kogo ja się spodziewałam.?
-Tak?
-Blaire?  Hey...przebierz się szybko. U Mike'a jest impreza. Wysłał już kogoś po Ciebie,zaraz będzie pod Twoim domem i przywiezie Cię. Pośpiesz się.-słyszałam głośną muzykę i Claire, która starała się przekrzyczeć resztę imprezowiczów.
-Jakoś nie jestem w nastroju na imprezę...
-Co mówisz? Blaire nie słyszę Cię. Jak przyjedziesz to pogadamy. Teraz kończę. Paa.
Nie żegnając się nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Nie mam dziś ochoty na żadne party. Kiedy przyjedzie znajomy Mike'a po prostu powiem mu żeby wrócił na imprezę beze mnie. Usłyszałam dźwięk silnika. Wyjrzałam przez okno. Nie mogłam w to uwierzyć. Samochód Joe'go! OD razu się rozchmurzyłam. Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi frontowe. Chłopak stał na ganku. Mój entuzjazm znikł równie szybko jak się pojawił... Nie był to Joe,a jedynie znajomy Mike...
-He-ey-powiedział zdezorientowany.
-Cześć-Odpowiedziałam oschle. Nie miałam ochoty na pogaduszki z nieznajomym. Byłam cholernie zła. Częściowo na siebie, częściowo na Joe'go. Najpierw zrobił mi nadzieje,powiedział,że nasza przyjaźń nie ucierpiała,że da się ją odbudować, a teraz co?! Głupiego sms'a nie jest w stanie wysłać?! A ja głupia wierzyłam...
-Blaire...wow! To Dla mnie duże zaskoczenie,że się widzimy.-chłopak zarumieniał się. Zupełnie nie kojarzyłam typa,dlatego wnioskowałam,że gadałam z nich na tamtej imprezie. Fajnie byłoby wiedzieć o czym rozmawialiśmy...Teraz to ja się zarumieniałam.-Ja jestem
-Tak,tak wiem kim jesteś. 
-Naprawdę? Wow tyle wypiłaś...Musisz mieć świetna pamięć!
-Tsa...Mike Cię przysłał? Powiedz mu,że źle się dzisiaj czuję i odpuszczam sobie imprezę.
-O nie! Nie ma mowy! Miałem dostarczyć Blaire i tak też zrobię. Poza tym wcale nie wyglądasz na chorą...
-Może i nie wyglądam,ale czuję,że siedzi we mnie jakiś mały ludzik i rozrywa mi serce na strzępy. Uwierz mi,nie mam ochoty patrzeć na świetnie zabawiających się ludzi,dlatego proszę, odpuść.
-Och czyżby to z mojego powodu serce Cię tak bolało? -poruszał znacząco brwiami. Mimo,że wcale nie było mi do śmiechu,moje wargi mimowolnie uniosły się ku górze.-Oo widzisz tak się składa,że ja też nie jestem w najlepszym nastroju. Posmucimy się razem. W razie czego widzę,że potrafię Cię rozśmieszyć.
-Jednak muszę odmówić.
-Jedyne co musisz zrobić to iść na górę i się przebrać...No chyba,że...potrzebujesz pomocy...ja oczywiście nie odmówię...
-Co?! Nie! Zaczekaj tu chwilę. Ja pójdę i SAMA szybko się przebiorę. Potrafię to jeszcze zrobić.
-Noo opierając się na wydarzeniach z tamtej imprezy stwierdziłbym inaczej....-powiedział półgłosem,a ja poczułam,że się czerwienię.
-Słuchaj nie wiem co się wtedy działo...
-No wcale się nie dziwię...
-Okey,okey...było,minęło. Zapomnijmy. 
-Dlaczego? Było bardzo fajnie..
-Jeszcze jedno wspomnienie tamtej nocy,a nigdzie nie jadę!
-Dobrze,już jestem cicho.


               Skierowałam się na górę, prosto do siebie. Przeprałam się w shorty, czarną bluzkę z cekinami i niebieskie Vans'y. Pośpiesznie nałożyłam makijaż i rozczesałam włosy. Już 5 minut później siedziałam z chłopakiem w samochodzie. Droga do domu Mike okazała się dość długa,ale na szczęście nie brakowało nam tematów do rozmowy. Kiedy wkroczyliśmy na imprezę,toczyła się jakaś bójka. Chłopak poszedł rozdzielić dwoje bijących się ze sobą kolesi,a ja udałam się na poszukiwania Claire.

