niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 11. Farewell

               Po co ja do cholery z nią wychodziłem?! To musiało się tak skończyć! Jak zwykle nic nie potrafię zrobić dobrze...
-Zaraz,zaraz...byłeś tu już kiedyś?- dziewczyna po raz kolejny zapytała.
-Emm...no tak.
-Jak to możliwe,że Cię nie pamiętam.?
-Wiesz ja...-doznałem olśnienia. Jeszcze wszystko mogę odkręcić.-Mieszkał tutaj mój daleki kuzyn. Byłem u niego może ze dwa razy.
-Joe?
-Taak.-ciężko było mi przy niej kłamać. No,ale cóż. Nie zawsze da się mówić tylko prawdę. Życie robi wszystko,żeby nam podokuczać. Przekonałem się o tym już kilka razy. I tym razem nie jest inaczej...
-Naprawdę?-zapytała dziewczyna z niedowierzaniem. -W takim razie może wiesz gdzie teraz przebywa?
-Niestety nie. Wyjechał stąd i straciłem z nim kontakt.-wyraz jej twarzy wyrażał więcej niż słowa. Szczęście,które jeszcze przed chwilą w sobie miała, ulotniło się tak szybko,jak się pojawiło.-Słuchaj Blair przepraszam Cię,ale muszę już lecieć.-wolałem z nią nie zostawać ani minuty dłużej.- Wydaje mi się,że muszę się z Tobą pożegnać. Wyjeżdżam do cioci...do końca tygodnia mnie nie będzie.
-Szkoda...
-Tak...-przytuliliśmy się,po czym szybko odwróciłem się i ruszyłem przed siebie.
-Jack!-usłyszałem za sobą wołanie. Kurde czy ona w końcu się ode mnie odczepi ?!-zaczekaj odprowadzę Cię. Przecież nie zostanę sama na tej łące.
-Wiesz...chyba wolałbym iść sam..jak już mówiłem,nie czuję się zbyt dobrze. Pójdę okrężną drogą.
-Mogę iść z tobą.-dziewczyna nie ustępowała.
-Blair nie chcę być niegrzeczny,ale wolałbym iść sam.-nastała dziwna cisza. Poczułem się strasznie głupio-Tu nie chodzi o Cibie. Po prostu kiedyś...dawno temu. W pewnym momencie mojego życia nie zakończyłem 'działu'. Postawiłem przecinek,zamiast kropki...No wiesz o co chodzi...-dziewczyna wydawała się na zagubiona w myślach.-zamiast zapomnieć o przeszłych wydarzenia,ja za wszelką cenę chciałem do niech wrócić. I robiłem sobie ogromne nadzieje,że w końcu mi się uda. Teraz wiem,że to był błąd. Ogromny. Teraz chcę--
-Dlaczego mi o tym mówisz?-dziewczyna przerwała mi.-Wyobraź sobie,że zrobiłam dokładnie tak samo. Tylko,że ja nie chciałam wrócić do wcześniejszych momentów. Mimo to wciąż je wspominałam. Ale przecież nie prosiłam Cię żebyś wspominał swoje błędy,które zapewne 'bolą' Cie. Po prostu chciałam z tobą wrócić do domu. Jeżeli nie życzysz sobie mojego towarzystwa to nie opowiadaj mi jakiś głupich historyjek,tylko po prostu powiedz,że nie masz ochoty się zemną widzieć! Po cholerę ze mną wychodziłeś co?!-dziewczyna nie dała mi nawet dokończyć,tylko dalej zaczęłam wykrzykiwać.-No tak. Ja ci kazałam. W takim razie najmocniej przepraszam. Obiecuje,że więcej tak nie zrobię.- Po tych słowach zaczęłam iść,a właściwie bieg w stronę swojego domu. Nie wiedziałem czy się cieszyć,czy płakać. Z jednej strony na maksa wkurzyłem dziewczynę,na której tak mi zależy,a z drugiej...nie zobaczymy się więcej,a ona się o niczym nie dowie. Spojżałem na słońce. Nawet ono przypominało mi o Blair. Z mieszanymi uczuciami wróciłem do domu.