              -Hey,jak się bawisz?-usłyszałam za sobą znajomy głos.
-Przyjaciółka kazała mi tu przyjechać,a teraz bajeruje z chłopakami podczas gdy ja się potwornie nudzę.
-W takim razie ponudzimy się razem.-posłał mi uśmiech.
- Słuchaj nie musisz się aż tak dla mnie poświęcać....Wystarczy,że mnie tutaj przywiozłeś...serio.
-Okey...W takim razie nudzenie się odkładamy na potem. Chodź, pokaże Ci coś.- nie zdążyłam nic odpowiedzieć gdyż chłopak pociągnął mnie za rękę i wyprowadził tylnymi drzwiami. Kilkanaście metrów za domem Mike'a znajdowało się ogromnie jezioro. W ciszy szliśmy brzegiem wody. Czułam się zestresowana,a za razem szczęśliwa. Po kilku minutach drogę zagrodziły nam trzciny. Chłopak odgarniał rośliny ręką,część przydeptywał nogą. Podążyłam jego śladem. W końcu doszliśmy do miejsca,które chciał mi pokazać. Było tam ślicznie. Gwiazdy i księżyc odbijały się w czystej tafli jeziora. Na brzegu rosła ogromna wierzba. Jedna z jej gałęzi była parę metrów nad jeziorem. Chłopak poinstruował mnie i już po chwili siedzieliśmy na drzewie. Nasze nogi były tylko kilka centymetrów nad wodą. Po dłużej ciszy mój towarzysz zaczął rozmowę. Czułam się z nim cudownie, tak jakbyśmy się już od dawna znali. Był on pierwszą osobą,z która czułam się tak wspaniale,jak z Joe...Czy ten chłopak może zastąpić mojego przyjaciela ? Czy wypełni ta pustkę w moim sercu, która tak mi doskwiera? To mnie naprawdę boli. Ja i Joe...Kiedyś byliśmy ze sobą tak blisko...teraz jesteśmy obcymi sobie ludźmi. Ale trudno. Może tak własnie miało być? Nie mam złudzeń,że to powróci,nie czuję nienawiści,nie mam pretensji...Nie, nie w tym momencie. Teraz cieszę się z chwil,które tak bardzo mi się podobają,zapierają dech w piersiach...chwilach z tym chłopakiem.
-Hey co jest?
-Słucham?
-No własnie nie słuchasz.... Widzę,że coś się dzieje. Dzisiaj mówiłaś,że boli Cię serce. To tylko przenośnia czy naprawdę masz problemy?
-Zależy czy chodzi Ci o serce,czy tylko o mięsień sercowy. Z nim jest wszystko w porządku,ale serce...ono naprawdę boli. 
-Możesz mi się wyżalić. No dalej. Może znajdziemy na to jakieś lekarstwo.
-Szczerze wątpię.-nastąpiła długa, niezręczna cisza. Nie mogłam jej znieść. Poza tym opowiedzenie komuś o wypadku pomogło,może teraz wyżalenie się też pomoże?-Chodzi tu o przyjaciela.-zaczęłam.- W dzieciństwie miałam tylko jego. Kochaliśmy się bardzo mocno. Nasza więź wydawała się być nieprzerywalna. Jednak później on wyjechał. Tęskniłam za nim. Cholernie. Nie mogłam się odnaleźć w tym świecie. Niedawno znowu wrócił. Te coś,czym wypełniłam pustkę w sercu po tym chłopaku gdzieś odpłynęło i znowu miałam jego. Powiedział...obiecał,że nasza przyjaźń przetrwa,że się nie rozpadnie. Ale jednak raz przerwana więź nie jest już tak silna. A ja głupia zrobiłam sobie ogromne nadzieje. Dzięki Joe'mu mój świat jest o wile bardziej kolorowy. Ale tylko po moim wyjeździe do Londynu...znowu straciliśmy kontakt. I znowu musi minąć kilka lat,aby moje serce pozbierało sie po kolejnej utracie najważniejszej osoby... Naprawdę za nim tęsknię. Wmawiam sobie,że nie jest mi on potrzebny do pełni szczęścia...ale jednak jest...
-Nikt nie powiedział,że życie będzie łatwe i kolorowe. Miałaś po prostu  niefart co do znalezienia przyjaciela...
-Niefart? Człowieku moje życie to seria niefortunnych zdarzeń!
-Uwierz,że nie tylko twój świat stracił kolory. Moja reputacja  w szkole jest zupełnie zepsuta,przez jedną dziewczynę...ale to tylko jedno z moich problemów. A za tym chłopakiem nie powinnaś tęsknić. Musisz się przyzwyczaić,że to za czym tęsknisz nigdy nie wróci. Życie jest niesprawiedliwe. Niektórym daje wszystko...innym wszystko zabiera. Robi nam na przekór.....Ale nie można się załamywać. Trzeba prowadzić tę cholernie ciężka i męczącą grę. Najgorsze rzeczy jakie można zrobić to mieć wszystko w dupie,nie przejmować się i popełnić samobójstwo. Przez to człowiek pokazuje jak jest słaby,poddaje się. Pozwala,aby to cholerne życie wygrało.
Wiesz może to wyda Ci się dziwne,ale przy Tobie mój świat znowu nabiera kolorów.
-Nie,nie wydaje mi się to dziwne. W moim przypadku jest dokładnie tak samo...-wpatrywałam się w jego oczy. Miał je naprawdę śliczne. Nasze twarze coraz bardziej zbliżały się do siebie. Poczułam jego oddech,a później smak jego ust. Niestety te piękne chwile nie trwały zbyt długo. Usłyszeliśmy wołanie, przestraszyliśmy się i wpadliśmy do wody.
              Chłopak pomógł mi wyjść na brzeg.
-Boże Blaire!-podbiegła do mnie Claire. W jej głosie wyczułam strach. Dziewczyna mocno mnie uścisnęła.
-Claire,wszystko jest ok. No już, wyluzuj.
-Jak mam wyluzować?! Przyjeżdżasz  na imprezę potem znikasz bez słowa!
-Zabawiałaś się z jakimiś chłopakami nie chciałam Ci przerywać...
-No widzę,że ty także nie traciłaś czasu- powiedziała z pogardą i spojrzała na towarzyszącego mi chłopaka. Przestraszyła się. Bardzo mocno.
-Przecież mówiłam Ci,żebyś się z nim nie zadawała!- wykrzyknęła.
-O co Ci chodzi!?-nie ukrywam. Byłam na nią już rozzłoszczona.
-O Lucas'a.! 
-Co takiego?-moja złość minęła. Z przerażeniem spojrzałam na chłopaka. Nie kojarzyłam go z imprezy, bo byłam zbyt pijana. Za to on wiedział kim jestem...Nie mogłam w to uwierzyć. Najpierw mnie wykorzystał,a teraz ze mną gada,całuje mnie,udaje niewinnego....Szczęście...Moje pieprzone szczęście!


__________________________________________________________________________________________________

Dość dawno nie było,w szkole dużo nauki .; / No ale teraz mam 
trochę wolnego,dlatego też napiszę 
więcej,żeby dodawać w miarę regularnie. : )  To chyba tyle, 
co do posta. Miłego czytania . : )  
No i oczywiście trzymamy kciuki za 
3-ecio gimnazjalistów.
 Powodzenia.! : ** 
 + Dziękuję za ponad 700 wyświetleń.! Nigdy nie myślałam,że 
tyle osób będzie czytało . :** To dla mnie dużo 
znaczy,naprawdę dziękuję. :**
-Alex  :3

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział 12. New problem.


            Usłyszałam dźwięk 'Heart skips a beat'-mój dzwonek. Byłam nadal cholernie zmęczona,ale otworzyłam oczy. Dopiero zauważyłam,że leżę w wielkim łóżku, z bardzo miękkim materacem. Po lewej stała szafeczka nocna,po prawej zaś znajdowało się biurko,na nim komputer i pełno książek. Na przeciwko łóżka stała ogromna szafa. Również okno było dużych rozmiarów,co dawało ogromną ilość światła we wnętrzu. Jakoś dziwnie się czułam. Mój poprzedni pokoik nie był zbyt duży za to ten...tak samo jak meble się w nim znajdujące-ogromny.W drugim rogu pomieszczenia znajdował się kominek,dwa ustawione przed nim wielkie fotele i półka wypełniona po brzegi książkami. No,no...będzie co robić wieczorami... Otworzyłam pierwsze drewniane drzwi. Ujrzałam za nimi śliczną,moją własną łazienkę z wanną ogromnych rozmiarów.! Wow.! Nie mogłam uwierzyć. Drugie drzwi prowadziły na korytarz. Już miałam wyjść,kiedy ponownie usłyszałam dzwonek. Wyjęłam telefon z kieszeni dżinsów i spojrzałam na wyświetlacz. Joe. Boże na śmierć zapomniałam.! Miałam do niego zadzwonić zaraz po przyjeździe. Pośpiesznie odebrałam telefon. Pierwsze co zrobiłam to przeprosiłam chłopaka,że nie zadzwoniłam wcześniej. Porozmawialiśmy kilka minut. W następnym tygodniu Joe obiecał mnie odwiedzić. Już nie mogę się doczekać.
          Otworzyłam drzwi na korytarz. Już od progu powitały mnie kartony z moimi rzeczami. Wszystkie je wepchałam do pokoju,co graniczyło z cudem. Postanowiłam obczaić okolicę. Właściwie to jeszcze nie obejrzałam nawet domu,nie wiedziałam gdzie mieszkam. Dlatego też pierwszym obiektem,który zwiedziłam było moje nowe miejsce zamieszkania.
Tak jak przypuszczałam,dom był ogromny...Jednak najdłużej zatrzymałam się w kuchni. Możliwe,że miało to związek z pysznymi naleśnikami,które przygotowała mama. Zjadłam kilka,przebrałam się i wyszłam. Okazało się,że mieszkam w pięknej okolicy,gdzie wszystkie domy są taki duże. Odpuściłam sobie typowe atrakcje turystyczne typu. London Eye. Zamiast tego wolałam bez celu poszwędać się po ulicach miasta. Po drodze wstąpiłam do kawiarni. Zakupiłam lody śmietankowe i usiadłam przy jedynym wolnym stoliku.
Zachód słońca...od razu przypomniałam sobie o Joe. Nadal nie mogę uwierzyć,że wrócił,że znowu możemy sie widywać,wyżalać sobie nawzajem, milczeć...
-Mogę się dosiąść?-usłyszałam głos,który wyrwał mnie z zamyślenia.
-Ta-ak...jasne.-zdezorientowana spojrzałam na dziewczynę. Była to blondynka,krótkie włosy,błękitne oczy,blada cera. Gdyby jej się przyjrzeć na jej twarzy można by znaleźć kilka piegów.
-Jestem Claire.
-Blair. Miło poznać.-uśmiechnęłam się do niej. Odpowiedziała tym samym. Wydawała się być bardzo sympatyczną dziewczyną. Bez skrupułów zaczęła mnie wypytywać o to,gdzie mieszkam,ile mam lat,do jakiej chodzę szkoły. Na ogół nie lubię tak natarczywych ludzi,ale z Claire rozmawiało mi się jak ze starą, dobrą przyjaciółką. Wspólna rozmowę przerwał nam telefon od mamy. Martwiła się,że tak długo nie wracam. No ale co jej się dziwić,kiedy ma się córkę z takim 'szczęściem' jak ja ? Dlatego też obiecałam jej,że za 20 minut zamelduję się w domu.  Dziewczyna wcale nie zasmuciła się wiadomością,że muszę juz wracać. Wręcz przeciwnie. Poderwała się z miejsca i była gotowa do odprowadzenia mnie. Nie byłam do końca pewna w jaki sposób wrócić do domu,dlatego bez oporów wróciłam z dziewczyną.
        Każdy dzień wakacji mijał mi tak samo. Pobudka. Śniadanie. Poranne biegi. Przyswajanie nowego otoczenia. Spotkania z Claire... Joe nie przyjechał. Coś się stało. Chłopak twierdzi,że po prostu mu coś wypadło i nie mógł przyjechać,ale ja wiem,że to coś poważnego. Nie zjawił się u mnie przez całe wakacje. Z początku dzwoniłam do niego codziennie,ale słyszałam,jak gubił się we własnych słowach. Coraz trudniej było mu wymyślać nowe wymówki,byleby tylko się ze mną nie spotkać. Więc przestałam do niego telefonować,pisać. Chyba urwał nam się kontakt. Byłam głupia myśląc,że po 9 latach znowu będzie jak wcześniej... Cóż mówi się trudno. Życie nie jest dla nas dobre. Wiem to,przekonałam się na własnej skórze nie raz... Ale nie będę się przecież załamywać. Poznam innych,ciekawych ludzi. A jeżeli Joe będzie chciał się ze mną spotkać to sam zadzwoni.
Dzisiaj ostatni dzień wolności. Od jutra zaczynamy rok szkolny. Jakiś znajomy Claire organizuje imprezę. Razem z przyjaciółką mamy zamiar się tam wybrać. Tak jest przyjaciółką. Claire stała mi się bardzo bliska...nawet nie zauważyłam kiedy...
                  Za kilka minut pod mój dom ma podjechać Claire ze swoim ojcem,który zawiedzie nas na party. To moja pierwsza impreza od 1,5 roku...na pewno nie dam się znowu wciągnąć w to gówno..już nigdy więcej. Postanowiłam. Dzisiejsza impreza, przynajmniej dla mnie, będzie bezalkoholowa. Wolę nie ryzykować.


           To cholerne słońce! Po co w ogólne świeci! Obudziło mnie. Która może być godzina...7'00,8'00 ? Nie mam pojęcia...ale głowa nieźle mnie napierdala...Moje postanowienie..Phy...równie dobrze mogłam sobie przyrzec,że nigdy nawet nie dotknę wody. Kiedy tylko weszłyśmy z Claire do lokalu wszędzie unosiła się woń alkoholu. Z jednej strony to przypominało mi moje wcześniejsze życie,a z drugiej strony kusiło...I to bardzo. Patrząc jak inni ludzie z łatwością nawiązują ze sobą kontakt dzięki kilku łykom wódki postanowiłam nie być wyróżniająca się. Podeszłam do baru i razem z innymi kilka razy łyknęliśmy. Później wszystko leciało bardzo szybko. Kolejne przechylenia kieliszka. Kolejne tańce z nieznajomymi. Nowi znajomi i on. Ten chłopak. Przez przypadek wpadłam na niego. Później podeszliśmy razem do baru. Wypiłam jeszcze więcej. To co działo się później...pamiętam jak przez mgłę....Rozmawialiśmy,piliśmy,całowaliśmy się i znowu całowaliśmy...a później. . . później poszliśmy do pokoju. Tutaj film mi się urywa. Nie mam pojęcia co się dalej wydarzyło. Ale mam co do tego dziwnie złe przeczucia...Utwierdza mnie przy nich fakt,że obudziłam się w tym pokoju do,którego weszłam z tym chłopakiem. Leżę na łóżku w samej bieliźnie... Jedyne co mnie uspokaja to to,że jestem tu sama...
           Pospiesznie wstałam. Ubrałam swoje ciuchy,które leżały na stoliku i wyszłam. Zeszłam na dół,gdzie znajdował się lokal. Większość ludzi pousypiała przy stolikach. Wzrokiem szukałam Claire. Niestety nigdzie jej nie znalazłam. Wyszłam na zewnątrz. Życie Londynu tętniło. Ruch uliczny był ogromny nikt nie zwracał uwagi na nastolatkę z pewnością nie ubraną stosownie do szkoły. O fuck.! Szkoła! Dzisiaj pierwszy dzień szkolny. Zdjęłam z nóg szpilki i biegiem ruszyłam w stronę domu.
           Po cichu otworzyłam drzwi wejściowe. Rozejrzałam się po kuchni i salonie. Z ulgą stwierdziłam,że rodzice są już w pracy. Spojrzałam na zegarek. 9'00.?! Nie możliwe.! Ughh.! Za pół godziny powinnam być w szkole..na bank się spóźnię. Tak szybko jak tylko mogłam wzięłam zimny prysznic,aby zmyć z siebie wczorajszy pot i woń alkoholu. Pośpiesznie wysuszyłam włosy i rozczesałam,pozwoliła,aby opadły na moje ramiona. Założyłam na siebie coś,co wydawało mi się w sam raz , na pierwszy dzień w szkole. Dzisiaj ma się odbyć tylko krótki apel i każdy otrzyma swój plan lekcji. Mam jeszcze 5 minut. Szybko chwyciłam torebkę,zakluczyłam drzwi i biegiem ruszyłam  do szkoły. Dotarcie do budynku zajęło mi 10 minut. Kiedy wbiegłam do środka,nikogo nie było na korytarzach. Zestresowana i spóźniona zaczęłam szukać sali gimnastycznej. W celu odnalezienia jej,biegałam po wszystkich korytarzach. Nagle usłyszałam za sobą czyjś głos.
-Blair,chodź szybko! Apel się już zaczął.-odwróciłam się. Uff to Claire.
-Ochh jak dobrze,że to ty!-powiedziałam,ale dziewczyna już mnie chyba nie słuchała. Ruszyła korytarze,a ja za nią.
-Nie musisz dziękować,wystarczy,że później padniesz na klęczaka.-zawołała w biegu. Tej dziewczyny humor nigdy nie opuszczał.
            Chyba nikt nawet nie zobaczył kiedy weszłyśmy do sali i zajęłyśmy wolne miejsca. Apel trwał tylko kilka minut. Później każdy ustawił się w kolejce po odbiór planu lekcji. Na tym zakończył się mój pierwszy dzień w szkole.
W drodze powrotnej Claire wpadła na pomysł,aby wstąpić do kawiarni. Ja oczywiście ochoczo poparłam ją.
Po odebraniu swoich zamówień usiadłyśmy przy stoliku na zewnątrz.
-Claire...chciałabym Cię o coś zapytać-zaczęłam nowy temat,rozmowy,która nigdy nie miała końca.
-Wal śmiało.-uśmiechnęła się przyjaźnie.
-O to chodzi,że...wiesz..wczoraj trochę popiłam i...
-Trochę.?!-dziewczyna zaśmiała się znacząco.- Dziewczyno ty chlałaś do oporu! Myślałam,że więcej nie możesz i idziesz się przejść albo położyć...no ale zaraz za tobą zobaczyłam Lucas'a to wiedziałam,że chodzi o coś innego...
-Lucas'a? Tak ma na imię ?
-Nie wiedziałaś jak ma na imię chłopka,z którym lizałaś się praktycznie cały czas.?!
-Obiecałam sobie,że nic nie wypiję. Niestety nie udało się. A jak już zaczęłam to nie potrafiłam przestać. Nie wiedziałam co robię. Nawet dobrze nie pamiętam jak on wygląda. Znasz go.?
-Tak. Ale mam dla Ciebie tylko jedną radę. Nigdy więcej nie zadawaj się z tym gościem. To straszny typ. Traktuje dziewczyny jak szmaty. Sam uważa się za jakiego..boga?! Czy coś. To tylko pusty chłopak. Ale jeżeli ktoś mu zajdzie za skórę nie odpuści. Zepchnie go na same dno,a później będzie mu uprzykrzał życie tak długo,aż ten ktoś nie wytrzyma. Od typów jak on najlepiej jest trzymać się z daleka.-  pierwszy raz widziałam ja taką poważną. Przestraszyłam się jej słów. A co jeżeli ja i on...
-Claire...co się później stało ? Po tym jak weszliśmy razem do pokoju. Czy ja i on...?
- Blaire..ja nie chcę Cię martwić,ale..Nie wchodziłam do tego pokoju,ale poszłam za Wami. Z początku było słychać tylko,że się kłóciliście. Później stawiałaś opór,a potem...potem była tylko cisza.
Bałam się o Ciebie,ale też byłam trochę podpita. Nie chciałam nawet stanąć twarzą w twarz z Lucas'em dlatego wyszłam na zewnątrz i już nie wróciłam. Jak tylko weszłam do szkoły,zaczęłam Cie szukać. Nigdzie Cie nie było. Nawet nie wiesz jak się bałam. Ale na szczęście później Cię znalazłam. Mam nadzieję,że nie masz mi za złe,że nie pomogłam--  -Przerwałam jej.
-Jak mogłabym być na Ciebie zła.? To tylko moja głupota,moje błędy...Ty nie jesteś niczemu winna.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Jest mi cholernie przykro.
-Mi też...W takim razie nie mów nic. Samo to,że znalazłam taką przyjaciółkę jak ty jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Twoja obecność sprawia,że czuję się lepiej.-poczułam coś mokrego na policzku. Znowu zrobiłam jakąś głupotę. Nie no mnie pech chyba już nigdy nie opuści. Claire mocno mnie uścisnęła. Później dziewczyna odprowadziła mnie pod sam dom. Zamknęłam się w pokoju. Sam na sam ze swoimi dziwacznymi myślami. Muszę sobie wszystko dobrze poukładać. Żeby tylko nie popełnić żadnej głupoty...



_________________________________________________________________________________________________

Nonono nareszcie skończyłam .:D Jakoś nie 
mam 
pomysłów ostatnio .;// No,ale 
coś tam udało 
mi się napisać. :3 
Mam nadzieję,że się spodoba. :**
-Alex . :**

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 11. Farewell

               Po co ja do cholery z nią wychodziłem?! To musiało się tak skończyć! Jak zwykle nic nie potrafię zrobić dobrze...
-Zaraz,zaraz...byłeś tu już kiedyś?- dziewczyna po raz kolejny zapytała.
-Emm...no tak.
-Jak to możliwe,że Cię nie pamiętam.?
-Wiesz ja...-doznałem olśnienia. Jeszcze wszystko mogę odkręcić.-Mieszkał tutaj mój daleki kuzyn. Byłem u niego może ze dwa razy.
-Joe?
-Taak.-ciężko było mi przy niej kłamać. No,ale cóż. Nie zawsze da się mówić tylko prawdę. Życie robi wszystko,żeby nam podokuczać. Przekonałem się o tym już kilka razy. I tym razem nie jest inaczej...
-Naprawdę?-zapytała dziewczyna z niedowierzaniem. -W takim razie może wiesz gdzie teraz przebywa?
-Niestety nie. Wyjechał stąd i straciłem z nim kontakt.-wyraz jej twarzy wyrażał więcej niż słowa. Szczęście,które jeszcze przed chwilą w sobie miała, ulotniło się tak szybko,jak się pojawiło.-Słuchaj Blair przepraszam Cię,ale muszę już lecieć.-wolałem z nią nie zostawać ani minuty dłużej.- Wydaje mi się,że muszę się z Tobą pożegnać. Wyjeżdżam do cioci...do końca tygodnia mnie nie będzie.
-Szkoda...
-Tak...-przytuliliśmy się,po czym szybko odwróciłem się i ruszyłem przed siebie.
-Jack!-usłyszałem za sobą wołanie. Kurde czy ona w końcu się ode mnie odczepi ?!-zaczekaj odprowadzę Cię. Przecież nie zostanę sama na tej łące.
-Wiesz...chyba wolałbym iść sam..jak już mówiłem,nie czuję się zbyt dobrze. Pójdę okrężną drogą.
-Mogę iść z tobą.-dziewczyna nie ustępowała.
-Blair nie chcę być niegrzeczny,ale wolałbym iść sam.-nastała dziwna cisza. Poczułem się strasznie głupio-Tu nie chodzi o Cibie. Po prostu kiedyś...dawno temu. W pewnym momencie mojego życia nie zakończyłem 'działu'. Postawiłem przecinek,zamiast kropki...No wiesz o co chodzi...-dziewczyna wydawała się na zagubiona w myślach.-zamiast zapomnieć o przeszłych wydarzenia,ja za wszelką cenę chciałem do niech wrócić. I robiłem sobie ogromne nadzieje,że w końcu mi się uda. Teraz wiem,że to był błąd. Ogromny. Teraz chcę--
-Dlaczego mi o tym mówisz?-dziewczyna przerwała mi.-Wyobraź sobie,że zrobiłam dokładnie tak samo. Tylko,że ja nie chciałam wrócić do wcześniejszych momentów. Mimo to wciąż je wspominałam. Ale przecież nie prosiłam Cię żebyś wspominał swoje błędy,które zapewne 'bolą' Cie. Po prostu chciałam z tobą wrócić do domu. Jeżeli nie życzysz sobie mojego towarzystwa to nie opowiadaj mi jakiś głupich historyjek,tylko po prostu powiedz,że nie masz ochoty się zemną widzieć! Po cholerę ze mną wychodziłeś co?!-dziewczyna nie dała mi nawet dokończyć,tylko dalej zaczęłam wykrzykiwać.-No tak. Ja ci kazałam. W takim razie najmocniej przepraszam. Obiecuje,że więcej tak nie zrobię.- Po tych słowach zaczęłam iść,a właściwie bieg w stronę swojego domu. Nie wiedziałem czy się cieszyć,czy płakać. Z jednej strony na maksa wkurzyłem dziewczynę,na której tak mi zależy,a z drugiej...nie zobaczymy się więcej,a ona się o niczym nie dowie. Spojżałem na słońce. Nawet ono przypominało mi o Blair. Z mieszanymi uczuciami wróciłem do domu.

***Oczami Blair***
                Dziś mój wielki dzień.Koniec starego życia. Początek nowego. Cieszę się i to bardzo. Przez 5 dni siedziałam sama w domu. Może nie powinnam była tak na niego krzyczeć...no ale po co ze mną wychodził skoro nie chciał? Uhgrr...dobrze,że wyjeżdżam.
-Blair za 10 minut wyjeżdżamy.!-z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mamy. 
Wyszłam z domu i usiadłam na schodach werandy. Mama pakowała do ciężarówki ostatnie drobiazgi. Nie chciała mojej pomocny,dlatego ostatni raz wpatrywałam się w krajobrazy Corbridge. Nagle ktoś przesłonił mi promienie słoneczne,które oświetlały moje ciało. Musiałam zmrużyć oczy,aby zobaczyć kto to.
-Hey.-powiedział niepewnie chłopak.
-He-ey.- powiedziałam niepewnie. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć,jak z nim rozmawiać.
-Joe!-Wykrzyknęła moja mam,która akurat wynosiła kolejne rzeczy z domu.- Tak dawno się nie widzieliśmy! Ależ ty wyrosłeś! Ile to już lat odkąd wyjechaliście?
-Mamo to nie jest--Boże! Jak mogłam być aż tak ślepa! Przecież to Joe! Mój Joe,który wyjechał! to dlatego chłopak tak dziwnie się zachowywał,kiedy pytałam go o rzeczy,które powinnam pamiętać.
-Boże Joe!-rzuciłam się chłopakowi na szyję. Nie mogłam opanować radości. Nie mogłam uwierzyć. Nie widziałam go od 9 lat. Sporo czasu. Właściwie to już straciłam nadziej na to,że go jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Po polikach spłynęły mi łzy szczęścia.
-No hey -chłopak uśmiechnął się
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?!-nie odrywałam się od niego. Joe wciąż trzymał mnie w swoich ramionach.
-Z początku chciałem,ale później mówiłaś o tym,że ta przyjaźń już dla ciebie nic nie znaczy. Poza tym tak się cieszyłaś z wyjazdu...nie chciałem,żebyś żałowała,że zostawiłaś w tym miasteczku coś, za czym będziesz tęsknić...
-Nawet tak nie mów! Owszem wcześniej twierdziłam,że nic już dla mnie nie znaczy ta przyjaźń,ale tak na prawdę to straszliwie za tobą tęskniłam. Brakowało mi Ciebie. Bardzo.-oderwałam się od chłopaka.
-Wiem. Też mi Cie brakowało. Uwierz chciałem do ciebie wrócić już wcześniej ale nie mogłem...
-Wiem...
-Blair...musimy już jechać.-dopiero moja mam mnie uświadomiła. Po co ja się cieszę. Nie odzyskałam go. Tylko rozdrapałam strup pt. 'Joe'. Ta rana znowu będzie krwawiła z tęsknoty....ja i moje cholerne życie...Tym razem poczułam gorzkie łzy już na wargach. Ale były to łzy smutku. Nie chciałam ich,ale nie potrafiłam nad nimi zapanować.
-Blair...wszystko będzie dobrze
-Nie będzie....znów Cię tracę...-ponownie się no niego przytuliłam.
-Będzie. Mam samochód. Mogę Cię odwiedzać. Już nie będziemy musieli czekać 9 lat,żeby się znów zobaczyć.-Joe ponownie mnie przytulił.
Staliśmy w uścisku jeszcze kilka minut. Później musiałam wsiąść do samochodu i odjechać. Zostawić Joe. Wcześniej wzięłam jego numer telefonu,aby nie stracić z nim kontaktu.Wyglądałam przez szybę samochodową do póki chłopak był na horyzoncie. Stał pod moim domem. Ta scena bardzo przypominała tę sprzed paru lat. Tylko tym razem zamieniliśmy się z Joe rolami...Już po paru minutach podróży dostałam sms'a :    Szczęśliwej podróży. Napisz,kiedy zajedziecie.Uściski,Joe.    Uśmiechnęłam się do telefonu i odpowiedziałam na sms od chłopaka. Dziękuję . :) Ależ oczywiście,że Cie powiadomię . :*** Już tęsknię .;'( Uściski . :**        Tym razem na pewno nie stracę z nim kontaktu. Było już ciemno i dość późno. Powieki same mi opadły,a ja pogrążyłam się w słodkim śnie...

_________________________________________________________________________________
Jakoś ni mogę napisać nic ciekawego.;// 
Mam nadzieję,że przy następnym rozdziale wena się
 'obudzi' : ))  Jak tam święta? Mam nadzieję,że 
u wszystkich wesołe .: ) 
+ Chciałabym Wam życzyć 
mokrego dyngusa.
:  DD

-Alex ; )

wtorek, 3 kwietnia 2012

Rozdział 10. Past must be hidden.

                    Obudziły mnie promienie słońca,które wdarły się do mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. 7'00 rano. Są wakacje śpimy daleej! Starałam się przemówić do mojego mózgu. Zamknęłam oczy. Starałam się myśleć o czymś przyjemnym i znowu zatonąć w słodkim śnie. Moje starania były nadaremne. Tak bardzo cieszyłam się ze spotkania z Jackiem,że nie potrafiłam ponownie zasnąć.
                    Wyskoczyłam z łóżka i zeszłam na dół. Miałam ochotę na pyszne naleśniki, które robiła moja mama. Niestety rodzice wyjechali z samego rana z domu. Codziennie jeżdżą do Londynu,aby dokańczać ostatnie poprawki w nowym domu. Chociaż może to lepiej,że ich dzisiaj nie ma. Przynajmniej,kiedy przyjdzie Jack nie będą się o wszystko wypytywali.
                    Sama byłam zbyt leniwa na robienie naleśników z samego rana,dlatego zadowoliłam się kanapką z dżemem i szklanką zimnego soku. Po śniadaniu wzięłam długi,zimny prysznic. Wysuszyłam włosy i związałam w luźnego koka. Założyłam na siebie letnią sukienkę, zrobiłam kreski eyelinerem, nałożyłam tusz na rzęsy i błyszczyk na wargi. Rzadko się malowałam,ale dzisiaj poczułam dziwną potrzebę zrobienia tego. Zerknęłam na zegarek. Była 10'00. Usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Zmieniałam kanały z sekundy na sekundę. Nie znalazłam dla siebie nic interesującego. Podeszłam do półki z płytami. Prześledziłam wzrokiem każdy tytuł. Nic. W tamtym momencie jedynym interesującym zajęciem dla mnie była rozmowa z Jackiem. Czy to możliwe,żebym po jednym dniu znajomości,aż tak go polubiła? Damn...czy ja zawsze muszę mieć takie cholerne szczęście.?! Kiedy już wyjeżdżam,w miasteczku pojawia się ktoś,z kim miałabym wspaniały kontakt....ja i moje 'szczęście'...  Nie mogłam dłużej wysiedzieć w domu. Złapałam za torebkę i przewiesiłam ją przez ramię. Jack na pewno nie przyjdzie przed 12...mam 2 godziny. Pewnie kiedyś cieszyłabym się 2 godzin samotności,ale jedyne o czym marzyłam w tamtym momencie to spotkać się z chłopakiem. Nie wiedziałam co mam ze sobą robić przez tyle czasu. Postanowiłam udać się byle gdzie.
                  Chyba tęskniłam za Joe bardziej niż przypuszczałam. Zanim się zorientowałam znalazłam się na łące. Tam,gdzie spędzałam najwięcej czasu z przyjacielem. Usiadłam na miękkiej i pachnącej trawie. Słońce już grzało.  Wspominałam piękne czasy dzieciństwa. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Wyjęłam telefon. Minęła dopiero godzina od wyjścia z domu.A co jeśli przyjdzie wcześniej? Wstałam i ruszyła ku swojemu domowi. Wychodząc z łąki zauważyłam chłopaka. Siedział odwrócony tyłem. Zapewne rozmyślał. Tak jak ja. Dziwne. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam. Ciekawe kim był. Ale nie zastanawiał się nad tym zbyt długo. Wybrałam kierunek w stronę domu.
                 Wpatrywałam się w pulpit ekranu laptopa,którego trzymałam na kolanach. Siedziałam na kanapie w salonie.12'00, 13'00, 14'00...godziny mijały mi bezczynnie. A on nie przychodził. Tylko czemu? Czemu,tak się zawiodłam przecież znałam go zaledwie jeden dzień...
                 Usłyszałam jak coś uderza w szybę. Chyba musiałam trochę przysnąć. Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu...sprawdziłam godzinę. 17'00. Właściwie to na co ja czekam ?! Dobrze wiem gdzie mieszka i strasznie chcę go zobaczyć. Poza tym obiecał mi to spotkanie.



                                                                   *** Oczami Jack'a***

                Obudziłem się wcześnie rano. Cały dzień siedziałem zamknięty w pokoju. Nigdzie nie wychodziłem. Myślałem. Myślałem o tym,co zrobić z Blair. Nie mogę jej powiedzieć. Nie. Tak się cieszy na myśl o 'nowym' życiu. Zresztą nie dziwię się jej. Nie chcę jej tego psuć. Lepiej będzie jeżeli się o tym nie dowie. Obiecałem jej dzisiaj spotkanie. Ale nie mogę iść. Boję się, że wszystko zepsuję. Że jej powiem. Muszę wytrwać jeszcze 6 dni. Później ona wyjedzie,a ja dalej będę prowadził swoje nudne życie. Tylko,że nie będę miał dla kogo żyć. Kiedyś miałem Blair. Straciłem ją, później odzyskałem. Tak bardzo się cieszyłem. A teraz znowu ja stracę. Tym razem bezpowrotnie. Na zawsze.
                Zerknąłem na zegarek. 17'00. Jeszcze tylko kilka godzin 'dzisiaj' i o jeden dzień do przetrwania mniej. Zobaczyłam jakiś ruch za oknem. Podszedłem do drzwi balkonowych. To była Blair. Szła ulicą. Na samo jej wspomnienie moje wargi ułożyły się w uśmiechu. Zaraz,zaraz...Blair.?! Co ona tutaj robi.?! Fuck.! Jak spotka się z moją matką t się o wszystkim dowie.! Zdenerwowany,z biegłem czym prędzej po schodach. Otworzyłem drzwi, a dziewczyna stała już na werandzie.
-Hey.-uśmiechnęła się do mnie.
-Hey.-jakoś nie miałem ochoty udawać szczęśliwego,że ja widzę.
-Umm . Nie przyszedłeś dzisiaj. Bałam się,że coś ci się stało...albo coś....-dziewczyna mówiła ze zdenerwowaniem. 
-Nie ja...-sztucznie zakaszlałem.- Trochę źle się dzisiaj czuję. Chyba coś mnie bierze.Nie chciałem cię zarazić.    
-Dlatego siedzisz w domu bez koszulki i w szortach.? A wiesz,że podobno najlepszym lekarstwem jest spacer? - znacząco uśmiechnęła się.
-No nie wiem...-czułem,że się czerwienię. Miałem jej odmówić,ale usłyszałem głos mamy dochodzący z kuchni. Za pewne za chwilę przyjdzie sprawdzić kto nas odwiedził-Zgoda. Tyko założę coś na siebie.
-Jasne
Wbiegłem na górę,do swojego pokoju. Wyjąłem pierwszy lepszy t-shirt z szafy i pobiegłem do dziewczyny. W duchu modliłem się tylko,żeby mama nie zaczęłam z nią rozmawiać. Żeby jej w ogóle mnie zobaczyła. Wychodząc z domu oznajmiłem mamie,że nie będzie mnie przez jakiś czas. Nawet nie wiem czy usłyszała. Teraz moim największym zmartwieniem było trzymać Blair jak najdalej od 'starego' mnie.


***Oczami Blair**
                Chłopak po 2 minutach znowu zjawił się na werandzie. Czułam,że nie ma ochoty się ze mną spotkać,ale jednak coś pchało mnie do tego, abym była natarczywa. Chyba dobrze zrobiła słuchając tego 'czegoś', bo Jack zgodził się ze mną wyjść. Jednak zdawał się być czymś bardzo zdenerwowanym. Później go o to zapytam. Teraz postaram się rozkoszować bliskością jego ciała. Pozostałe 5 dni muszę wykorzystać jak tylko się da. Oczywiście z Jack'iem... 
-Martwisz się czymś?-postanowiłam rozpocząć rozmowę. Nie potrafiłam dłużej znieść ciszy,która trwała już od kilku minut.
-Co? Nie,nie...A dlaczego myślisz,że się martwię?-chłopak był zdezorientowany.
-Wyglądasz inaczej. Wczoraj byłeś taki uśmiechnięty,wesoły i w ogóle...A dzisiaj jesteś taki... zestersowany ...
-Wydaje Ci się..... To gdzie idziemy.?
Uśmiechnęłam się. Chyba wiedziałam,gdzie chcę go zabrać.-Zobaczysz...
-Och czyżbyś miała jakiś plan...-chłopak znacząco poruszył brwiami
-Ja? Ależ oczywiście,że nie...Wiesz jakoś nie wyglądasz na chorego.
-Może ty masz na mnie działanie uzdrawiające huh?
-Mówisz..?-oboje nie przestawaliśmy się śmiać.


***Oczami Jack'a***

            Z Blair gadało mi się tak jak kiedyś. Jakbyśmy nigdy nie przestali się widywać. Chyba tęskniłem za nią bardziej niż przypuszczałem.
-Ta dam.! -wskazała dłonią łąkę.-rozkoszuj się pięknymi widokami - Dziewczyna cały czas się śmiała.
- A więc to jest to sekretne miejsce?
-Chyba tak. Wiesz...Z tym miejscem są związane najlepsze momenty mojego życia.
-Moje też...- Moje usta same wydały dźwięki. Tylko po co?! Czułem,że się rumienię. Przez dwa głupie słowa mogę się zdradzić przed Blair,a to ostatnie czego chcę...
-Byłeś już tutaj kiedyś? To małe miasteczko...W takim razie musiałabym Cię pamiętać...-dziewczyna była strasznie zaskoczona. Czułem,że w myślach stara się mnie sobie przypomnieć. Boże, żeby tylko sobie NIE  przypomniała! Teraz już chyba nic przed nią nie ukryję...


***Oczami Blair***
            Jak to on też ma z tym miejscem wspomnienia.?! Przecież to nie możliwe ! Pamiętałabym go ! Corbridge to małe miasteczko. Kim do cholery jest ten chłopak?!

_________________________________________________________________________________

Taki nudny rozdział,ale postaram się w 
następnym napisać coś ciekawszego . : )  
Piszę z punktu widzenia dwóch bohaterów, 
bo tak mi jakoś łatwiej .; 3 

-Alex ; ) 

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział 9. First or a second meet?

                   Siedziałam z nim na kanapie i gadałam. Świetnie się rozumieliśmy. Z tego co wynikało z naszej rozmowy chłopak był w moim wieku. Jego rodzice rozwiedli się,a on przyjechał tutaj z mamą i ojczymem. Szkoda,że dopiero teraz się tutaj przeprowadzili. No,ale cóż Londyn jest dużo większy niż nasze Corbridge, no i oddalone o wiele wiele kilometrów. Na pewno znajdzie się ktoś, z kim znajdę wspólny język.
                   Chłopak pogratulował mi dostania się do jednego z lepszych college'y w Londynie. Zaciekawiło go to czemu się przeprowadzam.
-To z powodu mojej przeszłości...chcę od niej odejść jak najdalej. W połowie już to zrobiłam. Teraz wystarczy się tylko przeprowadzić. Wiem,że nigdy nie zapomnę, no ale w końcu wspomnienia musza wyblaknąć prawda. ?
-Czy to chodzi o tego chłopaka ? -mówiąc to wskazał placem na zdjęcie- moje i Joe.
-Nie. Z tym chłopakiem łączą mnie tylko wspomnienia. Kiedyś były silne i pomagały mi w trudnych sytuacjach,ale później stały się zwykłymi wspomnieniami. Kiedy myślę o nim cieszę się,że mogę powiedzieć,że mam przyjaciela...ale z drugiej strony...przecież to dla mnie zupełnie obcy chłopak. Znałam go zaledwie trzy lata. Nie widziałam od 9. Nasza 'przyjaźń' spadła do poziomu znajomych. Chociaż szczerze wątpię,żeby on mnie w ogóle pamiętał.  No niestety nie potrafię się zaprzyjaźniać z właściwymi osobami. Wpadłam w kłopoty, które przerodziły się w koszmar,przez ten wy--  -urwałam słowa. Chyba wszystko poszło za daleko. Znam go od kilku godzin. Nie powinnam mu się zwierzać..
-Rozumiem,że to dla ciebie trudny temat. Nie musisz opowiadać jeżeli nie chcesz.- zaczął chłopak po kilku minutach niezręcznej ciszy. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.-Wiesz..chyba powinienem się już zbierać. Zasiedziałem się trochę.-spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20. Te kilka godzin zleciało mi bardzo szybko.
Odprowadziłam chłopaka do drzwi.
-Zobaczymy się jutro?- nie chciałam wypowiadać tych słów. Same wypłynęły z moim ust.
-Jasne-chłopak posłał mi cudowny uśmiech. Mimowolnie także się uśmiechnęłam. Spojrzałam w jego oczy. Dopiero teraz go rozpoznałam. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć ?!
-To ty...
-Słucham ?-był zaskoczony. Ale widziałam w jego oczach przebłysk nadziei, iskierkę szczęścia. Tylko..czemu?
-To byłeś ty prawda? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? Zachowałabym się zupełnie inaczej.
-Jakoś tak...nie było okazji,żeby Ci powiedzieć-chłopak nie przestawał się uśmiechać.
-W takim razie może chociaż zdradzisz mi jak masz na imię?
-Słucham?-w tamtym momencie widać było,jak całe szczęście z niego wypływa...po prostu ulotniło się i zmieszało z powietrzem. Czy pytanie o imię było,aż tak dziwne?
-Zapytałam jak masz na imię...Naprawdę chciałabym Ci podziękować za to co dla mnie zrobiłeś. No i miło byłoby znać Twoje imię.
Chłopak zamknął oczy. Zachowywał się tak jakby odganiał od siebie myśli i starał się znaleźć właściwe wytłumaczenie.
-Ghh..pamięć może być bardzo zawodna...
-Słucham?-zapytałam zdezorientowana. O czym on do cholery mówił?!
-Nic..tak tylko..do siebie gadałem- chłopak zmieszał się.- Mam na imię Jack. Miło było mi Cię poznać Blair- uśmiechnął się. Odwzajemniłam szczęśliwy wyraz twarzy.
-Zaraz...skąd znasz moje imię?-byłam na prawdę zaskoczona.
-Umm..usłyszałem jak kurier się do Ciebie zwrócił. - miałam dziwne przeczucie,że chłopak wymyślił to na poczekaniu.
-Skąd wiedziałeś?
-Mówię Cię,że usłyszałem- chłopak oblał się rumieńcem tuż pod oczami. Było to dziwne miejsce..raczej nikt się tam nie rumienił..ale miałam dziwne przeczucie,że już kiedyś widział podobny przypadek...
-Nie mówię o imieniu. Skąd wiedziałeś,że tam wiszę.
-W tedy właśnie przewoziłem samochodem część rzeczy do nowego domu. Jadąc zobaczyłem,jak ktoś wyskakuje za most,uciekając przed pijanym kierowcą. Zapatrzyłem się na tego 'kogoś' teraz wiem,że byłaś to ty. Pijany facet wjechał na mój pas i mieliśmy stłuczkę. Szybko zadzwoniłem po pogotowie, po czym podbiegłem do mostu. Akurat zwalniałaś uścisk. Złapałem Cię w ostatnim momencie.
-Później wszystko działo się tak szybko,że nawet nie za dobrze pamiętam jak dostałam się do domu. Nie zdążyłam CI podziękować.
-Nie miałem obrażeń,dlatego wezwałem pomoc i odholowali mój samochód razem ze mną do domu.
-W takim razie...dziękuję Ci. Uratowałeś moje życie.




                                                             ***Oczami  Jack'a***


                  Już na początku spotkania chciałem jej o tym powiedzieć. Powiedzieć jej o wszystkim. Byłem przygotowany na to,że nic nie pamięta. Ale jednak chyba głęboko w duszy miałem nadzieje,że gdy mnie zobaczy przypomni sobie. Kiedy miałem już jej powiedzieć ona zaczęła mówić o  swojej przeszłości. W tedy straciłem na to ochotę...zresztą i tak miała się przeprowadzić. I to już za tydzień. Kiedy udało mi się do niej wrócić ona wyjeżdża. Chyba nie jesteśmy sobie pisani. Ja za nią tęskniłem. Bardzo. Zresztą nadal tęsknię. Bo nie jest między nami tak,jak w tedy. Ona mnie nie zna. Nie ma pojęcia kim jestem. Nie pamięta mnie. Jakie to uczucie,kiedy kogoś kochasz od wielu lat, a ten ktoś traktuje Cie jak obcą osobę? Okropne. Moich uczuć nie da się opisać. Nikt nie ma pojęcia co teraz dzieje się z moim mózgiem,sercem,duszą...ona kiedyś wiedziała,ale teraz już nie.A może jednak jej o wszystkim powiedzieć.? Ale czy mi uwierzy? Szczerze wątpię. Znam całą jej przeszłość. Wiem co się w niej wydarzyło. A ona pamięta mnie tylko jako chłopaka,który złapał ją za rękę na moście...
               Kiedy rozmawialiśmy czułem się jak dawniej. Kiedy ją tylko zobaczyłem wiedziałem,że znów będę szczęśliwy. Z nią. Później dowiedziałem się,że wyjeżdża. To było dla mnie jak kubeł zimnej wody. Ale odległość nie miała dla mnie takie znaczenia jak kiedyś. Teraz mam samochód. Będę mógł ją odwiedzać. myślałem. Ale kiedy się przy mnie pohamowała...to było jak nóż w serce. Bała się przede mną otworzyć. No ale właściwie to czemu ja się jej dziwię.? Zna mnie od kilku godzin. A przynajmniej tak jej się wydaje....
             Cieszyła się,że może zacząć życie od początku..chyba najlepiej będzie kiedy się wycofam i dam jej spokój.



_________________________________________________________________________________

Tym razem takii krótki. Pojawia się nowa postać. Postanowiłam,że powiążę z nią więcej wątków niż planowałam. Mam nadzieje,że się podoba. : )
-Alex.; )