***Oczami Blair***
                Dziś mój wielki dzień.Koniec starego życia. Początek nowego. Cieszę się i to bardzo. Przez 5 dni siedziałam sama w domu. Może nie powinnam była tak na niego krzyczeć...no ale po co ze mną wychodził skoro nie chciał? Uhgrr...dobrze,że wyjeżdżam.
-Blair za 10 minut wyjeżdżamy.!-z moich rozmyślań wyrwał mnie głos mamy. 
Wyszłam z domu i usiadłam na schodach werandy. Mama pakowała do ciężarówki ostatnie drobiazgi. Nie chciała mojej pomocny,dlatego ostatni raz wpatrywałam się w krajobrazy Corbridge. Nagle ktoś przesłonił mi promienie słoneczne,które oświetlały moje ciało. Musiałam zmrużyć oczy,aby zobaczyć kto to.
-Hey.-powiedział niepewnie chłopak.
-He-ey.- powiedziałam niepewnie. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć,jak z nim rozmawiać.
-Joe!-Wykrzyknęła moja mam,która akurat wynosiła kolejne rzeczy z domu.- Tak dawno się nie widzieliśmy! Ależ ty wyrosłeś! Ile to już lat odkąd wyjechaliście?
-Mamo to nie jest--Boże! Jak mogłam być aż tak ślepa! Przecież to Joe! Mój Joe,który wyjechał! to dlatego chłopak tak dziwnie się zachowywał,kiedy pytałam go o rzeczy,które powinnam pamiętać.
-Boże Joe!-rzuciłam się chłopakowi na szyję. Nie mogłam opanować radości. Nie mogłam uwierzyć. Nie widziałam go od 9 lat. Sporo czasu. Właściwie to już straciłam nadziej na to,że go jeszcze kiedykolwiek zobaczę. Po polikach spłynęły mi łzy szczęścia.
-No hey -chłopak uśmiechnął się
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?!-nie odrywałam się od niego. Joe wciąż trzymał mnie w swoich ramionach.
-Z początku chciałem,ale później mówiłaś o tym,że ta przyjaźń już dla ciebie nic nie znaczy. Poza tym tak się cieszyłaś z wyjazdu...nie chciałem,żebyś żałowała,że zostawiłaś w tym miasteczku coś, za czym będziesz tęsknić...
-Nawet tak nie mów! Owszem wcześniej twierdziłam,że nic już dla mnie nie znaczy ta przyjaźń,ale tak na prawdę to straszliwie za tobą tęskniłam. Brakowało mi Ciebie. Bardzo.-oderwałam się od chłopaka.
-Wiem. Też mi Cie brakowało. Uwierz chciałem do ciebie wrócić już wcześniej ale nie mogłem...
-Wiem...
-Blair...musimy już jechać.-dopiero moja mam mnie uświadomiła. Po co ja się cieszę. Nie odzyskałam go. Tylko rozdrapałam strup pt. 'Joe'. Ta rana znowu będzie krwawiła z tęsknoty....ja i moje cholerne życie...Tym razem poczułam gorzkie łzy już na wargach. Ale były to łzy smutku. Nie chciałam ich,ale nie potrafiłam nad nimi zapanować.
-Blair...wszystko będzie dobrze
-Nie będzie....znów Cię tracę...-ponownie się no niego przytuliłam.
-Będzie. Mam samochód. Mogę Cię odwiedzać. Już nie będziemy musieli czekać 9 lat,żeby się znów zobaczyć.-Joe ponownie mnie przytulił.
Staliśmy w uścisku jeszcze kilka minut. Później musiałam wsiąść do samochodu i odjechać. Zostawić Joe. Wcześniej wzięłam jego numer telefonu,aby nie stracić z nim kontaktu.Wyglądałam przez szybę samochodową do póki chłopak był na horyzoncie. Stał pod moim domem. Ta scena bardzo przypominała tę sprzed paru lat. Tylko tym razem zamieniliśmy się z Joe rolami...Już po paru minutach podróży dostałam sms'a :    Szczęśliwej podróży. Napisz,kiedy zajedziecie.Uściski,Joe.    Uśmiechnęłam się do telefonu i odpowiedziałam na sms od chłopaka. Dziękuję . :) Ależ oczywiście,że Cie powiadomię . :*** Już tęsknię .;'( Uściski . :**        Tym razem na pewno nie stracę z nim kontaktu. Było już ciemno i dość późno. Powieki same mi opadły,a ja pogrążyłam się w słodkim śnie...

_________________________________________________________________________________
Jakoś ni mogę napisać nic ciekawego.;// 
Mam nadzieję,że przy następnym rozdziale wena się
 'obudzi' : ))  Jak tam święta? Mam nadzieję,że 
u wszystkich wesołe .: ) 
+ Chciałabym Wam życzyć 
mokrego dyngusa.
:  DD

-Alex ; )

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział <3 No to się porobiło ;D Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Yeey dziękuję. :***
    taki komentarze dają duużego kopa na dalsze pisanie .:DD
    wpadnę,wpadnę . :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny blog... Masz talent do pisania. Tak miło mi się czytało te 11 rozdziałów, że czekam z niecierpliwością na kolejny... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. NARESZCIEEEEEEEEEEEE !!!!!!!!!!!!!! <3 Hyhyhy, niezla mamuska ;d Tak wywalila :D Ehh, ja chce juz neeext ! :D Ciesze sie, ze nareszcie odzyskali kontakt i obydwoje sa tego swiadomi ! :) xx

    OdpowiedzUsuń
  5. czekam na kolejny ! jak poprzedniczka , ciesze się ,że odzyskali kontakt !!
    zapraszam do mnie :
    http://teen-story-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ryczę jak debil. Kocham cię za to, co robisz :* Proszę, nie zmarnuj talentu, jesteś naprawdę wspaniała. Weź to wyślij do jakiegoś wydawnictwa albo cokolwiek. Serio mówię.

    Zapraszam do mnie:
    www.story-with-bieber.blogspot.com
    www.london-lovestory.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń